Tęczowe przymierze

rainbow_rain_by_manekineko67-d5l0bafAndrew Comiskey (były homoseksualista, od 1980 roku prowadzi też wspólnotę i program Strumienie Życia pomagające ludziom mającym problem ze swoją tożsamością seksualną) twierdzi, że dziś wiele osób uznaje homoseksualizm za coś normalnego, ponieważ władze i media malują mu świetlaną twarz. „Prawda jest taka, że jest to jeden z rodzajów seksualnej dezintegracji. Za takie myślenie i mówienie nadaje się nam etykietę osób pełnych nienawiści, ponieważ nie błogosławimy praktyk seksualnych, które uważamy za destrukcyjne. Ja jednak wiem, że jeśli ktoś wejdzie ze swoimi problemami do wody, którą proponuje nam Jezus, odnajdzie rozwiązanie, którym jest On sam” – przekonuje Comiskey. W swojej książce W poszukiwaniu tożsamości płciowej. Historia byłego homoseksualisty pisze, że „nikt nie rodzi się zorientowany seksualnie na tę samą płeć. Ludzie stają się homoseksualistami w wyniku wydarzeń, przez jakie przeszli w swym dzieciństwie. Mogą to być wydarzenia związane z wykorzystaniem seksualnym lub zerwaniem prawidłowych relacji wewnątrz rodziny”.

Warto zwrócić uwagę, że problem homoseksualizmu wśród mężczyzn wzrasta dziś szybciej niż wśród kobiet dlatego, że najczęstszą przyczyną homoseksualizmu są złe relacje syna z ojcem. O. Józef Augustyn pisze, że chłopiec, który stawał się później homoseksualistą zostawiał zwykle swoje dzieciństwo z odczuciem wielkiej nienawiści i strachu w relacji do ojca, ale też był bardzo spragniony uczucia, akceptacji i miłości z jego strony. Rzadko można spotkać homoseksualistę, który czułby się kochany i szanowany przez swego ojca. Badacz i terapeuta Irving Bieber pisze o swoich doświadczeniach z homoseksualistami, że w żadnym wypadku relacje ojciec – syn nie były normlane. Zazwyczaj ojciec był „z boku” i nie angażował się w codzienne życie i zainteresowania syna. Homoseksualizm jest poszukiwaniem męskiej tożsamości poprzez uczuciowe i seksualne związanie się z mężczyzną, to wieczne, pełne niepokoju poszukiwanie wzoru własnej identyfikacji jako mężczyzny. Zygmunt Freud stwierdził, że w osobie dotkniętej problemem homoseksualizmu kryje się specyficzne rozczulające się nad sobą dziecko.

Na potwierdzenie tych słów przywołam jeszcze raz osobę Andrew’a Comiskey, który dając świadectwo wyjścia z homoseksualizmu mówił o swoim trudnym dzieciństwie. Jego ojciec był człowiekiem niedostępnym i ciągle czuł na sobie jego obwiniające spojrzenie mówiące, że jest gorszy. Wierzył, że tak jest. Ale gdy Bóg zaczął go uzdrawiać i wzywać do życia w czystości, to chciał naprawić to, co jest w nim najgłębiej ukryte i poranione. „Takim czymś były relacje z moim ojcem albo raczej brak relacji z nim. W kontakcie z nim zachowywałem się wciąż jak małe, poranione dziecko, on wywoływał we mnie ból emocjonalny. W końcu zacząłem próbować mu przebaczyć” – wspominał Andrew.

Wiele badań wykazało, że nie ma wrodzonego homoseksualizmu. Najbardziej znane są obserwacje profesora J. D. Rainera, analizującego przypadki bliźniąt jednojajowych, z których jedno okazywało się hetero-, a drugie homoseksualistą. Profesor W. H. Perloff wykluczył z kolei wpływ hormonów na powstawanie homoseksualizmu, klasyfikując go jako zjawisko czysto psychiczne. Do podobnych wniosków doszli również tacy uczeni, jak m.in. Karen Horney, Charles Socarides czy Marcel Eck. Nawet tak życzliwi wobec ruchu gejowskiego seksuologowie, jak Masters i Johnson stwierdzili, że źródłem homoseksualizmu są nabyte preferencje.

Często powtarza się, że homoseksualizm nie jest chorobą, bo został skreślony z listy chorób przez Światową Organizacje Zdrowia (WHO), ale mało kto chce mówić o tym, jak doszło do tego skreślenia. Pierwszy raz w historii o skreśleniu czegoś z listy chorób zadecydowały nie badania naukowe, a referendum przeprowadzone wśród psychiatrów i psychologów. Dobór osób głosujących nie był, zresztą, reprezentatywny. Celowo nie zapytano o zdanie dość licznej grupy specjalistów o odmiennych poglądach. Nawet francuska feministka Elizabeth Badinter nie kryła oburzenia, kiedy pisała o decyzji WHO: „Nie można godzić się na to, by nauka rozstrzygała o fałszu i prawdzie na drodze nacisków grup społecznych, czy (…) referendum”. Nie tylko Badinter wiedziała, że to wpływ lobby homoseksualnego, a nie rzetelna wiedza naukowa, zdecydował o zwrocie w psychiatrii. Intencja była czytelna: jeśli coś nie jest chorobą, jest normalne. I nie można już wmawiać gejom, że ‚mogą z tego wyjść’. Tymczasem sam dr Robert Spitzer, który doprowadził do skreślenia homoseksualizmu z listy zaburzeń w 1973 r., po latach przyznał się do pomyłki.(Fragment artykułu Jacka Dziedziny, Gość Niedzielny 19/2008)

Prekursor leczenia gejów w Holandii prof. Johan Leonard Arndt po wielu latach praktyki powiedział: Nigdy nie widziałem zdrowego i szczęśliwego homoseksualisty. Jak pisze dr Aardweg, homoseksualizm nie jest odosobnioną preferencją, ale wyrazem specyficznej neurotycznej osobowości. A dogmat o jego nieodwracalności to mit, który służy interesom wyemancypowanych homoseksualistów. Homoseksualizm nie jest więc ani zaprogramowany, ani uwarunkowany genetycznie (co wykazały badania na bliźniętach jednojajowych), ani nieodwracalny. Należy go leczyć jak inne depresje, fobie, obsesje czy inne anomalie seksualne. (Fragment artykułu Artura Bazaka, Gość Niedzielny 07/2008)

To, że kilkadziesiąt osób przegłosuje iż nowotwór nie jest chorobą, nie sprawi, że pacjenci nagle ozdrowieją i poczują się lepiej. Oni będą nadal cierpieć (ale teraz już w samotności, bo na zewnątrz będą pokazywali, że są szczęśliwi). Zmieni się tylko to, że nawet jakby chcieli podjąć leczenie, to nie będą mieli się gdzie udać po fachową pomoc, bo wszędzie usłyszą: „ale przecież Pan jest zdrowy”, „Pani jest zdrowa”. I odejdą z kwitkiem, na którym będzie widniał napis „nietolerancyjny”. Niektórym trudno zrozumieć, że są jeszcze ludzie, którzy uważają, że chorobę się leczy, a nie toleruje….

Jeśli jesteś osobą o skłonnościach homoseksualnych, to wiedz, że Bóg się Tobą nie brzydzi. On Ciebie kocha i pragnie Cię uzdrowić. Wróć do Kościoła, do sakramentów – tam gdzie tętnią Strumienie Życia. Bo tylko tam Bóg może wylać na Ciebie deszcz łask. A to sprawi, że wtedy, będąc oświetlonym Jego blaskiem, pojawi się nad Tobą tęcza – znak przymierza między Tobą a Bogiem, znak ojcowskiej miłości do Ciebie. Czy pragniesz tego? Jeśli tak, to nie bój się i przyjdź. „Tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę” /J 6,37/.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *