Ciało nie ma mocy kochania

15Od dłuższego czasu zauważam, że w mediach publicznych (np. w Polskim Radiu), prasie, a przede wszystkim w internecie jest nieustanna propaganda kultury hedonistycznej – łapczywego dążenia do maksymalnej przyjemności. Coraz więcej pojawia się audycji radiowych, artykułów, tematów, które śmiało można nazwać „poradnikami seksu”. Ich autorzy i zapraszani gości twierdzą, że jest na te tematy zapotrzebowanie, bo w Polsce nie ma w ogóle edukacji seksualnej. Ubolewają nad tym, że w szkołach zamiast rzetelnej wiedzy z zakresu seksualności, dzieci i młodzież mają żenujące lekcje z „wychowania do życia w rodzinie”. Czyżby edukacja seksualna miała być receptą na szczęśliwe życie?

Doktor Wanda Półtawska, która 65 lat przepracowała w poradni rodzinnej, a poza tym jest doktorem nauk medycznych i specjalistą w dziedzinie psychiatrii (więc wie, co mówi i zna się w temacie) w książce Eros et iuventus pisze: „Losy ludzi jednoznacznie dowodzą, że przeżycie orgazmu nie jednoczy ludzi, samo niczego nie daje miłości i chociaż nieraz ludzie doświadczają wielokrotnie tego przeżycia, ich miłość nie rozwija się, nie potrafią się kochać, porzucają się i rozchodzą”. Dlaczego tak się dzieje? Bo „akt seksualny nie jest siłą łączącą. Ciało nie ma mocy połączenia ludzi. Nie uda się złączyć ludzi tylko cieleśnie.  (…) Akt seksualny z natury rzeczy skazany jest „na zagładę”, musi przestać być, bo z istoty swojej jest czymś krótkotrwałym. Jakże budować jedność na czymś krótkotrwałym, co trwa minuty? Dlatego trzeba budować jedność nie na życiu seksualnym, tylko na miłości wewnętrznej, duchowej”.

Jednak media głównego nurtu konsekwentnie tego typu argumentację odrzucają. Promują za to antykoncepcję jako coś super dla młodym ludzi. Co więcej, jest to promocja wychowywania młodego człowieka do niedojrzałości i nieodpowiedzialności, bo pokazuje się w ten sposób, że można oddzielić działanie od skutku. „Zdolność do działania seksualnego mają także zwierzęta, ale panowanie nad reakcjami popędowymi – wygaszanie ich, kierowanie nimi – to zdolność wyłącznie ludzka” –pisze prof. Półtawska. Ale przecież po to jest właśnie antykoncepcja, by ułatwić życie młodym, którzy jeszcze nie potrafią zapanować nad swoim ciałem – mówią tzw. „eksperci”. Jednak nie zauważają tego, że nie ma dojrzałości bez zdolności kierowania sobą – podkreśla Wanda Półtawska dodając, że „samo ciało nie ma mocy kochania – miłość rozgrywa się w duszy ludzkiej, a ciało tylko może być jej narzędziem i jej służyć„. Edukatorzy seksualni niestety tego nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć.

Jak jest zatem recepta na bycie szczęśliwym? Wanda Półtawska z całą pewnością odpowiada: „po prostu miłości trzeba się uczyć. To nieprawda, że ona sama się realizuje, to człowiek decyduje o profilu swojej miłości i on ją czyni wielką i piękną, albo ją niszczy. Przykazanie „nie cudzołóż” nie ma na celu pozbawienia człowieka radości, ale przeciwnie – chce ludzką miłość uratować i nadając jej najwyższy wymiar”. Bo „kochać człowieka, to znaczy kochać jego powołanie, a podstawowym powołaniem człowieka jest świętość – więc prawdziwa miłość nie może występować przeciwko świętości, musi opanować te wzruszenia, które są przeciwko czystości” – dodaje.

Natrafiłam kiedyś na piękne słowa C. S. Lewis’a: „Jesteśmy istotami ze złamanym sercem, bawiącymi się alkoholem, seksem i ambicjami, podczas gdy jest nam oferowana nieskończona radość. Jesteśmy jak nierozumne dzieci, które chcą robić babki z błota w dzielnicy slamsów, ponieważ nie potrafią sobie wyobrazić, że mogłyby spędzić wakacje nad morzem”. Nie dajmy sobie wmawiać przeróżnym ‚ekspertom’, że miłość oparta na czystości nie jest możliwa i nie da człowiekowi radości ani szczęścia. Da. Wakacje nad morzem są możliwe. Wystarczy tylko uwierzyć i…wsiąść do pociągu niebylejakiego. Bo wbrew temu co lansują media, czystość jest pociągająca.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Ciało nie ma mocy kochania

  1. Foxx pisze:

    Jestem w 4-letnim związku, który zaczął się od niezobowiązującego całowania i spotkania w namiocie z przystojnym nieznajomym. Chwila wzajemnej fascynacji i wymiana czułości z nieznanym chłopakiem skończyły się poznaniem odpowiedzialnego, czułego i uporządkowanego faceta, z którym teraz jestem zaręczona, a któremu po prostu taki epizod się ze mną kiedyś zdarzył. I tyle. Miłe wspomnienie, którym na pewno nie pochwalimy się dzieciom :)

    Przede mną miał jeszcze kilka dziewczyn i mimo że na początku mnie to bolało, teraz musze stwierdzić, że lepiej, że z nimi był – wie więcej o kobietach i nie ciągnie go do innych właśnie dlatego, że zdążył je poznać. Tego i tak przecież nie byłabym w stanie zmienić ani kochać go mniej przez to, że kiedyś doświadczył miłości fizycznej z kimś innym.

    Oprócz niego miałam też kilka takich historii, które nie skończyły się związkiem, ale miłe chwile spędzone w towarzystwie kilku chłopaków zaowocowały przyjaźniami z nimi. I są to znajomości długoletnie, o których wie mój chłopak, zna się z nimi i nie jest zazdrosny.

    Każdy ma prawo do doświadczeń, tworzenia swojej historii, poznawania, zachwycania się drugą osobą. Ilość partnerów seksualnych w żaden sposób nie określa wartości człowieka i nie przekłada się na jego mentalność. No, chyba że na plus.

    • Miłość fizyczna…. Hm… Ja bym raczej powiedziała współżycie podyktowane zakochaniem się w drugiej osobie. A zakochanie nie jest równoznaczne z miłością. Naturalne jest to, co Pani pisze, że Panią to bolało, że miał kilka dziewczyn przed Panią z którymi współżył. Tak, to boli. Ale argument, który Pani podaje, że nawet dobrze, że z nimi był, bo lepiej je zna, to kiepski nie jest prawda. Facet nie musi współżyć z kobietami, by je dobrze poznać. A to, że nie ciągnie go teraz do innych, nie zawdzięcza temu, że był z kilkoma, ale oznaką tego, że jest w Pani zakochany. Pytanie tylko, co wtedy, gdy zakochanie się skończy. Bo zakochanie to uczucie, nie mamy nad nim panowania, po prostu się pojawia. Co wtedy, gdy nagle zakocha się w innej kobiecie? Nie chcę Panią straszyć, ale warto przedyskutować taką sytuację ze swoim narzeczonym.
      Naprawdę chcę życzyć Wam wszystkiego dobrego, aby związek się udał.

  2. Danae pisze:

    Pani Moniko
    A co o seksie wie dziewica? Podpowiem Pani – NIC. Wiem, bo kiedyś też byłam dziewicą. A potem (o zgrozo) z moim obecnym mężem, jeszcze wtedy nawet nie narzeczonym, uprawiałam sex. I było ZAWSZE WSPANIALE! Po ślubie nic się nie zmieniło. Ważne jest tylko, aby sex był z kimś, kogo się kocha. Bo bez miłości sex jest tylko aktem fizycznym. Ale łączyć sex ze ślubem? Moja kuzynka połączyła…., rozwód był przykry dla niej i dla niego. Okazało się, po ślubie, że akurat w tej sferze życia są zupełnie niedopasowani. Ponieważ przed ślubem trzeba nie tylko dowiedzieć się, czy nasz parter ma podobne poglądy na życie jak my, czy się dogadujemy w innych sprawach. Seks też się liczy w związku, a sex przed ślubem…polecam. Z doświadczenia wiem, że jest SUPER:)

    • To samo co dobry kardiochirurg, który nigdy nie był chory na serce :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      • Foxx pisze:

        Właśnie rzecz w tym, że skoro je dobrze poznał i pod tym względem, dużo mniej fascynuje go ich fizyczność skoro już wie, że żeńska anatomia i doznania z nią związane są w gruncie rzeczy dość powtarzalne.

        I to ja mam kłopot, nie on, bo współżycie partnera, które miało miejsce zanim nas poznał, nie powinno wpływać na naszą samoocenę a tak sie dzieje w wypadku gdy jest się pierwszą dziewczyną – nie umie się wtedy odróżnić przeszłości od teraźniejszości. Kiedyś podobał mi się pan, który był rozwiedziony i miał 3 – letniego synka – z jednej strony nie wyobrażam sobie wściekania się na niego o to, że kiedyś miał żonę, która urodziła mu dziecko i musi się teraz z nią kontaktować w sprawie widzeń z synem, choć z drugiej strony takie odczucia z pewnością by mi towarzyszyły raz na jakiś czas. Ale nikogo nie możemy mieć na wyłączność.

        Sama Pani pisze, że zakochanie się zaczyna i kończy. Liczę się z tym, że pewnego dnia mogę się zwyczajnie znudzić partnerowi, bo to zdarza się nawet po kilkunastu latach małżeństwa. Nie da się zapobiec zakochaniu w innych osobach, bo niczego nie utrzymamy na siłę. To się zdarza nawet w związku, który akurat przechodzi kryzys – rzecz jedynie w tym, żeby nie złamać zaufania drugiej osoby do siebie, bo na tym się wszystko opiera.

        Serdecznie dziękuję za życzenia. Oby się sprawdziły :)

        • Posłużę się cytatem o.Adama Szustaka: „Miłość to nie jest fascynacja drugą osobą. Ta fascynacja nazywa się zakochanie. Miłość zaczyna się wtedy, kiedy oprócz tych wszystkich cudownych rzeczy widzisz w kimś wiele słabości, nędzę, egozim i postaje w Tobie decyzja, że kochasz tę osobę z tymi słabościami i będziesz z tymi słabościami szedł przez życie i będziesz próbował jej w tych słabościach pomóc”.

  3. Danae pisze:

    Pani Moniko. Niestety, porównanie nietrafione. Właśnie kardiochirurg wie o sercu wszystko. Jak działa, jaki ma potencjał elektryczny, jak przepływa przez nie krew etc. Wie, bo miał to serce w dłoni, dosłownie. Dotykał je, zszywał, ugniatał. W przeciwieństwie do pacjenta, który tylko zachorował, ale tego serca na oczy nie widział. Kardiochirurg jest jak ktoś, kto mówi o seksie, bo go doświadczył. Dotknął. Powąchał nawet! Jest ekspertem, bo doświadczył z nim kontaktu. Tak jak osoby po inicjacji, poznają seks. Fantastyczną sferę życia.

    Oczywiście, może Pani zaczekać z seksem do ślubu. To Pani wybór i go szanuję. Ale proszę nie pisać o tym, jakie to złe, gdy się kocha z partnerem bez papierka z SC czy ślubu kościelnego. Jest wspaniale, co potwierdzają wszyscy moi znajomi. Wszyscy (obracam się jak widać w bardzo wywrotowym towarzystwie;) – żart oczywiście – doświadczyliśmy seksu przed ślubem. I nikt z nas tego nie żałuje. Pojawiła się miłość, a wraz z nią pożądanie i seks. Nie rozumiem, jak ktokolwiek może oddzielać te sfery życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *