Dzień po pigułce „po”

63ef7d8f-e109-4fc3-9f9e-a0e47526d62fMimo, że nie miałam w szkole edukacji seksualnej i podobno jestem zacofana, bo nie idę z postępem naukowym w dziedzinie antykoncepcji, ale zostałam na etapie NMPR (Naturalnych Metod Rozpoznawania Płodności), to wiem, że kobieta może zajść w ciążę, gdy stosunek odbył się: kilka dni przed owulacją/w trakcie owulacji/w trakcie trzech dni po szczycie owulacji. Jeśli pigułka ellaOne nie jest pigułką wczesnoporonną, ale tylko opóźnia owulację to w jaki sposób działa i to skutecznie (!) w przypadku, gdy trwa owulacja albo jest już po owulacji? Jak opóźnić coś, co trwa albo już się wydarzyło? Zapewniam wszystkich, że powrót do przeszłości jest możliwy tylko w literaturze bądź w filmie, a nie realnym życiu.

W ulotce do tej pigułki można przeczytać: „Przed zażyciem tabletki ellaOne należy wykluczyć ciążę.” A jak ją wykluczyć, skoro kobieta nie wie, czy jest już w ciąży czy nie? A jeśli jest, to dlaczego nie może jej zażyć? Czyżby mogła spowodować poronienie? W końcu przecież może zażyć ją do 5 dni od niezabezpieczonego stosunku. No właśnie, i tu dochodzimy do sedna: gdy doszło do zapłodnienia, wtedy pigułka ma zadanie nie dopuścić do zagnieżdżenia się zarodka w macicy. Zarodka! Czyli właśnie co poczęte dziecko zostaje usuwane z organizmu kobiety. W ten sposób kobieta nawet nie wie, że jest w ciąży i że właśnie zabija swoje dziecko. Jak można inaczej nazwać tę pigułkę jeśli nie wczesnoporonną? Choć odrobinę wiedzy z zakresu kobiecego cyklu przydałoby się osobom, które są tak bardzo oświecone, że aż oślepione zyskami z firm farmaceutycznych. W końcu pigułka bez recepty, to niezły biznes…. A za kilkanaście lat te same kobiety, które zażywały ellaOne, będą pacjentkami klinik in vitro. I kolejne zyski. A biznes się kręci.

Prof. Romuald Dębski (tak, to ten ginekolog, który ubliżał prof. Chazanowi) wypowiada się na temat tej pigułki: „Aspiryna może zabić. Ta tabletka nikogo nie zabija.” No tak, nikogo, prócz poczętego dziecka. Ale kto by się przejmował, przecież nikt tego małego człowieczka nie widzi. A jeśli nie widzę kogo zabijam, to znaczy, że to nie jest zabójstwo…?!

Na całym świecie zabicie dziecka jest karalne, ale wystarczy słowo „zabójstwo” zamienić na „aborcja”, wtedy to nawet nie jest karalne, ale staje się prawem każdej kobiety. Środki wczesnoporonne są w Polsce zakazane, ale jak widać wystarczy zmienić nazwę z „wczesnoporonnych” na „pigułkę dzień po” albo „antykoncepcję awaryjną” i już nie ma się czym martwić i hulaj dusza….  „Jednak żadne słowo nie jest w stanie zmienić rzeczywistości: przerwanie ciąży jest — niezależnie od tego, w jaki sposób zostaje dokonane — świadomym i bezpośrednim zabójstwem istoty ludzkiej w początkowym stadium jej życia, obejmującym okres między poczęciem a narodzeniem.” /Encyklika Evangelium Vitae, Jan Paweł II /

Czy łykanie hormonów bądź substancji, które rozregulowują gospodarkę hormonalną, od tak, bez kontroli lekarza, jak witaminę C, jest obojętne dla zdrowia nie tylko kobiety, ale dla rozwijającego się organizmu nastolatki? W ulotce możemy przeczytać, że ellaOne nawet nie została przebadana w kierunku ciężkich zaburzeń czynności nerek i wątroby. I coś takiego może być sprzedawane bez recepty??? W aptece sprzedaje się leki, więc jeśli to jest lek, to co on leczy? Śmiem mniemać, że kobietę pewno nie. A „uśmiercenie” nigdy nie może zostać uznane za działanie lecznicze, nawet wówczas, gdy jedyną intencją jest spełnienie żądania pacjenta: jest to raczej sprzeniewierzenie się zawodowi lekarskiemu, który można określić jako żarliwe i stanowcze „tak” wobec życia.” /Encyklika Evangelium Vitae, Jan Paweł II /

Nie sądziłam, że kiedykolwiek dojdzie do tego, że kobieta przychodząc do apteki powie: „poproszę środek na zabicie dziecka”. A aptekarza zamiast zadzwonić na policję, będzie musiał sprzedać jej ten środek (i to bez recepty) bo inaczej mógłby stracić pracę. I wtedy to on będzie miał problemy, a nie ona. Jak to jest, że trutka na dzieci dostępna jest w tak samo łatwy sposób jak trutka na szczury? Z jedną różnicą: nad biednym szczurem zapłaczą obrońcy zwierząt. A nad dzieckiem? Nikt.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

161 odpowiedzi na „Dzień po pigułce „po”

  1. Monik pisze:

    1. Cały problem polega na tym, że kobieta, która zdecyduje się na pigułkę „po” nie powie „poproszę środek na zabicie dziecka”, ponieważ nie traktuje płodu jako dziecko. Może sobie tego nie uświadamia, może to wypiera. Tego nie wiem.
    2. Jeśli chodzi o mnie, to zdarza mi się płakać nad dziećmi, które się nie narodziły, modlę się za nie oraz za kobiety, które chcą zabić swoje nienarodzone dzieci. Myślę, że jest nas więcej, więc nieprawdą jest, że „nikt” nie zapłacze nad tymi dziećmi. Co więcej – w licznych przypadkach sama matka po latach płacze nad tym dzieckiem, które zabiła.

    Pozdrawiam

  2. link pisze:

    CIEMNOGRÓD. Sprawa i tak jest przesądzona, tabletki będą dostępne bez recepty. Nie Twój interes co ktoś zrobi że swoim ciałem/zdrowiem.

    • No właśnie, ze SWOIM ciałem,a ciało dziecka, nie jest ciałem kobiety.

      • Alamakota pisze:

        Skoro plod to nie moje cialo to tym bardziej nie ma zadnego prawa przebywac w MOIM ciele! Ja sobie usune plod (nie uszkadzajac go w zaden sposob) i skoro wedlug pani jest on osobnym cialem to droga wolna! Niech sobie zyje Z DALA od mojej macicy. Zarodek nie ma najmniejszego prawa korzystac z mojej macicy do rozwoju jesli ja sobie tego nie zycze!

        • Gdy urodzi się dziecko, samo też nie przeżyje…nie ubierze sie samo, nie okąpie, nie nakarmi itd. Czy jeśli samo nie przeżyje, musi ktoś być przy nim, by przeżyło, to znaczy, że nie jest człowiekiem i można go zabić? Mam nadzieję, że nigdy nie będzie Pani w takiej sytuacji, że sama Pani nie będzie dała rady wokół siebie zrobić, ale będzie Pani zdana na łaskę bądź niełaskę kogoś innego.

        • Weronika Olszewska pisze:

          Każde ciało powstało w czyimś ciele i w nim się rozwijało przez 9 miesięcy. To cały fenomen natury. To podstawowa funkcja kobiety: by byla płodna i by nosila w sobie dziecko. Dlatego tak roznimy sie od mężczyzn – mamy szerokie biodra, wiecej tkanki tluszczowej, cykl miesięczny… Twoja macica właśnie do tego służy. Jeśli myślisz, że do seksu to się mylisz, do tego wystarczy ci tylko pochwa. A jeśli nie mozesz zaakceptować roli swojej macicy to się jej pozbądź i wtedy żadne inne ciało nie bedzie w Tobie na pewno mieszkało.

          • Osiris pisze:

            Moja macica służy przede wszystkim mnie. Rozmnażanie jest prywatnym interesem jednostki, jest jego inwestycją swoich genów. Jeśli inwestycja się nie opłaca, bo wymaga ponoszenia zbyt dużych kosztów, to się z niej rezygnuje i tak czyniły kobiety już od prehistorii. Tylko zamiast pigułek „po” miały zioła o właściwościach poronnych. Nie mam zamiaru pozbywać się swojej macicy, bo dla kogoś kontrola własnej rozrodczości to rzecz wzięta z kosmosu. Tak samo jak nie utnę sobie nóg, bo Twoim zdaniem korzystam z nich niezgodnie z przeznaczeniem.

          • Jeśli dla Pani poczęcie dziecka się nie opłaca bo wymaga ponoszenia zbyt dużych kosztów, to Pani macica niczemu Pani nie służy. Może Pani uprawiać seks bez niej.

          • Osiris pisze:

            Mój wyrostek też niczemu nie służy, a jednak nie pójdę i go sobie nie wytnę, bo ktoś sobie tego życzy. Moja macica oczywiście mi służy, ale wtedy, kiedy ja o tym zdecyduję. I tym sposobem nie mam jeszcze dzieci, korzystam z życia, a za parę lat będę je miała, bo wtedy będzie mnie stać. A jeśli zdarzy się sytuacja, że kolejne dziecko oznacza życie w biedzie dla pozostałych dzieci, to z takiej „inwestycji” zrezygnuję. Czyste prawo naturalne.
            Co z tymi kobietami, które W OGÓLE nie chcą mieć dzieci? Może mają sobie jeszcze wyciąć cycki, bo one służą do karmienia, a jak nieużywane to po co je nosić? Możecie sobie wyciąć mózg, bo ewidentnie z niego nie korzystacie i raczcie się drogie Panie pohamować z tymi tupeciarskimi „propozycjami”.

          • Może i będzie w późniejszym czasie Panią stać, ale ni będzie Pani już mogła?
            1.Jeśli bezpłodność jest chorobą, a jest, to czemu ma służyć tabletka antykoncepcyjna jeśli nie powodowaniem choroby? Kobieta mając zdrowy organizm zażywa tabletki, aby mieć chory – bezpłodny.
            2.Antykoncepcja hormonalna może tak rozregulować cykl kobiety, zniszczyć go, że po odstawieniu jej, może nie mieć już szansy na poczęcie dziecka. Te same kobiety, które połknęły haczyk cudowności tabletek, gdy będą chciały mieć dzieci będą musiały połknąć następny haczyk, którym jest in vitro. A to oznacza kolejne zyski, bo gdyby nie antykoncepcja hormonalna, biznes in vitro nie kręciłby się tak świetnie, a może nawet wcale by go nie było?
            3.Małżeństwo mówi: „Nie stać nas na dziecko.” Ale jak to jest, że stać ich na kupowanie latami pigułek antykoncepcyjnych? A gdy się im zachce dziecka, to muszą wydawanie setki pieniędzy na leczenie bezpłodności, gdy ta się nie powiedzie, to następne tysiące wydają na in vitro. Wtedy cieszą się z każdego zarodka, którego wcześniej byli wstanie uśmiercić pigułką „dzień po”. Nagle zarodek to nie jest już dla niech „coś”, ale poczęte dziecko. Szybka zmiana poglądów.

      • lala pisze:

        Dlaczego usuwa pani komentarze, ktore powalaja pania argumentami? Skoro to cialo zarodka to niech zarodek po wyplynieciu z mojej macicy zyje sobie sam, z dala od mojego ciala. Nie moj problem. A najlepsze jest to, ze juz niedlugo bede mogla wziac taka tabletke Z DEDYKACJA DLA PANI:-)) Pani Moniczko zeby z pani zadrwic gdy tylko pigulka bedzie dostepna celowo nie zabezpiecze sie i pozniej wezme ta tabletke specjalnie dla pani. Wtedy bedzie mogla plakac za zarodkiem, ktory dzieki pani bredniom skonczyl w klozecie

        • Które komentarze usuwam??? Hm…
          Ze mnie Pani nie zadrwi, ale biorąc ją co najwyżej zadrwi z Pani szatan, który już widzi jak będzie Pani cierpieć w przyszłości, że zabiła swoje dziecko. Zadrwi, bo cieszy się, że tak łatwo Panią sobie owinął wokół palca. I mi tym Pani krzywdy nie robi, robi sobie sama Pani krzywdę. Nie mnie.

          • Ultra pisze:

            W którym wieku Ty żyjesz że piszesz o szatanie? Ty w 21 wieku na prawdę wierzysz w takie bajeczki?

          • Największy sukces jaki udało się szatanowi osiągnąć, to wmówić ludziom, że on nie istnieje, że on jest postacią bajkową.
            Jedno pytanie: jesteś chrześcijaninem?

          • Ultra pisze:

            Nie jestem chrześcijaninem, czy też chrześcijanką bo jestem kobietą. I żaden szatan nic mi nie wmawiał. Nie rozmawiam z nieistniejącymi tworami.

          • Ja też jestem kobietą i jestem chrześcijanką, jedno drugiego nie wyklucza :)

          • Ultra pisze:

            Źle zrozumiałaś moje zdanie. Użyłam słowa chrześcijanka a nie chrześcijanin bo jestem kobietą. O to chodziło w mojej wypowiedzi.

          • Czyli nie jesteś chrześcijanką, nie wierzysz w Boga, tak?

          • Weronika NIEOlszewska pisze:

            A jeśli Ultra rzeczywiście nie wierzy w Boga – to co wtedy/to co z tego?

  3. Pełna podziwu pisze:

    Drogie dziewczyny!
    Podziwiam waszą wrażliwość, wydajecie się ogromnie empatyczne, skoro zdarza wam się ronić łzy nad dziećmi, które się nie narodziły. Niestety natura jest okrutna, i podczas życia aktywnie kobiety, aktywnej seksualnie i niestosującej antykoncepcji czasami dochodzi do zapłodnienia, jednak zygota nie zagnieżdża się i kobieta „roni” nawet nie wiedząc, że była w ciąży. Wiele ciąż ulega poronieniu jeszcze przed procesem implantacji, czyli zagnieżdżenia. Ma to miejsce w terminie spodziewanej miesiączki, więc wiele kobiet nie odróżnia krwawienia związanego z wczesnym poronieniem od typowej miesiączki. Nie ryzykujcie że wasze ciało zabije życie, które jest przecież święte! Ślubujcie sobie celibat do końca życia- dla egoistycznej chęci posiadania potomstwa nie możecie narażać życia, które możecie unicestwić po drodze, nawet sobie nie zdając z tego sprawy!

    • A widzisz różnicę między nieświadomym poronieniem, a poronieniem z premedytacją? Między kobieta, która nie wie, że jest w ciąży i nie wie, że poroniła, a kobieta, która boi się, że mogła zajść w ciąże, zażywa tabletkę, i WIE, że ta tabletka spowoduje poronienia.

      • Alamakota pisze:

        Nie widzimy roznicy. I to i to nie jest czlowiekiem i nigdy nie bylo ani nie bedzie. Tak samo dziala prezerwatywa: jesli 1 maja 2000 roku w dzien owulacji uzylismy prezerwatywe to znaczy, ze dziecko sie nie urodzi a gdybysmy jej nie uzyli To by sie urodzilo. Tez pani zaplacze nad tymi plemnikami, ktore mogly byc dzieckiem ale skonczyly w lateksie?

        • Plemnik to nie dziecko! Poczęte dziecko jest wtedy gdy plemnik zapłodni komórkę jajową. To chyba nawet dziecko wie w podstawówce….

        • Weronika Olszewska pisze:

          „Nie widzimy roznicy. I to i to nie jest czlowiekiem i nigdy nie bylo ani nie bedzie.” – Sama jesteś przykładem, że zarodek będzie kiedyś człowiekiem. Byłaś kiedyś w macicy swojej Mamy, rozwijałaś się w niej do porodu, a po porodzie trwało to dalej i skończy się na starzeniu się i śmierci. Kiedy więc stalaś się człowiekiem? Otóż w chwili zapłodnienia. Bo zapłodnienie to cały skomplikowany proces, kiedy komora jajowa laczy sie z plemnikiem – plemnik musi pokonac wieniec promienisty, otoczke przejrzystą oocytu, dopiero potem dochodzi do dokończenia 2go podziału mejotycznego, w wynku którego powstaje już diploidalna zygota. Dostałaś od rodziców LUDZKIE geny, a geny są podstawą do tego, by stwierdzić,czym co jest. Geny człowieka ma człowiek. Jasne jak słońce!

          • Weronika NIEOlszewska pisze:

            Ja osobiście uważam, że stałam się człowiekiem 6 miesięcy PO porodzie, albowiem to z tego czasu pochodzi moje najwcześniejsze wspomnienie.

            Dlatego też nie wolno nigdy przekładać życia dorosłej kobiety posiadającej duszę nad życie embrionu bez duszy.

            Nie wierzę także w nieśmiertelną duszę – dusza (świadomość) tworzy się dopiero po narodzeniu i przestaje istnieć w momencie śmierci.

          • Współczesna psychologia i neuropsychiatria daje wiele dowodów na to, że dziecko pamięta podświadomie wszystko to co przeżyło w łonie matek. Np.dzieciom kobiet obozów koncentracyjnych śniły się obozy, a nikt im o tym nie opowiadał. Dziecko pamięta głos taty i rozpoznaje go po urodzeniu. Itd. Człowiekiem stajemy sie w momencie poczęcie.

          • Kończę dyskusję na temat tego, że dziecko poczęte nie jest dziecko i można go zabić. Od tego momentu nie zatwierdzam komentarzy tego typu. Myślę, że wystarczająco dużo napisałam na ten temat.

      • pure pisze:

        Widzę! Medycyna pozwala nam wpływać na procesy fizjologiczne na którym kiedyś nie mieliśmy wpływu. Tak stało się też z płodnością. Ale to dla Was każda forma zycia jest święta, już od chwili zetknięcia się dwóch komórek. Chyba nie powinno to stanowić dla Was różnicy, czy dziecko umiera w skutek choroby naturalny, czy gwaltowny, zawiniony, tak? Dlatego, proponuje celibat, żeby wyeliminować ryzyko. Staram się zrozumieć Wasz punkt widzenia, ale dochodzę do wniosku, że ciało kobiety, które samo czasami „zabija życie” musi być postrzeganie jako coś grzesznego. I nie piszę tego złośliwie, nie chcę Was obrazić, nie będę nikogo wyzywała od ciemnogrodu, chcę zrozumieć.

        • To tak jakbym wysłała moją siostrę do sklepu. A w drodze do sklepu potrącił ją śmiertelnie samochód. Czy ja chciałam jej śmierci? Nie. Co innego gdybym wysłała ją do sklepu i byłabym umówiona z kimś kto ma tamtędy jechać i ją potrącić, tak żeby zginęła. Widzisz róznicę? W pierwszym przypadku nie myslę o jej śmierci, a w drugim chcę by umarła. Proste?

        • Weronika Olszewska pisze:

          Medycyna wpływa na procesy NIEFIZJOLOGICZNE, bo takie są oznaką PATOLOGII, ktore trzeba leczyć. Pigulka po to dawka hormonów, które występują fizjologicznie w trakcie cyklu kobiety i swiadcza o równowadze, o HOMEOSTAZIE, płodność jest wiec czyms naturalnym, czyms, czego nie trzeba leczyć – nie powinno się nawet! Tak samo antykoncepcja hormonalna rozstraja organizm kobiety. NIE TO JEST CELEM MEDYCYNY. Naturalne poronienia powstają, gdy zygota jest zbyt słaba, ma jakieś wady genetyczne, nie jest możliwe zagnieżdżane sie w macicy – to nie dzialanie z premedytacją, tylko coś jak naturalna śmierć. Takie prawo natury, że słabsze ogniwa wymierają. Nie do nas należy ta decyzja.

          • Jacek pisze:

            Pani Weroniko O., Pani wypowiedzi mają rzeczywiście prawdziwe oblicze, bo po polsku slowo ” weronika”znaczy właśnie „prawdziwe oblicze”. Pod każda Pani wypowiedzią podpisuje się dwoma rękami. Może warto jeszcze dodać, że człowiek to jednak nie tylko ciało ludzkie, to również jego dusza, którą otrzymuje w momęcie poczęcia od Boga. Osobiście wierze, że te dusze dziecięce po tych barbarzyńskich „zabiegach” trafiaja prosto do Nieba.

          • Weronika NIEOlszewska pisze:

            Jacek – ja także mam na imię Weronika, czyli ”prawdziwe oblicze”. Jestem zwolenniczką antykoncepcji, pigułki po oraz aborcji, albowiem każda ciąża i każdy poród to ryzyko śmierci kobiety. Żadna kobieta nie może zostać przymuszona do ryzykowania swoim życiem za niechciany embrion. Oto prawdziwe oblicze prawdy.

          • Jeśli nie chce Pani ryzykować, to proszę nie współżyć. A jeśli decyduje się Pani na współżycie, to również decyduje się na ponoszenie konsekwencji w postaci ciąży. Dlaczego dziecko ma ponosić śmierć w imię Pani nieodpowiedzialności?

    • paweł p pisze:

      Wybacz, ale ten przykład jest od czapy i może wskazywać o „dobrym” zindoktrynowaniu przez piewców „wolności”. Na zajęciach z seksedukacji pewna piątka.

    • Monik pisze:

      Bóg jest Stwórcą. Powołuje nas do życia. I on też decyduje, kiedy to nasze doczesne życie kończymy, ponieważ jesteśmy Jego własnością. Ja nie mam i nie będę miała na własność żadnego człowieka, dlatego sama kwestia dotycząca tego, czy mogę wziąć pigułkę jest dla mnie nielogiczna, ponieważ nie mogę decydować o nieswojej własności (tak- dziecko, które urodzę, nigdy nie będzie moją własnością, mój mąż także nią nie będzie). Poronienie, w które nie ingeruję jest można powiedzieć wprost – naturalną śmiercią. Natomiast gdy kobieta bierze pigułkę, aby wywołać poronienie, czyli uśmiercić człowieka (choć śmiem twierdzić, że w wielu przypadkach tego sobie nie uświadamia), no to decyduje o jego życiu i o jego śmierci. Staje się po prostu „bogiem”.
      Pozdrawiam

      • Ona pisze:

        Z takim podejściem polecam zaprzestać jakiegokolwiek leczenia, kiedy Pani zachoruje.
        Jeśli zachoruje Pani na raka, to znak, że Bóg tak chciał, jak rozumiem, i nie ma Pani prawa ingerować w tą decyzję.
        I nie jest w tym wypadku leczenie obroną własnego życia, a przeciwstawianiem się woli boskiej.
        Pewnie zaraz usłyszę masę sprzeciwów, ale przecież przykazania, prawo boskie Wy wszyscy interpretujecie jak chcecie i kiedy chcecie.
        Z Pani powyższej logiki wynika, że lekarz operujący i ratujący życie też staje się „bogiem”. Nie, nie narzędziem w Jego rękach, a „bogiem”.

        • Właśnie, że nie interpretujemy przykazań Bożych tak jak chcemy, ale przyjmujemy takie jakie one są. Przykazanie „nie zabijaj” tyczy się również mnie samej. Ja mam obowiązek leczyć się gdy zachoruje, by, no właśnie, nie zabić się. Brak podjęcia decyzji o leczeniu jest samobójstwem. A Bóg nie chce byśmy samo sobie odbierali życie, ale chce byśmy żyli.

          • Ona pisze:

            A ja myślę, że jeśli Bóg ześle na Panią chorobę, to właśnie po to, żeby Pani umarła, bo ma taki kaprys.
            I żeby więcej Pani takich głupot po świecie nie rozpleniała.

            Fascynuje mnie przeświadczenie, że choruje się, bo Bóg tak chciał, ale równocześnie wymaga od nas leczenia się, żebyśmy nie dali mu się zabić.
            A jak stwierdzi, ze jednak chce nas zabić, to w sumie sprawi, że leczenie przestanie działać. Potem trzeba paść na kolana i mu jeszcze podziękować.

            Powodzenia w znalezieniu męża, bo nie wiem kto szalony porwie się do małżeństwa z Panią i z Pani jeszcze bardziej szalonymi poglądami. Oraz z Pani przeświadczeniem, że ma Pani prawo ludziom zaglądać do domów, łóżek i decydować co powinni robić, a czego nie.
            Nie chcę Pani obrażać, ale z tą swoją Pani wiarą w bajki o Bogu i jego zabitych dzieciątkach siedzących mu na kolanach, jest Pani żałosna.

            Jestem chora na raka i leczę się, bo moją decyzją jest czy umrę czy nie, a jeśli zajdzie jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że mogłabym zajść w ciążę, z radością połknę tabletkę ellaONE.
            Nie mogę mieć dzieci, nie mogę zostać wyleczona i przerwać tego leczenia, więc nikt nie zabierze mi jeszcze prawa do szczęścia i bliskości z partnerem. I tak, robimy to, bo nas to zbliża, bo się kochamy- a nie dla przyjemności.

            Pani uważa, że ludzie stosujący antykoncepcję bawią się w seks dla przyjemności, a kobiety, które liczą dni płodne w kalendarzyku (czuwając, aby nie zajść w ciążę) robią to już w pełni świadomie i wynika to dopiero z miłości.

            W bardzo wielu Pani wypowiedziach aż razi w oczy hipokryzja. I OWSZEM, Pani tego nie widzi, ale widzą inni- interpretuje sobie Pani wszystko dla Pani wygody.

            I NIE, ten śmieć w moim ciele, czyli komórka nie jest dzieckiem, tylko komórką.
            Tak samo jak skóra, którą sobie złuszczyłam nie jest człowiekiem, tylko skórą, a można by z niej stworzyć człowieka.

            Pani wmawianie ludziom swoich szaleństw zakrawa już o psychozę.

            Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i opamiętania się.

          • Widzę, że ma Pani strasznie skrzywiony obraz Boga…. Bóg nie ma kaprysów, nie jest sadystą, ale Miłością. Nie wiem gdzie Pani takie przeświadczenie wyczytała, ale to nie jest prawda. bóg NIE CHCE choroby człowieka. Choroba jest czymś złym, a Bóg NIE CHCE zła. Ale jeśli już to zło nas dotyka, to Bóg zawsze umie wyciągnąć z tego zła jakieś dobro.
            Przeraża mnie to, że kobieta potrafi nazywać swoje dziecko śmieciem. Może i dobrze, że nie może mieć Pani dziecka….
            Naprawdę Pani wiedza mnie powala, że skóry można stworzyć człowieka. Powinna Pani to ogłosić całemu światu, wtedy kliniki in vitro świeciłyby pustkami, skoro do stworzenia człowieka nie potrzebna jest ani komórka jajowa, anie plemnik, ale wystarczy skóra…. Śmiac sie chce… Naprawdę, życzę szybkiego powrotu do zdrowia no i może trochę wiedzy na temat powstawania człowieka.
            PS.a gdy Pani będzie już w takim stanie leczenia raka, że nie będzie Pani dała rady współżyc, to znaczy, że bedziecie się mniej kochac?

          • Ona pisze:

            Chodzi mi o wmawianie ludziom, że Bóg stworzył świat, człowieka, wszystkie istoty, całą naturę. O to, że Bóg jest miłosierny, wszechmogący, nieomylny…
            Jeśli jest nieomylny, to jakim cudem w jego stworzenie wkradł się taki błąd jak choroby?
            Jeśli nie chce choroby, a wg niego choroba jest czymś złym, a to ON stworzył świat będąc nieomylnym, to skąd wzięła się choroba?
            Czyżby ktoś w jego dzieła mógł ingerować?
            Może oprócz ludzi, natura ma wolną wolę i w takim razie stworzyła chorobę na złość Bogu?
            Proszę mi to wytłumaczyć.
            Rozumiem, że Bóg nie chce zła, sam go nie stworzył, dał tylko człowiekowi wolną wolę w wybieraniu zła i dobra, aby potem go wynagrodzić lub karać, ale w takim razie skąd choroba i kto ją stworzył?

            I nie, zlepek komórek nie jest dzieckiem i nie nazywam śmieciem swojego dziecka, bo nigdy nie istniało, ani jako dziecko, ani w jakimkolwiek innym stadium, nie będąc jeszcze nawet człowiekiem.

            Ze skórą chodziło mi o coś tak przecież niedomyślnego, jak klonowanie chociażby.
            Nie mam dokładnych naukowych danych, czy jest to już możliwe, ale skoro sklonowano inne stworzenie, to czemu nie człowieka? Może już to robią, a o tym do końca nie wiemy, a może zaraz będą to robić?
            Nie miałam na myśli STWORZENIA nowe istoty, tylko sklonowanie człowieka, co może być równe ze stwierdzeniem, że jest to stworzenie.
            Więc proszę nie rozpędzać się tak z tym in vitro.

            I nie, nie uważam, że kiedykolwiek będziemy się mniej kochać. Uważam tylko, że nie mając prawa do posiadania dzieci, mam nadal jednak prawo do tego. Jeżeli nie będę w stanie, trudno. To nie jest najważniejsze w życiu. Nawet tego nie zasugerowałam w żadnym słowie.
            Napisałam tylko, że nikt nie ma prawa mi tego odbierać.
            Nawet jeśli nie jest to dla mnie priorytetem, czy czymś, bez czego nie mogłabym się obejść.

            Ale jednak istnieje i jest możliwością zbliżenia się do siebie, wyjątkowo piękną i jedyną w swoim rodzaju, bo daje mi poczucie, że jesteśmy ze sobą jednością i tylko sobie oddani.
            Dostajemy i dajemy sobie coś, co jest przeznaczone tylko dla nas i to nas jeszcze mocniej łączy.
            Tak postrzegam właśnie współżycie.
            A nie jedynie jako narzędzie do reprodukcji.

            Każdy oddech, słowo i każda jedna minuta spędzona z bliską osobą zbliża mnie do niej równie mocno, co zbliżenie z nią.
            Brak seksu w żaden sposób nie wpłynąłby na moje życie, ale nie widzę powodu, dla którego miałabym sama całkowicie sobie tego odmówić.

            Jestem dobrym człowiekiem.
            Nie przeklinam, nie kłamię, nie oszukuję. Pomagam ludziom, kiedy tylko mogę, szanuję ich. Pomagam biednym, potrzebującym.
            Nie kocham ich szczególnie, bo często naginają moje prawa i szacunek do mnie, ale nigdy nie skrzywdziłabym żadnego człowieka.
            Dbam o siebie, szanuję swoje życie i to, co nadal mam ze zdrowia.

            Uważam, że żyję etycznie, będąc ateistką, mimo, iż Pani uważa, że etyka=katolicyzm.

            Szanuję jednak homoseksualistów, ludzi wszelkiej rasy, jestem tolerancyjna i przyjmuję wszystko, co nie szkodzi mi lub innym ludziom.
            Wolność moja kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.

            A jednak u Pani mam wrażenie ta zasada wolności kuleje. Bo próbuje Pani ingerować w wolność innych ludzi. W bardzo wstrętny, nachalny sposób.

            I to ja jestem gorsza? Ja, za moją niewiarę, mam się smażyć w piekle?

            (Co zawsze mi wmawiano, od dziecka, w kościele, na religii, przez innych katolików. Może Pani rozwieje moje doświadczenia w tym kierunku i okaże się, że nagle nauka kościoła uaktualniła się, i będąc dobrym człowiekiem niewierzącym nie pójdę do piekła?
            Ah, pójdę. Bo zażyję tabletkę „po”, kiedy zajdzie taka potrzeba.)

            PS. Dawno nic nie rozbawiło mnie tak, jak sytuacja ze stworzeniem człowieka ze skóry. Może faktycznie był to nietrafiony skrót myślowy, ale naprawdę, Pani komentarz był równie zabawny.

          • 1.Co do tego jak powstała choroba (czy np. istniały zarazki, bakterie, czy to też Bóg ich stworzył dlatego, aby powstawały choroby) trzeba by pytać się naukowców i teologów. Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, więc nie będę udawała, że wiem, bo najzwyczajniej w świecie nie znam się na tym temacie.
            Jedno co wiem na pewno, to że Bóg nigdy nikogo nie karze. Gdy wyjdę na mróz z prawie co umyta głową, a potem dostanę zapalenia ucha, gardła, anginę itd. to czy Bóg w ten sposób mnie ukarał zsyłając tą chorobę na mnie? Nie, jest to konsekwencja mojego czynu. Gdybym wtedy nie wyszła z umyta głową na mróz byłabym teraz zdrowa. Przykładów można mnożyć: życie w zanieczyszczonym środowisku, jedzenie chemiczne (wszystkie dodatki E), antykoncepcja hormonalna itd.
            Jest jeszcze cos takiego jak „dopust Boży”, czyli Bóg dopuszcza chorobę, bo wie, że tylko w ten sposób może tą osobę odnaleźć, by mogła zostać zbawiona, albo inni dzięki chorobie tej osoby, nawrócą się.
            I nie wmawia się ludziom, że Bóg stworzył świat, człowieka, wszystkie istoty, całą naturę. O to, że Bóg jest miłosierny, wszechmogący, nieomylny, ale przekazuje się Prawdę o Bogu, taki jaki On jest.

            2.Zlepek komórek (zapłodniona komórka jajowa) to jest dziecko. Wiem, że nie ma Pani dziecka, ale nazwała Pani śmieciem dziecko, które mogłoby się począć w Pani brzuchu. I gdy się pocznie to nie ma prawa Pani mu tego życia odebrać.

            3.Nie musi Pani odmawiać sobie seksu, wystarczy odmawiać sobie tylko wtedy kiedy ma Pani dni płodne. Jeśli mąż tak bardzo Panią kocha, to powinien pokochać też Pani kobiecość (w sensie cyklu)

            4.Nie oceniam Pani. Ja akceptuję i szanuję Panią z Pani poglądami itd. Nie akceptuje pewnych czynów, poglądów, zachować, a to jest różnica – akceptować człowieka, a nie akceptować zła, które czyni. Ja również szanuję i akceptuję homoseksualistów, ludzi wszelkiej rasy itd. Ale nie akceptuję homoseksualizmu. Jeśli tolerancja ma polegać na tym, ze osobie chorej wmawia się, że jest zdrowa, to ja bardzo i to bardzo chcę być nietolerancyjna. Bo według mnie chorobę się leczy, a nie toleruje. Dlatego w jasny i konkretny sposób mówię, że wolność nie polega na poklepaniu kogoś po plecach, gdy ten biegnie w kierunku przepaści, ale zawrócenie go z tej drogi, by się nie zabił. Nawet jeśli to będzie sposób nachalny, ale chociaż go uratuję. Polecam mój wpis na ten temat: „Tu chodzi o wieczność” http://monikatomalik.blog.deon.pl/2013/12/12/tu-chodzi-o-wiecznosc/

            5.Po pierwsze ma Pani strasznie wykrzywiony obraz Boga, wieczności (nieba, piekła), nauczania KK. Nie wiem kto tak Pani to przedstawił. Polecam przeczytać mój wpis pt. ”Kim dla mnie jest Jezus?” http://monikatomalik.blog.deon.pl/2014/08/22/kim-dla-mnie-jest-jezus/
            Nie, nie jest Pani gorsza dlatego, że jest Pani ateistką. Jest Pani wartościową kobietą, która może przez pewne doświadczenia nie odnalazła Boga. Sam Jezus mówił: „Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. On chce przychodzić przede wszystkim do takich osób, które z jakiś powodów nie potrafią znaleźć z Nim relacji, które są tak bardzo poranione, że wydaje się im, że Bóg jest zły, że robi ich w balona. On chce przychodzić właśnie do takich osób jak Pani. W Piśmie Świętym jest taki cytat: „Pan patrzy na serce”. On nie jest sadystą, urzędnikiem, który popatrzy: wierzący – do nieba, ateista – do piekła. Nie. On patrzy co tam w sercu się dzieje, czy jest choć odrobina tęsknoty za Nim. Co się wydarzyło, że tu na ziemi odrzuciła Go Pani. On to wszystko wie i widzi Pani serce. I jeszcze jedno: Bóg nie skazuje nikogo na piekło, ani na niebo. To my, już tutaj na ziemi sobie go wybieramy.
            Nauka Kościoła nie uaktualniła się, jest niezmiennie taka sama. Po prostu Pani ma zniekształcony obraz tej nauki, nieprawdziwy.

          • Ona pisze:

            „Czym jest klonowanie? Klonować znaczy tyle co kopiować. Gdy mówimy o klonowaniu/kopiowaniu człowieka nie mamy jednak na myśli powielania całych ludzkich jednostek. W klonowaniu chodzi o powielanie ludzkiego kodu genetycznego (DNA). ”
            Wydaje mi się, że i w skórze, i w ślinie i w innych komórkach naszego ciała jest nasze DNA.

            „Jest to najstarsza metoda klonowania z komórek somatycznych, którą po raz pierwszy wykorzystano w 1996 r. do wyhodowania owieczki Dolly.

            Podobnie jak w przypadku owcy, uzyskano zarodek, tym razem człowieka, który zaczął się dzielić. Ludzki embrion zatrzymano jednak w rozwoju po pięciu dniach, gdy był na etapie blastocysty, gotowy do zagnieżdżenia się w śluzówce macicy. W tym stadium występują już komórki macierzyste, z których powstają wszystkie tkanki i narządy nowego organizmu. Można jednak wykorzystać je do hodowli wyspecjalizowanych komórek również w warunkach laboratoryjnych.

            Inni badacze uzyskiwali metodą Dolly ludzkie zarodki, ale przestawały się one dzielić na bardzo wczesnym etapie rozwoju, gdy liczyły zaledwie 6-12 komórek.

            Jedynie dr Dieter Egli z New York Stem Cell Foundation Laboratory w Nowym Jorku sklonował ludzki zarodek, który również doprowadził do etapu blastocysty. Dokonał tego jednak inną metodą.”

            Fakt, może i się rozpędziłam. JESZCZE nie jest to możliwe.
            Ale wydaje się, że niedługo będzie możliwe stworzenie człowieka z kawałka czyjegoś DNA.

            I co do komórek, które nazywa Pani dzieckiem „Aby kobieta zaszła w ciążę, zarodek musi zagnieździć się w jej macicy.”.
            Tak więc zapobiegając zajściu w ciążę, czyli zagnieżdżeniu się, w moim rozumowaniu stosuję antykoncepcję, a nie mord.

            Ale może jestem zbyt głupia, żeby zrozumieć, jaka jest prawda.

          • Osiris pisze:

            „Każda komórka człowieka może zostać teoretycznie przekształcona w embrion, ponieważ zawiera pełną informację genetyczną. Tego typu koncepcje filozoficzne spowodowałyby, że musielibyśmy uznać każdą naszą komórkę za embrion godny ochrony – powiedział prof. Stępień, genetyk z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego i IBB PAN.”.
            http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13706126,Genetyk__Trudno_uznac_zygote_za_czlowieka_z_pelnia.html

            I dwa: http://www.tokfm.pl/blogi/adam-jezierski/2012/10/zycie_nie_rozpoczyna_sie_od_poczecia__nobel_z_medycyny_2012/1

            Nad Pani stanem wiedzy, Pani Moniko, nie chce się śmiać… tu można jedynie płakać.
            „a gdy Pani będzie już w takim stanie leczenia raka, że nie będzie Pani dała rady współżyc, to znaczy, że bedziecie się mniej kochac?” płakać się też chce nad tym, że nie rozumie Pani na czym polega seks z miłości. Nie, nie na osiąganiu przyjemności, lecz na naturalnej potrzebie bliskości, takiej jak pocałunki, przytulanie, trzymanie za rękę. Czy ta bliskość jest praktykowana z gumką, tabletką anty, kalendarzykiem, przed czy po ślubie, nie ma znaczenia. Znaczenie ma w tym wszystkim uczucie, zaangażowanie, partnerstwo i uczciwa postawa. Nikt też nie będzie nikogo mniej kochał, jeśli uprawianie seksu nie jest możliwe z jakichkolwiek przyczyn, skąd w ogóle ten pomysł? Ja również miałam styczność z wieloma Pani wypowiedziami i przecierałam oczy ze zdumienia, gdy porównała pani kobietę stosującą prezerwatywy do prostytutki. Zdumiewające jak można być tak płytkim w ocenie tak delikatnych i intymnych spraw innych ludzi. I właśnie dlatego jest Pani zacofana. Skoro stosowanie NMPR podbija pani samoocenę, jako tej lepszej, prawdziwe kochanej i kochającej, to wyjątkowo smutne musi być Pani życie. Normalni ludzie szczycą się osiągnięciami, ciekawymi historiami, zdobywaną wiedzą… a ludzie terlikopodobni szczycą się sposobem uprawiania seksu i ilością napłodzonych dzieci. Możecie być z siebie dumni, ale nie liczcie na oklaski.

            @Ona, dobrze ujęte, zgadzam się w 100%! Szkoda, że do tej pani i tak nic nie dotrze.

          • Muszę Panią zmartwić, bo nie szczycę się sposobem uprawiania seksu i ilością napłodzonych dzieci, bo nie uprawiam seksu, nie ma jeszcze meża i nie mam dzieci ;)
            Jeśli zacofanie ma polegać na tym, że promuje się miłość a nie pożądanie, że pokazuje się, że nie trzeb wspierać wielkich koncernów farmaceutycznych i truć sie hormonami, ale można poznać swoje ciało i cieszyć się z seksu, że zabicie człowieka na samym początku jego rozwoju ni jest „usunięciem”, ale zabójstwem, no to ja naprawdę chce być taka zacofana. Nawet napisałam takie jeden wpis: „Jestem staroświecka i cenię sobie to”

          • Ona pisze:

            Pani Moniko, bardzo często, aby udowodnić swoje racje, rozmywa Pani bądź zmienia tor rozmowy.

            1. I tutaj udowadnia mi Pani swoją wypowiedzią, że ów Bóg nie jest ani wszechmogący, ani nieomylny, ani miłosierny.
            Nie mówię o przypadku chorób, które sami w pewien sposób prowokujemy i są konsekwencjami czynu naszego.
            Jednak wielokroć, w życiu, mediach, wśród innych ludzi, spotykam się ze wmawianiem katolików osobom chorym, że są chore (nieuleczalnie, śmiertelnie, nie z własnego powodu), bo Bóg ma dla nich plan. Bo im bardziej Bóg doświadcza, tym bardziej miłuje (słyszałam to naprawdę miliardy razy). Że Bóg zabrał mamusię (która nota bene zginęła pod kołami samochodu), bo chciał, aby do niego przyszła. Ciągle mi wmawiano i wmawia się, że nic się nie dzieje bez przyczyny, bo Bóg wszystko ma dla nas zaplanowane.
            (Aha, jeszcze jedno: jego okrucieństwo ujawnia się w Pani słowach „czyli Bóg dopuszcza chorobę, bo wie, że tylko w ten sposób może tą osobę odnaleźć, by mogła zostać zbawiona, albo inni dzięki chorobie tej osoby, nawrócą się.” Tylko dlatego, że nazywa się „dopustem Bożym”, można zły czyn usprawiedliwiać i nazywać dobrym, bo pochodzi z rąk Boga?)
            Jasne, w Waszej pokrętnej logice, mimo wielkiego planu, podobno jest miejsce na wolną wolę. Wszystko zaplanowane+wolny wybór człowieka= logiczny sens.
            I owszem, wmawia się ludziom, że Bóg stworzył świat i człowieka. Mam Pani przytoczyć tutaj odpowiednie fragmenty o 7 dniach, 24 godzinach i o stworzeniu świata, czy mogę sobie darować? Tego mnie nauczali w szkole, tego mnie uczyli księża w kościele.
            To nie jest mój wykrzywiony obraz religii, KK czy Boga, tylko obraz, który LATAMI mi wpajano, przekazywano, nie tylko w jednym kościele i jednym województwie, a w kilku, bo niemały kawałek kraju zjechałam.
            PS. Jeśli dodatkowo zachoruję na raka piersi bądź szyjki macicy, będę wiedziała, że to moja wina. Mój rak, wg. wszelkich źródeł, nie ma żadnej przyczyny zewnętrznej, nic go nie jest w stanie sprowokować. Jest jak ruletka. Po prostu się trafia. I mnie, 24letniej w dniu zachorowania dziewczynie, gdy średnia wieku to 50-60 lat.

            2. Nie, nie nazwałam śmieciem dziecka. Nazwałam komórkę, która ma dla mnie wymiar taki sam jak obcięty paznokieć, włos lub ząb, który wyrwałam. Dla mnie dziecko jest (a dokładniej komórka rozwija się w dziecko), gdy JEST CIĄŻA, a gdy ciąży nie ma- nie ma dziecka. Więc przed zagnieżdżeniem komórki w moim ciele nie ma mowy o ciąży.
            Doprawdy, NIE WIEM skąd ma Pani tak wykrzywiony obraz o ciąży i powstaniu dziecka. Chyba KK go Pani go tak przedstawił. Nauka rozwiązuje sprawę ciąży zgoła inaczej.

            3. Ryzykiem jest dla mnie (i potencjalnych dzieci) uprawiać seks bez zabezpieczenia. Stosuję zarówno prezerwatywy jak i antykoncepcję hormonalną, łącznie z unikaniem seksu w dni (teoretycznie) płodne, bo wiem, że jakiekolwiek odstępstwo od reguły (a ciąże czasem są niespodzianką, nawet w dni teoretycznie tylko niepłodne) zabije albo mnie, albo właśnie dziecko. Dawka leków, które przyjmuję albo uszkodziłaby płód już na samych początku, gdyby tylko zaczął się rozwijać w ogóle, albo zabiłaby pewnie tą istotę. Gdybym odstawiła leki, nie mam gwarancji, że ich stężenie nie wpłynie na rozwijający się płód, a mam pewność, że mogłabym umrzeć.
            I tutaj w życiu moim i mojego partnera pojawił się ksiądz (jeden z niewielu, których w życiu spotkałam) i powiedział Ukochanemu, że w naszym wypadku, po ślubie, korzystanie z antykoncepcji grzechem nie jest, bo mamy prawo do spełniania się jako małżeństwo i do bliskości, mimo, że zabrano nam w jakimś sensie prawo do posiadania (własnych) dzieci.
            Ukochany w pełni akceptuje moją kobiecość, nawet moje nastroje zmieniające się wraz z fazami cyklu, zmiany zachodzące w moim ciele, ale boi się, że mógłby poprzez bliskość ze mną sprawić, że będziemy musieli wybierać między mną a potencjalnym dzieckiem. Jest to nasza wspólna decyzja, a gdybym odmówiła seksu całkowicie z jakichkolwiek przyczyn- i On nie wykazałby sprzeciwu.

            4. Pani mnie akceptuje i szanuje. Ale nie można tego powiedzieć o ogóle katolików czy KK. Nie jestem akceptowana od 10 roku życia, kiedy oficjalnie powiedziałam, że w Boga nie wierzę. Wyśmiewanie, szydzenie, obrażanie mnie, przymuszanie do „udowadniania, że Boga nie ma”.
            I nie jest to jednorazowe doświadczenie, dotyczące tylko mnie, a wielokrotne sytuacje, które miało miejsce zarówno w moim życiu, jak i innych osób. Pozwolę sobie nie nawiązywać do przykładów z historii chrześcijaństwa, jak zdobywało swój aktualny status, jakimi czynami.

            To wg Pani światopoglądu i religii homoseksualizm to choroba, a zapobiegnięcie ciąży jest złem.
            Według żadnej innej kultury, światopoglądu.
            I nie będę używała słów o zacofaniu. Może chodzi o to, że po prostu osoby z Pani stanowiskiem nie dojrzały jeszcze do tego, że kiedyś, ktoś mógł się mylić osądzając w ten sposób. Że to, co jest „postępowe”, zmieniło się, bo okazało się być jednak bardziej prawdziwe, od tego, co było kiedyś. Bo ludzie uczą się całe życie, pewnych rzeczy nie rozumieją, ale je odkrywają.

            5. Ja nigdy nie odrzuciłam Jezusa, bo nigdy go we mnie nie było. Od kiedy się urodziłam i od kiedy jestem w stanie posiadać jakieś świadome wspomnienia wiem, że religia była dla mnie fikcją i kompletną bzdurą.
            Mój obraz Boga i KK stworzył właśnie KK i katolicy.

            I może w pewnym stopniu fascynuje mnie Pani przekonanie o dobroci Boga, KK, Jezusa czy o wierze katolików. Proszę mi wierzyć, większość katolików, zdecydowana większość właśnie odwrotnie do Pani słów, przedstawia Boga, KK i siebie w taki sposób, w jaki to opisałam.
            Są hipokrytami, kopiącymi pod sobą dołki, chodzą się modlić, wierząc, że zostaną zbawieni, a potem szykanują innych, czynią źle i wmawiają ateistom, że za niewiarę i nie klękanie przed Bogiem, Ci pójdą smażyć się w piekle.

            I WMAWIAJĄ im, że za czynienie czegoś, co jest złe tylko W ICH MNIEMANIU i wg ICH Boga zostaną ukarani. Co czyni Pani, oskarżając kobiety zapobiegające ciąży o mord, który to mordem wg wszelkiej logiki nie jest.

            JA uważam, że antykoncepcja jest dobra, bo z pewnością zapobiega wielu niechcianym ciążom i potencjalnie skrzywdzonym przez brak miłości dzieciom (jasne, nie ma reguły, nie zawsze- jak podała Pani przykład Szwajcarii bodajże). Ale to jest zadaniem antykoncepcji i ma pomagać ludziom w pewnych aspektach.

            JA uważam, że eutanazja jest DOBRA i każdy z nas powinien mieć prawo o decydowaniu czy chce odejść z tego świata, bo widziałam niejedno cierpienie osób, które błagały o śmierć i nic więcej się dla nich nie liczyło.
            I z pełną świadomością podpisałabym dokumenty, które uprawniłyby kogoś, żeby mi ulżył w cierpieniu. Bo cierpienie nie uszlachetnia, nie takie cierpienie. Takie nic nie wnosi do życia, w niczym nie pomaga. Takie cierpienie odbiera godność, jest uwłaczające.
            Nie ma nic godnego w umieraniu.

            Dlaczego więc MI Pani narzuca SWÓJ punkt widzenia i punkt widzenia SWOJEGO BOGA, twierdząc, że Pani prawda jest prawdziwsza?
            To wg Pani Boga i Pani wiary blascytoma jest człowiekiem. Więc to nie jest kwestia moralności, czy zapobiegając osadzeniu się blascytomy zapobiegamy ciąży czy mordujemy dziecko. Wg nauki nie mordujemy. Wg Pani wiary mordujemy. Nauka nie próbuje Pani karać za to, że się Pani myli i myśli inaczej. Pani wiara i Pani próbuje wmówić innym ludziom, że robią źle i dziwi się, że nie są karani, skoro wg Pani robią źle.

            I to jest w tym momencie już narzucanie komuś swojego poglądu.

          • 1.Bóg jest wszechmogący, nieomylny, miłosierny, cierpliwy, czuły, łaskawy…jest po prostu Miłością! To tak jak kochająca matka, która widzi jak jej dziecko cierpi np. gdy dostaje zastrzyk, ale wie, że dzięki temu zastrzykowi, to dziecko będzie zdrowe. W myśleniu tego dziecka mama jest okrutna, bo pozwala aby ono cierpiało. Tak, nie ma przypadków, nic Bogu nie wymyka się spod kontroli, On to wszystko ogarnia :) bo jest Bogiem wszechmogącym. Bóg zawsze chce dla mnie i dla Pani to co najlepsze. My widzimy cierpienie, a On za tym cierpieniem już widzi radość. On widzi dalej niż my. Widzi więcej, bo z perspektywy wieczności wie co dla nas jest najlepsze. Mamy wolną wolę, wybieramy to co chcemy, i wciąż komplikujemy plany Boga, ale On z tych naszych wyborów zawsze ma plan B. A jak plan B zepsujemy, to ma B’ itd.
            Nie zawsze choroba jest winą człowieka, po prostu się trafia i tyle.
            4a.Bardzo mi przykro, że spotkała Pni takie osoby, które tak bardzo poraniły Panią, a jako osoby wierzące powinny dawać przykład, powinny Pani swoim życiem pokazywać miłość Boga. Przykro mi, że powodu swojej niewiary była Pani nieakceptowana. Nieakceptacja innych, wyśmiewania, szydzenia, obrażanie itd.. nie jest nauczaniem KK, ale złym zachowaniem ludzi, którzy nie powinni się tak zachowywać. W imieniu Kościoła, chciałabym Panią przeprosić za to zachowanie. Nie chcę by mi Pani udowadniała swoje przekonania, bo jak już napisałam szanuję i akceptuję Panią i Pani poglądy.

            4b.Co do homoseksualizmu, to mówi się, że homoseksualizm to nie choroba, bo został skreślony z listy chorób. Tak, ale jak o tym zadecydowano, to już mało kto powie. A pierwszym znaczącym sukcesem lobby gejowskiego było skreślenie homoseksualizmu z listy chorób psychicznych przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne w latach 70. Dwadzieścia lat później Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poszła w ślady Amerykanów. Pierwszy raz w historii o skreśleniu czegoś z listy chorób zadecydowały nie badania naukowe, a referendum przeprowadzone wśród psychiatrów i psychologów. Dobór osób głosujących nie był, zresztą, reprezentatywny. Celowo nie zapytano o zdanie dość licznej grupy specjalistów o odmiennych poglądach.
            Nawet francuska feministka Elizabeth Badinter nie kryła oburzenia, kiedy pisała o decyzji WHO: „Nie można godzić się na to, by nauka rozstrzygała o fałszu i prawdzie na drodze nacisków grup społecznych, czy (…) referendum”. Nie tylko Badinter wiedziała, że to wpływ lobby homoseksualnego, a nie rzetelna wiedza naukowa, zdecydował o zwrocie w psychiatrii. Intencja była czytelna: jeśli coś nie jest chorobą, jest normalne. I nie można już wmawiać gejom, że „mogą z tego wyjść”. Tymczasem sam dr Robert Spitzer (obecnie profesor), który doprowadził do skreślenia homoseksualizmu z listy zaburzeń w 1973 r., po latach przyznał się do pomyłki. Przeprowadził serię badań wśród osób homoseksualnych, które poddały się terapii (wyniki badań opisał w raporcie Can Some Gay Men and Lesbians Change Their Sexual Orientation? 200 Participants Reporting a Change from Homosexual to Heterosexual Orientation).
            Okazało się, że przed jej rozpoczęciem tylko 2 proc. gejów uważało, że „spełnia” się w relacji heteroseksualnej (u kobiet – 0 proc.!). Po terapii już 66 proc. mężczyzn i 44 proc. kobiet uważało się za zdolne do trwania w związku z osobą płci przeciwnej. Dr Spitzer powiedział wtedy: „Jestem przekonany, że wielu ludzi dokonało poważnych zmian w kierunku stania się heteroseksualistami. Podchodziłem do tych badań sceptycznie. Teraz twierdzę, że te zmiany mogą być trwałe”. Tego oczywiście nie chciały uznać organizacje gejów i lesbijek. A za nimi posłusznie podążyły najważniejsze światowe media.

            Może za kilkanaście lat dojdziemy do tego, że pedofila zostanie uznana za orientacje seksualną, przecież już podejmuje się kroki w tym kierunku. Jeśli Pani nie wierzy, to proszę przeczytać: http://niezalezna.pl/47888-pedofilia-uznana-za-orientacje-seksualna-skandal-w-usa
            I co, gdy zostanie uznana, to wszyscy maja stwierdzić, ze to jest normalne? Kolejny absurd!
            Mówi się, że nie da się homoseksualizmu leczyć. Prekursor leczenia gejów w Holandii prof. Johan Leonard Arndt po wielu latach praktyki powiedział: „Nigdy nie widziałem zdrowego i szczęśliwego homoseksualisty”. Jak pisze dr Aardweg, homoseksualizm „nie jest odosobnioną preferencją, ale wyrazem specyficznej neurotycznej osobowości”. A dogmat o jego nieodwracalności to mit, który służy interesom wyemancypowanych homoseksualistów. Homoseksualizm nie jest więc ani zaprogramowany, ani uwarunkowany genetycznie (co wykazały badania na bliźniętach jednojajowych), ani nieodwracalny. Należy go leczyć jak inne depresje, fobie, obsesje czy inne anomalie seksualne.

            5a.Jesli jest Pani ochrzczona, to Jezus jest w Pani życiu. Może dlatego trafiła Pani na mojego bloga, żeby zobaczyć, że jednak nie można wrzucać wszystkich do jednego worka? Że napotkany katolik, jeden czy drugi, który mnie poniży, wyśmieje, nie oznacza, że wszyscy są tacy? Ja powiem szczerze, że nie spotkałam jeszcze wierzących, którzy wmawiają ateistom, że za niewiarę i nie klękanie przed Bogiem, ci pójdą smażyć się w piekle itd. Jest wręcz odwrotnie: ten argument powtarzają ateiści, żeby pokazać jacy to wredni są katolicy.

            5bKs. Jana Twardowski napisał takie zdanie: „krzyż to takie szczęście, że wszystko inaczej…” Ale krzyż ma sens tylko pod warunkiem, że Jezus jest na nim, że Jezus jest w tym krzyżu, który nas dotyka. Jak pisze bp. Grzegorz Ryś: „bez Jezusa nie próbuj wejść w dramat krzyża, bo cię ten krzyż połamie, zniszczy, zabije”. Dlatego też jestem zdania, że cierpienie nie uszlachetnia.

            5c.Żeby umierać można było z godnością trzeba do tego ogromnej pokory. I tak się zastanawiam, że popierając eutanazje, tka naprawdę nie chcemy dobra dla tego człowieka, ale nie umiemy radzić sobie z cierpieniem, więc wolimy uciec, zabić tego człowieka, by to nam już ulżyło.

  4. kasssia pisze:

    Ja nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety tyle ryzykują. Ryzykują, że popełnią zabójstwo, tłumacząc je tym, że mogą same decydować o własnym ciele. Przez to, że mi się zachciało współżyć, a nie chcę mieć dziecka, miałabym kogoś później zabić i obciążyć swoje sumienie taką straszną rzeczą? Nie pojmuję, jakim cudem dojrzałe (przynajmniej fizycznie) kobiety mówią, że najwyżej wezmą tabletkę… i tu wcale nie chodzi o kwestię wiary, myślę, że żadna zdrowa na umyśle osoba nie powie, że zabójstwo jest czymś dobrym albo neutralnym, chyba że jakieś społeczności kanibali. Dlaczego więc ryzykować, że mogę kogoś zabić? Właśnie tak samo myślę jak Monika- jeśli czegoś/kogoś nie widzimy, to łatwiej nam coś złego zrobić. Ale to nie znaczy, że tego nie zrobiliśmy i możemy się do końca życia zastanawiać, czy zrobiliśmy, czy nie. Nie pojmuję, jak można żyć z takim obciążeniem…
    To z takiej strony sumienia.
    A ze strony naukowej: jak ten zarodek może sobie tam wędrować przez 5 dni?:) No bez przesady, ciekawe jak by przeżył. Naiwne jest mówienie, że to nie jest środek wczesnoporonny.

    • Ona pisze:

      „i tu wcale nie chodzi o kwestię wiary, myślę, że żadna zdrowa na umyśle osoba nie powie, że zabójstwo jest czymś dobrym albo neutralnym, chyba że jakieś społeczności kanibali”
      To JEST kwestia wiary, bo medycznie komórka połączona z plemnikiem nie jest człowiekiem! Jest komórką. I jest różnicą zapobiec osadzeniu się tej komórki, aby mogła dopiero zacząć się w cokolwiek przekształcać, a wyrwać po kawałku z własnego ciała żywe już dziecko.
      Widzę, że jest Pani mądrzejsza od medyków i naukowców negując fakt, że do ciąży dochodzi nawet w ciągu 5dni, a ciążą połączenie komórek nie jest.
      Proszę trochę poczytać i się doedukować i dowie się pani „jak by przeżył”, bo naiwne jest to, co Pani twierdzi, a nie medycyna.

  5. Melpomena pisze:

    Podziwiam ludzi, którzy marnują swoje życie na zajmowanie się macicami innych…
    Pani Monika, nie wiem czy Pani próbuje odkupić jakąś winę sprzed lat, która nie daje spokoju czy naprawdę Pani życie jest tak nudne i puste, że musi się Pani wciskać innym kobietom do d…? Może Pani zapamięta, że dopóki płód żyje w moim ciele i jego życie zależy od MOJEGO to jest moja sprawa czy zażyję pigułkę, usunę ciążę, wezmę aspirynę, skoczę do wody na brzuch, wezmę wrzącą kąpiel czy zrobię cokolwiek innego żeby się go pozbyć. Jak będzie zdolny do samodzielnego życia to wtedy mi już WARA od niego i nie mam prawa zrobić mu krzywdy. I tyle.

    • Mirame pisze:

      Mnie przeraża poziom Pani rozumowania, Pani Moniko. Porównanie opieki do podtrzymywania kogoś przy życiu swoim ciałem, urąga ludzkiej inteligencji. Rozumiem, że przebieranie staremu człowiekowi pampersa, a oddanie mu krwi do przetoczenia, to jest to samo? Więc zgodnie z Pani logiką: skoro kobieta jest zmuszona dzielić się swoim ciałem z płodem, bo jest to rodzaj opieki, która mu się należy, to w takim razie Pani Monika powinna zostać zmuszona do regularnego dawstwa dla jakiegoś Kowalskiego albo Kowalskiej, bo to również jest opieka, która im się należy.
      A jest jeszcze taka kwestia, że ja nie mam obowiązku sprawować opieki nad dzieckiem, mogę je zostawić w szpitalu. Jeśli płód to jest dziecko takie samo jak wszystkie inne dzieci, to je również mogę porzucić i zrzec się opieki nad nim, co za różnica 6 czy 9 miesięcy w tą czy w tą? Dla was te miesiące też nie mają znaczenia. I tym jest właśnie tabletka po – zrzekam się tego dziecka i nie użyczam mu swojego organizmu, bo to MÓJ organizm, który nie jest jego własnością i mu się nie należy. Proste i jasne. Z braku mojego ciała umiera, no trudno… To już nie jest problem mojego organizmu.
      I proszę mi wierzyć, ja sobie życia nie zmarnowałam łykając tabletkę „po”. Dzięki temu skończyłam studia, udało mi się wyjechać, znaleźć pracę. Z dzieckiem byłoby to niemożliwe. Więc proszę mi nie mówić o marnowaniu sobie życia, bo to wy chcecie je kobietom marnować.

      • Niezabicie dziecka nie jest jakimś czynem heroicznym, ale normalnym, bo ludzkim.
        Współczuje Pani, że wolała Pani zabić swoje dziecko, żeby „nie zmarnować ” zaczętych studiów, potem pracy, kariery itd. Przykro mi, że Pani tak wybrała. Kiedyś syndrom poaborcyjny da o sobie znać…. Pani dziecko modli się za Panią o nawrócenie, by kiedyś w Niebie mogło sie spotkać z Panią, by mgło swoją mamę przytulic i ucałować, skoro nie dała mu Pani szansy zrobić tego tu na Ziemi. Ono już pani przebaczyło, jest już na kolanach u swojego Ojca Niebieskiego. Pan bóg też chce Pani przebaczyć, czeka z otwartymi ramionami, by Panią przyjąć i udzielić przebaczenia.

        • Mirame pisze:

          Proszę wybaczyć, ale ten bełkot wzbudza we mnie jedynie uśmiech politowania… Czy tylko tyle ma Pani do powiedzenia w związku z tym?
          Po pierwsze: nie zabiłam i nigdy nie zabiłabym dziecka. Jestem opiekunką sierot i kocham dzieci. Zabiłam co najwyżej blastocystę i nie jest mi z tym źle, uważam również, że nie była ona warta moich studiów, moich marzeń i planów życiowych. Proszę mi przestać wciskać na siłę ten swój syndrom, bo z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby jakiś szalony ekolog chciał mi wmówić, że robiąc z kasztanów ludziki zrównałam las z ziemią, jestem wrogiem przyrody, kryzys klimatyczny to moja wina i na pewno będę tego w przyszłości żałować. Ten wasz syndrom możecie sobie wciskać nieuświadomionym, katolickim dziewczynkom. Wykształcone i pewne swego kobiety nie będą żałowały decyzji, które podjęły. Zresztą sugeruje Pani, że na owy śmieszny syndrom zapadać będą też nosicielki spirali i te łykające tabletki antykoncepcyjne? Bo w moim otoczeniu wszystkie znajome stosują metody hormonalne, żadna z nich nie ma i nie będzie mieć żadnych syndromów.
          Po drugie: u którego boga jest ta zygotka? U Allaha, u Jahwe, u Kriszny? U afrykańskiego bożka rwącej rzeki? Bo jest ich sporo i wyznawcy każdego z nich uważają, że jak nie będę żyła zgodnie z ich przekonaniami, to pójdę do piekła… No nic, tylko w strachu przed jakimś piekłem, uczynić z mojego życia koncert życzeń dla fanatyków. Nie ma takiej opcji.

          Niżej zamieściłam komentarz z zapytaniem (pełnym pretensji) gdzie się podziały moje wpisy, bo nie było ich widać. Pojawiły się dopiero po zamieszczeniu tego komentarza, więc cofam i zwracam honor.

          • Syndrom może pojawić się dopiero po 20 latach więc wszystko jeszcze przed Panią i przed Pni koleżankami (niestety). Zabiła Pani, wiem, że łatwiej jest żyć ze świadomością, że to nie było dziecko, że nikogo się nie zabiło. Ale faktów nie da się oszukać..

        • Mirame pisze:

          I wciska mi Pani ten syndrom do gardła… To pokazuje waszą bezsilność.
          Nie, to nie było dziecko, biologia się kłania. Jak już chce Pani dyskutować naukowo i podpierać się faktami, to proszę używać terminologii zgodnej z nauką. Zarodek nie jest dzieckiem i nie zabiłam żadnego dziecka. Usunęłam z macicy blastocystę – tak, mówię to otwarcie i jest mi o wieeeele łatwiej żyć z tym faktem niż z niechcianym dzieckiem pod pachą. I oświadczam, że nie mam z tym żadnego, najmniejszego problemu. Nie przeszkadza mi masowe „mordowanie” prymitywnych form życia jaką są zarodki. Dla mnie prawa i integralność cielesna kobiet jest znacznie ważniejsza. A Pani syndrom istnieje tylko w waszej prolajfowej wyobraźni: zgodnie z wiedzą naukową nie ma czegoś takiego jak syndrom poaborcyjny. Jest za to depresja poporodowa i żeby uzmysłowić jak Pani jest irytująca z tym wmawianiem mi poczucia winy, to obrócę Pańską taktykę przeciwko Pani: depresja poporodowa to jest fakt medyczny (w przeciwieństwie do waszego syndromu potwierdzony i uznany) i każda kobieta, która urodziła dziecko odczuje tego psychiczne skutki, jak nie teraz to za 20 lat. Dotyka to każdą matkę, prędzej czy później… Bezsilność i żałowanie, że urodziło się za wcześnie, że można było poczekać, wypominanie dziecku zmarnowane życie (zwłaszcza gdy jest ono w okresie dojrzewania i nie docenia rodzicielskiego poświęcenia), myślenie jakby to było gdyby zdecydowało się postąpić inaczej. Mogę podrzucić link do świadectwa matki, która żałowała, że urodziła syna z zespołem Downa i gdyby mogła cofnąć czas to dokonałaby aborcji. Zaś to chwalenie się, że się jest szczęśliwym to wypieranie swojego bólu i frustracji. Wiem, że trudno jest żyć z wiedzą, że poświęciło się swoje życie dla blastocysty, ale faktów nie da się oszukać.
          I jak? Już się Pani przekonała jak to strasznie jest urodzić dziecko? No widzi Pani, mnie też nie przekonuje wmawianie mi poczucia winy.

          Syndrom poaborcyjny po antykoncepcji hormonalnej… No tego jeszcze nie było :D Czego wy jeszcze jesteście w stanie się chwycić z braku argumentów? To straszenie syndromem działa tak samo jak straszenie piekłem. Jednak my się nie boimy czegoś, czego nie ma :)

          • Jasne, że o wieeeele łatwiej jest Pani żyć z faktem, że usunęłam Pani z macicy blastocystę, niż jakby Pani żyłą z faktem, że zabiła Pani swoje dziecko. Jasne, to jest o wiele łatwiej. Ale zabójstwo zawsze zostanie zabójstwem.
            Co do dziecka z zespołem Downa, to czy nie przerażałoby Panią, gdyby ktoś Pani powiedział: „Tak Cie kocham, że chciałabym żeby Cie nie było”. „Tak Cie kocham, że żałuje, że Cie nie zabiłam”….

            To nie jest straszenie piekłem, ale troska o KOBIETĘ jak i o jej DZIECKO.

          • I jeśli Pani rzeczywiście czuła sie tak szczęśliwa, że zabiła swoje dziecko, to w Pani komentarzach nie byłoby tylu ładunków emocji – wściekłości i złości, ale emanował by pokój. Jak widać pokoju brak, bo wyrzuty sumienia nie pozwalają żyć spokojnie.

        • Mirame pisze:

          Ale ja nie zabiłam żadnego dziecka, nie da się żyć ze świadomością czegoś, czego się nie zrobiło. Ja usunęłam z mojego organizmu blastocystę, mam tego świadomość, bo uważałam na biologii i nie jest mi z tym faktem źle. Dokonałam zabójstwa? Przyjmując Pani poglądy, że blastocysta to człowiek, to według Pani nie użyczanie swojego ciała innym ludziom jest zabójstwem? W takim razie Pani też jest seryjną morderczynią, bo regularnie nie oddaje Pani krwi. Poza tym wie Pani o zabójstwie i nie zgłasza tego na policję? Tyyyle morderczyń po świecie chodzi, narzędzia zbrodni powszechnie dostępne… Oj ciężkie musi być życie prolajfa.

          Oczywiście, że nie chciałabym tego usłyszeć, dlatego popieram tabletki 72 po, żeby dzieci nie rodziły się za karę tylko z potrzeby serca. Gdyby moja matka miała mnie urodzić z przymusu, a potem wyżywać się na mnie za to przez całe życie, to wolałabym, żeby usunęła moje DNA, co byłoby mi obojętne i dla mnie kompletnie nieodczuwalne. Poza tym ja szanuję integralność cielesną innych ludzi i nie uważam, że mam prawo wykorzystywać ich organizmy dla własnych celów. Nie uważam, że cudze organy wewnętrzne są moją własnością i mogę je sobie przywłaszczać w imię mojego prawa do życia.
          I proszę sobie darować tę troskę o moje dobro. Ja potrafię o siebie zadbać i nie dam wam zniszczyć sobie życia dla „mojego dobra”.
          Nie jestem szczęśliwa, że zabiłam swoje dziecko, bo jak już wspominałam, nigdy dziecka nie miałam i żadnego dziecka nie zabiłam. Ja się cieszę, że miałam swobodny dostęp do pigułki po, a tym samym mogłam podjąć decyzję dotyczącą mojego ciała i mojego życia. Zaś Pani ze swoją ekipą chcecie mi ten wybór odebrać i WŁAŚNIE TO wzbudza we mnie złość. Jestem wściekła, że banda religijnych fanatyków chce układać mi życie brew mojej woli, wycierając sobie gębę moim dobrem i dobrem dzieci. Zdenerwowanie tym, że ktoś mi włazi z buciorami w życie i w ciało, jest całkowicie naturalne i zrozumiałe. Dlatego proszę sobie darować te bezczelne, żałosne i wieśniackie diagnozy mojego stanu psychicznego, bo nie ma Pani zielonego pojęcia co czuję, a tego typu wycieczki w moją stronę nie są żadnym wartościowym i uzasadnionym argumentem, tylko pokazem złośliwości (spowodowanym swoją własną bezsilnością w obliczu faktu, że się z Panią nie zgadzam i nie jest Pani w stanie w racjonalny sposób mnie przekonać) albo fanatyzmem zaślepionym pychą (że wie Pani lepiej ode mnie czego żałuję/będę żałować, co myślę, co czuję i co jest dla mnie dobre). Czy to wszystko na co Panią stać w tej dyskusji? Jeśli tak, to w takim razie nie mamy już o czym dyskutować.

          • Zabiła Pani, może sobie Pani dziecko nazywać jak Pani chce, bo wiem, że życie ze świadomością, ze zabiło się swoje dziecko, to można zwariować, więc lepiej nazywać, że „coś się usunęło”. prosta sprawa: jeśli dziecko we mnie żyło, a po wzięciu pigułki już nie żyje, to jak to nazywać jak nie zabójstwem? I porównywanie tego do oddawania krwi jest bezsensowne. Bo jeśli do zapłodnienia w moim ciele nie doszło, to przepraszam, ale kogo zabijam nie oddając krwi?
            I wie Pani, nie trzeba być wierzącym, by wiedzieć, że zabicie człowieka jest czymś strasznym, ale trzeba być człowiekiem choć z odrobiną wrażliwości. A do tego nie potrzebna jest wiara.

            Pisze Pani: „mogłam podjąć decyzję dotyczącą mojego ciała i mojego życia”, „ktoś mi włazi z buciorami w życie i w ciało”. Rozwijające się poczęte dziecko w Pani ciele, nie jest już Pani ciałem, ani nie jest Pani życiem. tak bardzo się Pani złości, a zrobiła właśnie Pani to samo swojemu dziecku: zadecydowała za niego, choć to nie było ani Pani ciało, ani Pani życie.

        • Mirame pisze:

          Ja nie nazywam zarodka zarodkiem, bo mi się tak chce. To jest BIOLOGIA, termin medyczny, zgodny z podstawową wiedzą, 4 klasa podstawówki się kłania. I to, że Pani sobie nazywa to dzieckiem nie oznacza, że jest to dziecko. Tak jak to, że widzi Pani w kawałku opłatka ciało swojego Boga nie zmienia faktu, że jest to zwykły kawałeczek opłatka, poświęcony wodą z rur jak każda inna. Tak więc zabiłam zarodek, a dokładnie usunęłam go z mojej macicy, w wyniku czego on obumarł. NIE jest mi z tym źle i nigdy nie będzie.
          Jeśli zarodek potrzebujący mojej macicy żył, ale jej nie dostał i umarł, to jak nie nazwać tego zabójstwem? Analogicznie zatem: jeśli dziecko potrzebujące Pani krwi żyło, ale jej nie dostało i umarło, to jak to nie nazwać jak zabójstwem? :)
          Zgadzam się, że zabicie człowieka jest czymś strasznym, dlatego nigdy człowieka nie zabiłam i nie zabiję. Podobnie jeśli chodzi o zwierzęta. Poza tym trzeba mieć odrobinę wrażliwości w sobie by wiedzieć, że zmuszanie zgwałconej kobiety do rodzenia dziecka swojego oprawcy wbrew jej woli (a już zwłaszcza gdy mowa o 9-cio lub 11-sto latce) jest okrucieństwem. Niestety zabobon i fanatyzm tę wrażliwość odbiera i kieruje ją na prymitywne, pasożytujące formy życia. Brak słów.
          I znowu powtórzę jak pastuch krowie – nigdy nie miałam dziecka. Oczywiście, że zarodek nie jest moim ciałem ani moim życiem, ale póki żyje kosztem mojego ciała i mojego życia, to g*wno ma do decydowania. W sprawie mojej macicy decyduję ja, a nie pasożytujące na niej ciało obce. Jak chce o sobie decydować to proszę bardzo, wypad z mojej macicy i niech sobie decyduje. Jego decyzje to nie jest mój problem.

          Widać wyraźnie po naszej rozmowie, że prolajf to nie obrońca życia, to stan umysłu. Kobieta świadoma swoich praw i decyzji bierze pigułkę „po”, która jest legalna i dostępna. Przeciętny prolajf, który najchętniej wsadzałby kobiety do więzienia za złą dietę podczas ciąży, nie może tego znieść. Nie może znieść, że ta kobieta nie dostanie żadnej kary, bo nie jest to zabójstwo. Dlatego wymyśla syndromy, które potem wpycha do gardeł na siłę, mimo że kobieta nie odczuwa żadnych problemów psychicznych i ma to generalnie w nosie. Ale prolajf nie słucha i powtarza do oporu te swoje pierdoły, żeby zaspokoić swoją potrzebę ukarania jej, bo jest bezsilny w obliczu faktu, że taka kobieta żyje według swoich przekonań, szczęśliwie. Tą waszą frustrację można śmiało nazwać jakimś rodzajem syndromu :)
          Pozdrawiam i życzę tak fascynującego życia, żeby się już Pani nie musiała „troszczyć” o cudze.

          • 1.Np. w USA płód, zarodek, staje się dzieckiem dopiero wtedy gdy się urodzi. Tam prawo pozwala „usunąć” płód nawet minutę przed porodem. Jak już jest Pani tak bardzo wyedukowana w dziedzinie biologii, to na pewno wie Pani również w której sekundzie zarodek staje się dzieckiem? Zapewne wie Pani również jaka jest różnica miedzy zarodkiem w 12 tygodniu ciąży – minutę przed godzina 24tą, którego według prawa polskiego można „usunąć”, a dzieckiem minutę po godzinie 24 tej. Bardzo chętnie przeczytam wyczerpująca odpowiedź, która będzie obfitowała terminami medycznymi oczywiście.

            2.Tak, jest to zwykły kawałeczek opłatka, w który wchodzi Bóg i nie potrzebuje do tego poświęcenia przez wodę z rur, ale wystarczą Mu słowa konsekracji wypowiedzianej przez kapłan podczas Mszy Świętej. Może nie warto pisać o czymś, o czym nie ma się zielonego pojęcia, bo zwyczajnie Pani się ośmiesza. Zanim Pani cos napisze warto zasięgnąć wiedzy w tym temacie, choć odrobiny.

            3.Przykład podawany przez Panią jest bezsensowny. Nie każdy może oddawać krew np. z powodu choroby (anemii), niedowagi, zrostów w żyłach itd. Nie zbawi Pani całego świata. Nie uratuje Pani życie wszystkim dzieciom, oddając krew. Ale może Pani (mogła Pani) uratować choć jedno (swoje) dziecko. Czasami człowiek może oddawać krew latami i czuć się świetnie, bo pomaga innym, a w domu zakatować własne dziecko na śmierć. Czy to nie jest hipokryzja? Ratuję cały świat wokół, a nie dostrzegam człowieka, który jest tak blisko mnie i potrzebuje pomocy (w tym przypadku było to Pani dziecko), które chciało żyć i Pani miała na to wpływ, by uno nie musiało umrzeć, lecz Pani tego nie zrobiła. Postanowiła to dziecko zabić. Jeśli to we mnie rozwija się dziecko, to JA mam wpływ na jego życie. Na życie dziecka, którego nie znam, które może potrzebuje krwi do przetoczenia, bo uległo ciężkiemu wypadkowi, a może nie uległo i nie potrzebuje, nie mam wpływu. Wpierw zajmijmy się tym na co każdy z nas ma wpływ, a zbawianie świata zostawmy Bogu. Gdyby każdy zajął się tym na co ma wpływ, to zapewniam Panią, byłby to świat idealny :)

            4.Czym zawiniło to malutkie dziecko, że skazuje się go na śmierć, tylko dlatego, że jego tata jest zboczeńcem? Czy też by Pani tak głośno krzyczała o prawie do zabicia dziecka, jeśli chodziłoby o Panią? Może kiedyś WHO ustali, że dzieci gwałcicieli to nie ludzie i trzeba ich zabić. Zamiast karać gwałcicieli, karano by ich dzieci śmiercią. Właśnie chce Pani to wprowadzić: zamiast karać gwałcicieli, karać ich dzieci śmiercią. Czy to jest sprawiedliwe?

            5.Miała Pani dziecko, które zabiła. Trochę odwrócę przykład: Jest wojna. Urodziła Pani dziecko. Nie ma w mieście nikogo kto by się nim zajął. Jest Pani sama w domu. Ono samo nie przeżyje, nie zajmie się nim pielęgniarka, bo nie ma nikogo. To dziecko ma tylko Panią. Żeby mogło przeżyć potrzebuje Panią. Idąc tropem Pani rozumowania, to dziecko żyje kosztem Pani ciała (ma Pani pokarm potrzeby do jego przeżycia) i Pani życia, pasożytuje na Pani. Pani nie ma co jeść, a ono ma. Wstrętny po prostu, jak tak może. Więc zostawia go Pani w domu, jak tak bardzo chce o sobie decydować, że chce przeżyć, to niech radzi sobie sam. Jego decyzja, że chce żyć i domaga się pokarmu. To jego problem, nie Pani przecież. Pozostawia go Pani samego i idzie sama szukać jakiegoś pożywienia dla siebie. Ono nie umie szukać pożywienia, bo dopiero co się urodziło. Po kilku miesiącach, wraca Pani do domu i widzi tam martwe dziecko, wyziębione i zagłodzone na śmierć. Czy to nie jest zabójstwo? Ono nie przeżyło bez Pani. Gdyby Pani go wzięła ze sobą, i karmiła mlekiem ze swojego ciała, to by przeżyło. Gdyby Pani nie zabiła swojego dziecka, które zaczęło się rozwijać w Pani brzuchu i miało tylko Panią, aby mogło się urodzić, to teraz mogłaby usłyszeć Pani słowa: „Kocham Cię Mamusiu.” Jestem pewna, że te słowa na pewno Pani usłyszy, ale dopiero w Niebie.

            6.Nie mam zamiaru wsadzać kobiet do więzienia, za złą dietę podczas ciąży. To jest w ich zakresie. Jeśli chcą się dobrze czuć w ciąży, a później urodzić zdrowe (a nie chore) dziecko, no to każda odpowiedzialna kobieta wie, że powinna dbać o siebie.

            7.Czasami ktoś kto ma depresję świetnie potrafi grać przed innymi, że jej nie ma, co więcej, on sam przed samym sobą tak gra, że nie dopuszcza do siebie tego, że mógłby mieć depresję i wmawia sobie, że czuje się świetnie. Ale nie da się długo tak wytrzymać. Przychodzi taki moment, że to pęka. Aż tu nagle popełnia samobójstwo. I bliskie jej osoby zdziwione: „ale jak to? Przecież on/ona tak świetnie się czuła, zawsze uśmiechnięta, nie miała większych problemów. Co się stało?”

            Jestem przyszłą „specjalistą psychologii”, dużo czytam w tym temacie, obserwuję, więc znam się na tym.

            8.W jednym ma Pani rację, rzeczywiście jestem bezsilna wobec tych wszystkich kobiet na całym świecie, które zabiją/ bądź będą zabijały w ten sposób swoje dzieci. Ale może kiedyś na ten mój mały, skromny blog, jakimś cudem natrafi kobieta, która właśnie będzie chciała ta pigułkę zażyć. Ale ten wpis ją tka poruszy, że jej nie weźmie i dzięki temu urodzi się dziecko. Nie uratuję wszystkich dzieci, ale może choć to jedno. Nawet dla jednego dziecka, warto. Końcu wedle słynnego powiedzenia: „kto ratuje choćby jedno dziecko, ratuje cały świat”

            9.Jednego czego nie mogę znieść, to nie tego, że kobieta nie będzie ukarana, ale tego, że zaczyna panować tak ogromna znieczulica na człowieka. Tak, tego nie mogę znieść jak można przejść obojętnie wobec dziecka, które właśnie kobieta chce zabić. To jest przerażające.

            10.m.in. dlatego, że mam tak fascynujące życie, to potrafię troszczyć się o innych, a nie tylko siebie

            PS. Jesli nie ma Pani odpowiedzi merytorycznych, to ucinam dyskusje.

        • Mirame pisze:

          1. „Np. w USA płód, zarodek, staje się dzieckiem dopiero wtedy gdy się urodzi” i to jest zgodne z nauką i prawem. Płód staje się dzieckiem i nabiera praw obywatelskich po żywym urodzeniu. Wcześniej jest to płód – od życia płodowego, którego prawa są ograniczone przez prawa i interesy matki, w związku z tym, że to ona jest właścicielką ciała, na którym płód pasożytuje i które nie jest jego własnością.
          Proszę poszukać i podać mi statystyki: ile aborcji przeprowadzanych jest minutę przed porodem i z jakiego powodu. Bo z tego co ja wiem większość aborcji dotyczy 7 tygodnia ciąży. Jak jest Pani taka wyedukowana to proszę mi powiedzieć, w którym dokładnie momencie zapłodnienia mamy człowieka? Bo zanim jądra się połączą i stworzą genotyp to mija trochę czasu. Z połączeniem się pierwszego chromosomu czy ostatniego? I takie durne pytania można sobie zadawać. Zdolność do życia poza organizmem matki, to jest to, co daje mu prawo do życia – umiejętność przeżycia dzięki swojemu organizmowi. Śmierć takiego wcześniaka nie jest pośrednią konsekwencją działania, tylko bezpośrednią. Taka różnica.

          2. Och jak dobrze, że Pani się zna na swoich zabobonach i wie, że opłatki na wigilijny stół się święci… Swoją drogą ta katechetyczna wiedza jest tak mało potrzebna w życiu i w nauce, że nawet 100% nieznajomość tego tematu nie jest ujmą dla nikogo. No chyba, że dla katolików praktykujących od święta, a takich jest wśród wierzących większość.
          Według Pani wstępuje tam Bóg, w rzeczywistości jest to zwykły kawałek opłatka. I nic tego nie zmieni.

          3. „Przykład podawany przez Panią jest bezsensowny. Nie każdy może oddawać krew np. z powodu choroby” ale większość nie oddaje krwi ze zwykłego lenistwa. Według Pani logiki można tych ludzi zakwalifikować do morderców. Poza tym również nie każdy może rodzić dzieci, a ciąża i poród stanowi ryzyko dla zdrowia i życia. Jedna kobieta urodzi 10 dzieci i nic jej nie jest, a inna umrze przy urodzeniu pierwszego. A prolajfy są zdania, że kobieta powinna rodzić za wszelką cenę, nieważne czy zrobi z niej to psychiczny wrak czy doprowadzi do samobójstwa, czy grozi jej śmierć czy kalectwo, czy ma 9 lat czy 90. Robić za inkubator bez względu na wszystko, bo prymitywne formy życia „chcą żyć” i w związku z tym mają „prawo” pasożytować na cudzym organizmie. (Nie)stety, ale się z tym nie zgodzę i nie będę tego praktykować.
          Na życie dziecka, którego nie znam mam oczywisty wpływ. Oddam mu krew – będzie żyło. I zdecydowanie bardziej wolę uratować życie takiego chorego dziecka, niż mentalnego pantofelka. Może sobie Pani powtarzać do woli, że zabiłam dziecko, to nie zmienia faktu, że umarła blastula z braku dostępu do mojego ciała, z którym aktualnie nie byłam w stanie się podzielić. I nic tego nie zmieni, podobnie jak opłatek pozostanie opłatkiem.

          4. Nie mówimy tu o dzieciach, tylko o prymitywnych formach życia. Tak jak nie rozmawiamy o bożym ciele tylko o opłatkach. Kłamstwo powtarzane setki razy nadal będzie kłamstwem. Prymitywną formę życia nie skazuje się na śmierć, bo trudno skazywać na śmierć coś, co nie potrafi samodzielnie oddychać. Zarodek/płód zostaje „skazany” co najwyżej na wygnanie z cudzego organizmu, który powtórzę aż do zarzygania, NIE JEST JEGO PRYWATNYM TERENEM DO OSIĄGANIA OSOBISTYCH CELÓW. Zgwałcona kobieta to nie jest wór na płody, tylko czująca, świadoma i skrzywdzona istota ludzka, której ciało zostało już raz przez kogoś wykorzystane i jej decyzją jest, czy dalej swojego ciała będzie użyczać. Nie Pani, nie płodu i nie polityków. Jakim wyrzutym z uczuć trzeba być, żeby tego nie rozumieć! MOJE CIAŁO, a nie Twój inkubator. Proste, jasne i klarowne.

          5. Nie miałam dziecka, a opłatek pozostanie opłatkiem – mogę tak bez końca. Ustaliliśmy już, że opieka i pielęgnacja, a podtrzymywanie przy życiu swoim ciałem to nie jest to samo i porównywanie tego urąga ludzkiej inteligencji. Strzela sobie Pani w stopę. Najpierw Pani uważa, że przykład z oddawaniem krwi jest bzdurny, a potem próbuje dowieść, że zmienianie pampersa jest tym samym, co dzielenie się z płodem swoją krwią (tyle, że owy płód jest wewnątrz dawcy, a nie na zewnątrz). Zatem dowiodła Pani, oczywiście nieświadomie, że również jest Pani morderczynią, tyle że chorych dzieci narodzonych. Po drugie: ja pójdę do nieba? :D Jeśli miałabym tam użerać się z tymi wszystkimi fanatykami, to ja poproszę piekło. I usłyszę słowa „Kocham Cię Mamusiu” od mojego dziecka, które urodzę gdy będę miała za co je wyżywić, leczyć i zapewnić mu dach nad głową. Od blastocysty nie usłyszę takich słów, bo one nie mają uczuć.

          6. Wowow cóż za zmiana nastawienia? To płód nie ma prawa do zdrowia? Skoro łyknięcie tabletki powodującej jego wydalenie z macicy jest zabójstwem, to łykanie niezdrowej żywności, alkoholu i innych substancji mu szkodzących to uszkodzenie ciała, na co jest odpowiedni paragraf. Trochę konsekwencji.

          7. O widzi Pani, bo ja również interesuję się psychologią, mało tego zdarzyła się u mnie w rodzinie tragedia związana z depresją i samobójstwem i nie uważam, że diagnozy przez internet, jak i te zaślepione ideologią, są cokolwiek warte. Chroń mnie jeżu przed takimi „psychologami” wciskającymi nieistniejące syndromy, by poczuć się lepiej…

          8. Ja też jestem bezsilna wobec kobiet, które zabijają swoje dzieci i również uważam, że należy się im więzienie. Z aborcją do 12 tygodnia ciąży, jak i z pigułką „po” nie mam najmniejszych problemów, bo jest to oczywiste prawo kobiety. Mam nadzieję, że jeśli jakaś kobieta dzięki pani owej pigułki nie weźmie i urodzi, to weźmie Pani odpowiedzialność za to, co się później z taką kobietą i jej dzieckiem stanie.

          9. Mnie też przeraża ta znieczulica na człowieka… Zgwałcona dziewczynka musi rodzić dziecko oprawcy kosztem swojego życia, a poseł Pięta na to „takie jest życie…”. Tak, to nie do pomyślenia, że chodzą po świecie tacy ludzie.

          10. Ja również potrafię się troszczyć o innych, nie tylko o siebie. Od 9 lat pomagam innym ZA DARMO pracą w wolontariacie. Jak już pisałam opiekuję się sierotami w domu dziecka. Niestety te kwestie są dla większości „obrońców życia” obojętne. Płacz narodzonych zagłuszają im krzyki mrożonych blastocyst…

          I Pani będzie mi tu pisać o merytoryce? Zasłanianie się skrajnymi i marginalnymi przypadkami późnych aborcji; wmuszanie syndromu, który nie ma pokrycia z dzisiejszą wiedzą naukową, do tego ciągłe powtarzanie o „zabijanych dzieciach” wbrew faktom o szczeblach rozwoju i ta próba grania na emocjach… Słabo Pani Moniko. Lepiej, żeby faktycznie ucięła już Pani temat.

          • 1.Gdy urodzi się wcześniak, to za nieudzielenie mu pomocy wsadza się takiego lekarza do więzienia i mówi się: że dziecko umarło. A gdy zabija się dziecko w łonie kobiety, w tym samym tygodniu, co urodził się ten sam wcześniak, to już nie jest dziecko, ale płód, który można usunąć. Jak to jest: raz w tym samym tygodniu to jest płód, a raz dziecko? Bardzo nie merytoryczne. A gdy ten wcześniak nie może funkcjonować sam poza organizmem matki, tylko potrzebuje inkubatora, to też wg. Pani to nie jest człowiek, ale „coś”.
            Jak widać nie jest Pani tak oświecona za jaka się uważa, bo nie zna Pani odpowiedzi na moje pytanie, które Pani zadałam, a więc w której sekundzie zarodek staje się dzieckiem? Zapewne wie Pani również jaka jest różnica miedzy zarodkiem w 12 tygodniu ciąży – minutę przed godzina 24tą, którego według prawa polskiego można „usunąć”, a dzieckiem minutę po godzinie 24 tej.

            2. Sama Pani napisała, że „widzi Pani w kawałku opłatka ciało swojego Boga nie zmienia faktu, że jest to zwykły kawałeczek opłatka, poświęcony wodą z rur jak każda inna.” Więc ja odpisałam, że do konsekracji nie potrzebna jest woda święcona. A opłatek na wigilijnym stole nie jest ciałem Boga, więc sama Pani widzi, że ośmiesza się Pani jeszcze bardziej….

            3.Jeden wyjdzie na ulice i zostanie śmiertelnie potrącony, a drugi wychodzi na ulicę już 80 lat i żaden samochód go nie potrącił. Ryzyko jest zawsze, al. eto nie znaczy, że mam nie wychodzić z domu, a ciągnąc dalej ten przykład, nie oznacza, że zawsze ciąża skończy się śmiercią kobiety.

            Tak, opłatek poświęcony na wigilijnym stole zawsze zostanie opłatkiem, nigdy nie stanie się ciałem Boga.

            4.Mam nadzieje, że jeśli ulegnie Pani wypadkowi i nie będzie Pani mogła samodzielnie oddychać, to podłącza Panią do aparatury, a nie pozostawią samą, aż się Pani udusi, no bo wg. Pani rozumowania, jeśli ktoś nie potrafi samodzielnie oddychać, to nie człowiek, można go zabić

            5.Miała Pani dziecko, które Pani zabiła, ale ono żyje. Bo każdy kto się począł już nigdy istnieć nie przestanie. Zapłodniona komórka jajowa jest dzieckiem, a opłatek poświęcony na wigilijnym stole zawsze zostanie opłatkiem, nigdy nie stanie się ciałem Boga.

            6.Odpowiedzialna kobieta wie co powinna łykać, a czego nie. Wierze, że jeszcze takie kobiety chodzą po świecie.

            7.Nie stawiam diagnoz przez Internet pisze o czymś co jest faktem, a nie konkretną sytuacja z życia danego człowieka.

            8. Polecam króciutką powtórkę z biologii: Po 72 godzinach od zapłodnienia wszystkie cechy psychiczne i fizyczne człowieka są ustalone – kolor oczu i włosów, płeć, do pewnego stopnia nawet wzrost i waga, inteligencja, poczucie humoru i osobowość. Po 3 tygodniach od zapłodnienia dochodzi do wykształcenia mózgu i rdzenia kręgowego. Po 8 tygodniach prawie wszystkie organy i systemy dziecka są już obecne na swoim miejscu. 12-tygodniowe dziecko może już oddychać, kopać i boksować. To jest FAKT NAUKOWY, a nie czyjś światopogląd religijny, kulturowy, czy polityczny. Więc jeśli z aborcją do 12 tygodnia ciąży nie ma Pani problemów, to również nie powinien przerazić Pani ten filmik i powinna bez problemów Pani go obejrzeć mówiąc, że to przecież tylko zlepek komórek, który wedle prawa można usunąć : http://vimeo.com/93059485
            Dlaczego ja mam ponosić konsekwencje czyiś czynów i brać za nie odpowiedzialność? Dorosłość polega nie na uciekaniu od konsekwencji, ale ich ponoszenie. A to, że może dzięki mojemu blogu kobieta nie zabiłaby swojego dziecka, ale pozwoliła się mu urodzić jest takie straszne? Nie. To byłby cud. A cuda się zdarzają.

            9.Nie do pomyślenia, że oprócz tego, że dziewczynka ma ogromny uraz psychiczny spowodowany gwałtem, to dokładać jej jeszcze następny, nakłaniając ja by zabiła swoje dziecko. Dosyć, że już i tak bardzo cierpi to dokładać jej jeszcze większego cierpienia. Kompletna znieczulica….

            10.Dla mnie jest to piękne, że od 9 lat pomaga Pani innym ZA DARMO pracą w wolontariacie i że opiekuje się Pani sierotami w domu dziecka. Cieszę się z tego. I nie jest mi to obojętne. Jak widać wybór pracy wskazuje na to, że chciałaby Pani jakoś „odkupić” swój „błąd” z dawnych lat….

            PS. Rzeczywiście lepiej, żebym ucięła temat, bo szkoda mojego czasu na wyczerpujące odpowiedzi, a jak ktoś nie chce czegoś zobaczyć, to i tak nie zobaczy nawet gdy ewidentnie widać rączki, nóżki, główkę itd. to i tak ta osoba będzie obstawiała, że to nie człowiek, ale zlepek komórek. Więc dziękuję za dyskusję :)

    • Mirame pisze:

      I gdzie mój komentarz obalający te bzdury?!

    • Melpomena pisze:

      Wiedzialam, ze padnie argument o Wasniewskiej. To Pani stare zagranie i to dość prymitywne. Ma dziś swojej matki do życia juz nie potrzebowala. O jej potrzeby życiowe mogla się zatroszczyć babcia, pielęgniarka czy opiekunka w domu dziecka i to jest wlasnie różnica miedzy plodem a dzieckiem. Plod żyje dzięki mojemu cialu a narodzone dziecko mojego ciala do życia nie potrzebuje, dlatego argument aborcja kontra Kwaśniewska jest raczej marny. Jakby waśniewska mogla wziąć pigulke po czy pomyslala o zwykle antykoncepcji nie byliby tragedii malej Kadzi. Chyba, ze dla Pani komórka jajowa i plemnik nie różnią się od czującego, śmiejącego się pol rocznego boba są.

      • Możliwe, że właśnie zawiodła ta wspaniała antykoncepcja. Ciekawe czemu w Szwecji, jest najlepsza edukacja seksualna, gdzie antykoncepcja jest powszechnie dostępna, jest najwięcej niechcianych ciąż, i najwięcej aborcji? Czyżby ta wspaniała antykoncepcja tak zawiodła? Miedzy komórką jajową, plemnikiem, a zapłodnioną komórką jajową jest jedna różniąca – komórka jajowa, ani plemnik nie jest poczętym dzieckiem, a zapłodniona komórka jajowa przez plemnika – jest. Nie ma różnicy między jednodniowym poczętym dzieckiem, a urodzonym niemowlakiem – ten i ten to DZIECKO. a to, że w pierwszym przypadku nie zdążyły się mu jeszcze wykształcić usta, by mogło się śmiać, to nie znaczy, że nie jest człowiekiem!

  6. Ola pisze:

    Jestem bardzo ciekawa, co sądzi pani, pani Moniko, o ciąży pozamacicznej. Czy aborcja w tym przypadku też jest śmiertelnym grzechem i kobieta, która się na nią zgodzi, będzie się smażyć w piekle? Przecież to jest dziecko, które matka zabija świadomie, żeby uratować swoje życie. Prawda jest taka, że każda sytuacja jest inna. Nie można uogólniać.

    • Po pierwsze, ma Pani wykrzywiony obraz piekła, i tego jak się decyduje o jego wyborze itd. Chyba zatrzymała się Pani w tym temacie na poziomie 7-latka.
      A po drugie: lekarz ma obowiązek ratować życie KOBIETY jak i DZIECKA. Bo kobieta to człowiek i dziecko to też człowiek.

      • Ola pisze:

        To była ironia. A tego dziecka nie da się uratować. I dlatego pytam, czy kobieta, która zdecyduje się na aborcje jest przez panią potępiona? Przecież zgodziła się na zabicie swojego dziecka.

        • A skąd Pani wie, że na pewno nie da się uratować? Ja nie potępiam ŻADNEJ kobiety, ani tej która zabiła swoje dziecko, które było jeszcze w jej brzuchu, ani tej, która zabiła dziecko, które już urodziła. Nie potępiam człowieka, ale potępiam czyn – zabójstwo.

  7. Marzena pisze:

    Jeżeli jestes Moniko przeciwna wprowadzeniu tych pigułek na rynek UE i tym samym polski bez recepty, jeżeli jesteś przeciwna ich stosowaniu to KOBIETO ICH NIE STOSUJ!!!!! ale odczep się od ciał tysięcy kobiet, dla których taka pigułka jest ostanią deską ratunku.

    Żyj w swoim katolandzie czy też talibolandzie i przestań narzucać innym swoje stanowisko. A tym samym nas krytykować.

    To co każdy robi ze swoim ciałem, macicą to jego indywidualna sprawa a nie Twoja.
    żyjemy w demokratycznych czasach i szanuje, żektoś ma inne stanowisko od mojego ale poziom tej dyskusji jest poniżający. Poniżający dla kobiet, które zdecydowały się użyć tej pigułki bądź planują ją użyć.

    Szanuj poglądy innych tak samo jak my szanujemy Twoje.

    • Jeśli widzę kobietę, która wciska wózek z dzieckiem pod pociąg, to czy ja mam przejść obojętnie wedle zasady: „jej wózek, jej sprawa”, czy mam podbiec i wyciągnąć ten wózek, potrząsnąć ta kobieta i powiedzieć: co robi, czy chce zabić swoje dziecko?

      Rozwijające się poczęte dziecko w Pani ciele, nie jest już Pani ciałem, ani nie jest Pani życiem. Może Pani decydować o swoim ciele, kiedy zajść w ciąże, czy w nią zajść, czy nie, ale jeśli Pani już w nią zajdzie, to nie ma Pani prawa zabić tego dziecka, bo to NIE JEST PANI CIAŁO.

      Czy poniżające dla kobiety jest niezabicie swojego dziecka? Poniżające dla kobiety jest traktowanie jako zabawki, która można użyć dla przyjemności, a jeśli już pocznie się dziecko, to poniżające jest dla niej to, że zamiast wspierac ją, to podaje sie jej pod nos takie pigułki jak ta.

      • Marzena pisze:

        To nie jest moje ciało? Czy Ty się dziewczyno słyszysz?
        Jakim prawem mówisz nam co mamy robić ze swoim ciałem i jakim prawem Ty, nasi politycy i walnięty kler decydują o tym co mamy robić z naszymi macicami?

        Robisz z nas jakieś surogatki, których jedynym celem jest prokreacja. sprowadzasz nas do poziomu średniowiecza. I Ty śmiesz się nazywać kobietą?

        Żal mi Ciebie.

        I nie porównuj zabicia dziecka w wózku, poprzez wepchnięcie go pod jadący pociąg do zastosowania pigułki postkoitalnej.
        Pigułka ta nie dopuszcza do zagnieżdżenia się w macicy poprzez zatrzymanie owulacji. Widzisz gdzieś tam dziecko?

        • „Pigułka ta nie dopuszcza do zagnieżdżenia się w macicy poprzez zatrzymanie owulacji” Totalny brak podstawowej wiedzy o kobiecym cyklu. Owulacja, to uwolnienie komórki jajowej, która może być zapłodniona przez plemnika. Plemnik może przeżyć w pochwie kilka dni, gdy ma sprzyjające warunki dlatego jeśli stosunek seksualny był przed owulacja, to rzeczywiście pigułka ma za zadanie opóźnić owulacje, tak by nie doszło do zapłodnienia. Owulacja z zapłodnionym zarodkiem nie ma potem już nic wspólnego. Bo zapłodniony zarodek to poczęte dziecko! Więc polecam przestudiowanie lepiej wiedzy na ten temat. Choć odrobina by się przydała, bo widać, że nie masz pojęcia o co chodzi, tylko powtarzasz bzdury usłyszane w mediach. Choć takich bzdur jak ta, to jeszcze od nikogo nie usłyszałam.
          Jeśli dojdzie do zapłodnienia, to tak, ona nie dopuszcza do zagnieżdżenia się w macicy, przez co powoduje poronienie.
          Dziecko, to jest odrębny człowiek. Dziecko to nie jest już Pani ciało, ale JEGO ciało. I ono jesli się poczeło ma prawo do życia.

          • Marzena pisze:

            Podstawowej wiedzy to nie masz Ty!!!!

            Idż zapisz się do zrzeszenia surogatek, słyszałam, że polski eposkopat planuje takowy otworzyć.
            Tak gwoli jasności:
            Tabletka postkoitalna nie wpływa na zagnieżdżenie zarodka i dalszy rozwój embrionu, zatem nie może prowadzić do aborcji.
            Szkoda moich nerów i cennego czasu, który mogę wykorzystać w inny sposób.

            Jak bedę kupować w przyszłości te leki,będę myślała o wszystkich tych kobietach, które swoim poziomem są poniżej poziomu neandertalczyka.

          • No to chyba masz poważny problem ze słuchem jeśli coś takiego słyszałaś ;)

          • karla pisze:

            Polecam poszukanie amerykańskiej wersji ulotki EllaOne (która nota bene jest zupełnie inna niż wersja polska), w której jest jasno napisane, że substancja w niej zawarta jest modulatorem receptorów dla progesteronu. A więc jeśli do współżycia doszło w dzień owulacji, a tabletkę można zażyć nie do 3 ale do 5 dni po stosunku to tabletka ta w tym momencie zablokuje proces implantacji zarodka, w wyniku którego obumrze. W ulotce tej jest też napisane, że 20% kobiet, które okazują się być w ciąży po zażyciu tego preparatu roni te ciąże z racji wadliwego ukształtowania łożyska. Media przekłamują te fakty mówiąc, że tabletka tylko hamuje owulację, przez co zdobywa sobie zwolenników.

          • Ciesze się, że dzieli się Pani swoją wiedzą :)

  8. Karla pisze:

    Jak czytam te wszystkie komentarze to zadziwia mnie jeden fakt. Te same kobiety, które teraz tak głośno krzyczą o prawie do własnego ciała i usuwania „bezwartościowej blastocysty” za parę lat, gdy już jednak zachce im się dziecka i jedyną deską ratunku będzie dla nich in vitro będą skakały z radości gdy okaże się, że udało się pozyskać np. 5 zarodków do wszczepienia do macicy. To ja się pytam: po co w takim razie zabrania się likwidowania niewykorzystanych blastocyst w klinikach in vitro? Po co te wszystkie obostrzenia dotyczące zakazu eksperymentowania na zarodkach? Skoro to takie nic… Osobną sprawą jest to, że zezwolono na sprzedaż środka hormonalnego bez recepty. Nie można obecnie kupić antybiotyku, nawet głupiego Clotrimazolu bez recepty, więc bulwersujące jest dla mnie, że lek hormonalny dostępny będzie dla każdego bez ograniczeń…

  9. iwona pisze:

    Pani Moniko. Dziwne są te pani porównania. Co ma piernik do wiatraka. Proszę poszukać innychprzinnych kszych porównań bo te pani kompletnie do mnie nie przemawiają.
    Mam swój rozum i sumienie.dla mnie zapłodniona komórka nie jest dzieckiem i nie będzie. i nie przekona mnie pani tymi śmiesznymi porównania mi dla dzieci z przedszkola. Skoro pani mówi ze po zaplodnieniu komorka nie jest juz moim cialem to dlaczego jest we mnie wbrew mojej wopi.skoro jej nie chce..dlaczego to ja mam ponosić trudy związane z ciążą i porodem.
    chętnie pani ja oddam.niech pani ja sobie weźmie. I nosi sobie przez 9 miesięcy .
    a potem karmi ubiera i wychowuje. Dlaczego ja mam to robić skoro tego nie chce. Może przyziemnych bardzo powód. Nie mam tak wzniosłych parytetow jak pani. Ale mnie nie stać na kolejną ciążę i kolejne dziecko.kto mi pomoże w wychowaniu.rzad? Za 60 zł miesięcznie świadczeń rodzinnych?
    niech pani pomyśli również i ta stronę. A może pani mi pomoże. ?
    myślę że gadać wzniosłe słowa każdy potrafi. To nie zachód ze świadczenia rodzinne są takie ze matka nie musi pracować. To tylko biedna polska. A będzie jeszcze biedniejsza jeśli kobiety nie będą miały swoich praw. Wtedy wy kątowe będziecie się cieszyć ze przybywa ciemnoty nie wykształconej i zaopatrzonej w swojego proboszcza.

    • Może trzeba było się zastanowić wcześniej, zanim podjęło się współżycie? Jeśli nie chcę mieć dziecka nie współżyje w dni płodne. Jeśli chce, to w te dni, kiedy jestem płodna. Proste i jasne. Na tym polega dorosłość, że ponosi się konsekwencje swoich czynów. Wildze, że Pani woli bawić się w seks, w dorosłość, a nie być dorosłą.
      Jeśli aborcja jest prawem kobiety, to gdzie są prawa tej malutkiej kobiety, ledwie co poczętej w jej brzuchu? Ona też ma prawo do swojego ciała, do swojego życia.

  10. iwona pisze:

    Clotrimazol -zależy w jakiej postaci i ile substancji czynnej ma -można kupić bez recepty.
    przepraszam za literowe błędy.

    • karla pisze:

      Można kupić, ale tylko w formie kremu, który jest za słaby żeby przynieść oczekiwany efekt. Ale nie o Clotrimazol chodzi tylko o zasadę- albo leki są na receptę tak jak wszystkie antybiotyki, silne substancje przeciwbólowe itp albo niech producent zmniejsza dawkę i wrzuca na rynek jako suplement diety, a nie robimy wyjątek i to tylko dla jednego preparatu- EllaOne. Sporo kasy musiała ta firma farmaceutyczna wydać, żeby takie jaja przeszły…

  11. iwona pisze:

    Tak bawię się seksem bo to przywilej dorosłych osób. Rozwiązla nie jestem bo chyba zbliskość i wolno.
    Świadomie podjęłam decyzję o antykoncepcji hormonalnej. Po to żeby z seksu czerpać bliskosc i nie myśleć w danej chwili czy jestem płodna czy nie.
    gdybym tak nie postąpiła to bym z mężem niestety nie mogła wcale współżyć albo raz w roku. Mąż żeby wykarmic rodzinę musi pracować bardzo daleko od nas. I co jak wraca to co .ja mam dni płodne i co? Mam czekać kolejne miesiące. ? Pani może jest oziębłą kobieta i nie potrzebuje az tyle bliskosci i ciepla partnera. Wspolczuje mu.Niestety pani argumenty w ogóle do mnie nie docierają.
    Dobrze ze to nie pani decyduje o tym czy pigułka będzie dostępna bez recepty czy nie.
    nie róbcie kobietom wody z mózgu przytaczając idiotyczne argumenty. Takich kobiet jak ja świadomych swoich praw , świadomych swoich ciał. , seksualności , jest o wiele więcej niż się pani wydaje.

    • 1.Seks oderwany od bycia darem dla drugiego, od odpowiedzialności i szacunku dla poczętego życia, szacunku do ciała kobiety (tego jak jest jej cykl skonstruowany), tylko dla zaspokojenia swoich potrzeb i tylko dla przyjemności, tylko dla zabawy (drugi człowiek jest mi potrzebny, żeby to mi było dobrze, traktowany jak zabawka) to forma prostytucji, tyle że za darmo. Odważne stwierdzenie z mojej strony, ale proszę sobie przemyśleć.

      2.A co do zabawy: to bawić się można z kim w danej chwili się chce, nie musi to być mąż z żoną, przecież to tylko zabawa… Mam nadzieje, że Pani mąż gdy nie ma go w domu tak bardzo długo, to wtedy nie „bawi się” z koleżanką z pracy, bo bardzo potrzebuje rozładować swoje napięcie. I mam nadzieję, że gdy Pani będzie chora, to nie pozbiera sowich zabawek i pójdzie bawić się z kimś innym, no bo Pani już nie może się z nim bawić, więc jak to tak żyć, bez zabawy????

      3.Jeśli mąż Panią tak bardzo kocha, to dlaczego dla niego ważniejsza jest przyjemność od Pani zdrowia? Przecież to nie jest żadną tajemnica, że łykanie hormonów przez dłuższy okres sprzyja rozwojowi nowotworu piersi, szyjki macicy itd.

      4.Przykro mi jest, że dała się Pani nabrać na to oszustwo, że seks dzięki antykoncepcji to jest świetny. To tak jakby ktoś Panią nabrał mówiąc, że to zwykłe, tanie wino, z najniższej półki jest winem najwyborniejszym. I Pani cały czas żyła w przeświadczeniu, że pije to najlepsze, bo tego najlepszego nigdy jeszcze nie próbowała. A to co Pani pije nie jest najlepsze, bo to najlepsze kosztuje dosyć trochę, ale za to smakuje wybornie. A to co nas kosztuje, właśnie stanowi wartość. W NMRP kosztuje jedynie wysiłek, żeby się nauczyć tego kiedy mam dni płodne, a kiedy nie. A za to ile Pani kasy zaoszczędzi! Proszę sobie obliczyć jak długo Pani przyjmuje tabletki antykoncepcyjne.

      5.Czy bliskość musi być wyrażona seksem? A co wtedy gdy mąż przyjedzie, a Pani uległa wypadkowi i nici z seksu. To co, wtedy już nie można okazać sobie czułości, ciepła i bliskości? Straszne to jest, że cos tak pięknego i ważnego jak seks, tak został spłycony i zbanalizowany. Przykre to jest.

      6.Pisze Pani, że jest świadoma swojego ciała, swojej seksualności. Oj bardzo jest Pani świadoma, nawet nie wie Pani kiedy ma dni płodne i nawet nie wie jak to prosto można zaobserwować. Gratuluje takiej świadomości.

    • Osiris pisze:

      Sugeruje Pani, że mój mężczyzna nie szanuje mojego ciała, bo współżyjemy wtedy, kiedy mamy na to ochotę? Sugeruje Pani, że jestem prostytutką, bo lubię przyjemność z seksu? Że zwyczajnie się puszczam, bo nie szanuję czegoś co czuje, rozumie i wygląda jak ameba? Że skoro seks urozmaicam zabawą, to mój partner będzie mnie zdradzał przy pierwszej lepszej okazji? Twierdzi Pani, że mój seks jest jak tanie wino, bo mogę go uprawiać codziennie jeśli chcę? Nie, to nie jest odważne, to zwyczajnie bezczelne i bzdurne! Moje ciało o tyle ułatwia mi sprawę, że nie muszę babrać się w śluzie by wiedzieć kiedy mam owulację. Moje jajniki dość boleśnie dają mi to do zrozumienia. I wie Pani co? Ja mam to gdzieś! Przychodzę po ciężkim dniu pracy, mój partner przynosi mi ciepłą herbatę i budyń. Zaczyna mnie masować, całować… Kocham go, a on kocha mnie i dlatego chcemy poczuć tę bliskość, zapominając o całym zapyziałym świecie pełnym głupich ludzi. Na szczęście żyję w 21 wieku i nie muszę się przejmować owulacją, zwłaszcza, że zajść w ciążę można i w dni niepłodne, w zależności od jakości nasienia partnera i sprzyjających warunków w ciele kobiety. Tego na NMPR nie uczą? Oczywiście: szacunek do mojego i jego ciała – „nie” to „nie”, nic na siłę, bez naciskania i wyrzutów. Bycie darem dla drugiego nie tylko w łóżku, ale i w sprawach życia codziennego, w trakcie zbliżenia dbanie o wspólną przyjemność, a nie tylko swoją. Szacunek do życia, czyli nie sprowadzanie dziecka w biedę. Zabawa – urozmaicanie seksu, a nie ciągle w jednej pozycji przy zgaszonym świetle. Porównywania współżycia do wina nawet nie skomentuję… A ponoć to my spłycamy tę piękną i ważną rzecz oraz sprowadzamy partnera do roli przedmiotu.
      Innymi słowy próbuje nam Pani wcisnąć, że brak spontaniczności, życie uzależnione od suchej kalkulacji swoich jajników, ciągłe myślenie o ewentualnej ciąży, zabawa jako złe i kuszące do zdrady rozładowywanie napięcia i romantyzm w formie ofiary składanej z siebie, to jakiś super wykwintny trunek z najwyższej półki, spędzony z owocu ciężkiej pracy polegającej na zbędnej, w dobie osiągnięć współczesnej cywilizacji, wstrzemięźliwości… Że tak odważnie Panią streszczę, jest Pani zimna jak bela, a w temacie seksu lepiej zna Pani teorię niż praktykę (o ile takowa istnieje). Nic mi do tego jak prowadzi Pani swoje życie seksualne, nie uważam Pani ani za lepszą ani za gorszą, to nie jest moja sprawa jak Pani dąży do szczęścia i jak chce sobie układać życie. Jednak nie życzę sobie, by Pani w taki zaściankowy sposób oceniała i obrażała innych. Świat nie jest czarno-biały, Pani sposób na życie nie jest jedynie słuszny, a wyciąganie tak prostych wniosków ze złożonych ludzkich uczuć słabo reprezentuje Pani walory intelektualne.

      • Właśnie, że tego wszystkiego uczą na NMRP, tyle, że widze, że to Pani nie ma w ogóle wiedzy na temat NMRP. Dniami płodnymi nazywamy również kilka dni przed owulacją (bo plemnik może przeżyć kilka dni w pochwie) i klika dni po owulacji.
        Pisze Pani: „Szacunek do życia, czyli nie sprowadzanie dziecka w biedę.” Ale szacunek….zabijemy go jeśli się pocznie, by czasem nie musiał cierpieć biedy…. Czy dzieci, które są biedne, są mniej szczęśliwe?
        Stosując NMRP kobieta jak i mężczyzna świadomie moga zdecydować czy chcą miec dziecko, czy nie. W antykoncepcji ta decyzja spoczywa TYLKO na kobiecie, bo to ona musi pamiętać o braniu pigułki. A gdy okaże się, że antykoncepcja zawiodła, to oboje są zaskoczeni, że poczęło się dziecko. W NMPR nigdy nie jest się zaskoczonym, bo się wie, kiedy jest możliwość poczęcia dziecka, a kiedy nie.

  12. iwona pisze:

    Wiec karla nie pisz ze nie można kupić. Sprecyzuj zatem a nie od tak piszesz co ci ślina na język przyniesie.
    pani Moniko czemu widzę adresy e mail innych uzytkowniczek.przed chwila widziałam adres karli. Nie sa publikowane to fakt ale sa widoczne. Przynajmniej ja w wierszach do wypelnienia przy komentarzu je widze.

  13. iwona pisze:

    A skąd pani wie ze to byłaby malutka kobietka. Może malutki mężczyzna. Ale nigdy się tego nie dowiemy. Ono też skoro nie istnieje. I to nie jest pani wybór. Nie pani ciało.
    Co za ciemnota.
    Śmiać mi się chcę bo dla mnie te teorie pani nie są poparte żadnymi badaniami naukowymi. Niech pani poczyta sobie kiedy tak naprawę nauka przyjmuje ze zapłodnienia komórka staje się dzieckiem. Kiedy zaczyna cokolwiek czuć. Kiedy może żyć poza ciałem kobiety. Dopóki jest w ciele kobiety to kobieta ma prawo decydować o tym .nie sądzę żeby żywota posiadała zdolność czucia i myślenia. Wiec nie przypisujmy zapłodnionej komórce nadprzyrodzonych zdolności.

    • 1.Nie wiadomo, ale skoro tak bardzo głośno jest o równouprawnieniu, to ta malutka kobieta ma takie samo prawo do życia jak mały mężczyzna rozwijający się brzuchu kobiety. Dowie się, gdy mama postanowi go zabić, to umrze, więc pójdzie wprost do Nieba, na kolana swojego Taty, który to dziecko chciał od samego początku.

      2.Nie Pani ciało, więc proszę nie decydować o ciele człowieka, który się w Pani rozwija. Jak już jest Pani tak bardzo wyedukowana w dziedzinie biologii, to na pewno wie Pani również w której sekundzie zarodek staje się dzieckiem? Zapewne wie Pani również jaka jest różnica miedzy zarodkiem w 12 tygodniu ciąży – minutę przed godzina 24tą, którego według prawa polskiego można „usunąć”, a dzieckiem minutę po godzinie 24 tej. Bardzo chętnie przeczytam wyczerpująca odpowiedź, która będzie obfitowała terminami medycznymi oczywiście.

      3.Czyli według Pani osoby w śpiączce będące w hospicjum, które nie czują nic, ani nie myślą, nie są ludźmi i można ich zabić? Co więcej one nie przeżyją bez opieki, same sobie nie poradzą, bo są w śpiączce.

  14. Melpomena pisze:

    A bierze Pani pod uwagę kobiety u których naturalne metody antykoncepcji są nieskuteczne z powodu zaburzeń hormonalnych? Odmawia im Pani prawa do seksu czy każe co rok rodzic dziecko? Rozumiem, ze dla Pani zwykla antykoncepcja, spirala czy prezerwatywa to tez morderstwo? To takie kobiety maja żyć w celibacie bo Pani i księża tak chcecie? Co Was tak strasznie te plemniki, komórki jajowe zaplodnione czy nie obchodzą? Jest tyle dzieci juz narodzonych, które potrzebują zainteresowania. Nie lepiej swoja energię im poświęcić a nie zajmować się czy ewentualnie ten plemnik do dwie to jajeczko czy nie?

    • Obserwację śluzu każda kobieta może prowadzić, nawet jeśli ma zaburzenia hormonalne. I w tym przypadku metoda Billingsa jest bardzo dobra.Może warto sięgnąć po fachową wiedze, a nie powtarzać to co mówią media?
      Niektóre tabletki antykoncepcyjne mają w składzie tak duże dawki hormonów, które rzeczywiście powodują poronienie, gdy dojdzie do zapładniania.
      Spirala ma za zadanie nie dopuścić do zagnieżdżenia się zarodka w macicy. A więc ledwie co poczęte dziecko zostaje uśmiercone.
      Prezerwatywa jest po to by nasienie nie wydostało się do pochwy kobiety. A plemnik to nie dziecko!
      Czy ktoś tu mówi o celibacie? Wystarczy kilka dni w cyklu nie współżyć, by przez te następne kilkanaście dni (albo kilkadziesiąt, w zależność jak długie kobieta ma cykle) cieszyć się seksem i nie musieć wydawać na antykoncepcję ani złotówki!

      • Melpomena pisze:

        Myślę, że takiej wiedzy jaką ja mam na ten temat to Pani nigdy mieć nie będzie i nawet Pani tego życzę bo moja wiedza wynika niestety z wieloletniej choroby tarczycy i nadnerczy. Nie czerpię wiedzy z mediów, tylko od kilkunastu lekarzy z którymi się w swoim życiu spotkałam i niestety dalej spotykam. Ja mam owulację ok. 3 razy w miesiącu, lekarze się śmieją, że jak bym handlowała jajeczkami to bym była milionerką.
        Żadna obserwacja śluzu i inne tego typu metody nie wchodzą w grę, bo jak Pani wie plemniki mogą żyć nawet kilka dni i spokojnie poczekać sobie na kolejne jajeczko.
        U mnie zostaje tylko spirala lub prezerwatywa, bo tabletki antykoncepcyjne rozwalają mi hormony jeszcze bardziej.
        Według Pani mądrości jestem morderczynią, która miesięcznie morduje co najmniej troje swoich dzieci…Spoko. To może zacznę rodzić dziecko za dzieckiem i domagać się pomocy od Państwa? W końcu zarodki są najważniejsze.

        • Niektórym ginekologom sie po prostu opłaca ośmieszyć NMPR i promować antykoncepcje, bo mają z tego kasę. Prezerwatywa nikogo nie zabija, ale spirala tak-ledwo co poczęte dziecko.

  15. iwona pisze:

    A tak w ogóle to nie jest pani czasem za młoda by pouczać inne dojrzalsze od pani kobiety. ? Sądzę że większość tu z nas które są za antykoncepcja czy aborcja ma już dzieci. Jesteśmy wykształcone i w pełni świadome swoich ciał. Ile pani ma dzieci? Ma pani męża rodzinę. ?

    • A czy wybitny kardiochirurg mus być chory na serce, by wiedzieć jak ma leczyć?
      Nie, nie mam męża, anie dzieci, ale to nie znaczy, że nie mogę mówić o tym, że zabicie dziecka w łonie kobiety jest czymś strasznym i niedopuszczalnym.
      Ja jestem w pełni świadoma swojego ciała i w przyszłości nie będę musiała to ciało truć tabletkami, po to by móc cieszyć się seksem. :)

  16. To ja:) pisze:

    Mhm mhm dobra…
    Zarodki, dzieci, morderczynie itp pomińmy.
    Mam takie pytanko.
    A co z wkładkami wewnątrz macicznymi?
    No wie pani, mirena, nova T, miedzianka i takie tam.
    Mając taką wkładkę też jestem wyrodna matka, która zabija co miesiąc swoje dzieci?
    Bo niby też nie dopuszcza do zagniezdzenia się zaplodnionej komórki…
    Jeju… Nie… Niech pani nie odpisuje może, bo jeszcze prawda mnie przytloczy i się nie pobieram ;(

    • Wkładka wewnątrz maciczna inaczej spirala, ma za zadanie nie dopuścić do zagnieżdżenia się zarodka w macicy. A więc ledwie co poczęte dziecko zostaje uśmiercone.
      Może warto przemyśleć to, czy się pobierać z takim facetem, którego nie interesuje czy jego dziecko będzie żyło, czy nie, ale interesuje go jedynie przyjemność. Bo gdy przestanie mu Pani dostarczać tej przyjemność, to ucieknie i poszuka sobie kogoś innego…

  17. iwona pisze:

    A ja nie muszę być katolikiem a mieszkam w zakatolonej Polsce.
    Pogadamy jak sama pani będzie miała dzieci. Jak zniesie pani trudy ciąży i porodu.
    jak będzie pani zasuwac za 1200 zł w fabryce żeby swoje dzieci wykarmic. Za młoda pani jest by w tym temacie się obracać.
    Niech pani sobie daruje durne komentarze na temat tego czy mój mąż będzie mi wierny czy nie.
    będę robić wszystko żeby dopiec takim jak pani. Co to nie pilnują własnego zada tylko próbują komuś do łóżka wejść i swoje rządy wprowadzać.
    Ciekawi mnie tylko jedno skąd ma pani informacje ze stosując antykoncepcję hormonalna mogę miec raka? Prędzej może go mieć pani bo nie chodzi pani tak często do ginekologa jak ja.
    Niech pani poczyta sobie najpierw jakieś badania naukowe a nie bredzi.
    co za ciemnota.

    • Nie trzeba być katolikiem, żeby stosować NMPR. Można byc ateistą i cieszyć się z seksu dzięki NMRP.
      Jeśli Pani życiowym celem jest dopiec innym (takim jak ja) to naprawdę współczuje miec takie życie. Życie ma sie tylko jedno i warto sie nim cieszyć. A złość ponoć piękności szkodzi, więc nie warto ;)
      Skąd mam takie informację? Wystarczy spytać doświadczanego ginekologa.

  18. iwona pisze:

    Jeśli prowadzi się bloga i jest się tak wykształconym to proszę sobie poszukać badań. Ja prosta nie wyuczona co to tylko seks mi w głowie pani zdaniem nie będę podawać ich na tacy. Szkoda tylko mojej energii na zacofanie i ciemnotè. Bo zaraz wyciągnie mi pani jakieś śmieszne własne obserwacje.

    • Jesli Pani tka bardzo szkoda energii na to moje zacofanie i ciemnotę, to nie musi Pani czytac mojego bloga i tracić energii na wstukiwanie literek na klawiaturze, żeby pisać komentarz.

  19. iwona pisze:

    Mogę być ateistka. Wiec dla mnie zarodek to nie dziecko tylko zlepek komórek. I mam prawo jako europejka do antykoncepcji czy aborcji.
    To co robię ze swoim ciałem nikogo nie powinnwiatrakami. zwlaszcza takie osoby jak pani. Niedoswiadczone. Nie znajace tematu od innej mniej idealizowanej strony.
    Ja nie staram sie przekonac pani ze antykoncepcja jest fajna .natomiast pani i pani podobni na sile chca nawracac zagubione owieczki . To wam powinno byc szkoda energii na walke z wiatrakami.zajmijcie się lepiej tymi dziećmi które juz są na świecie i cierpią. Np przez księży pedofilii. Bo coś ostatnio coraz więcej się na ten temat słyszy.
    Mi akurat juz nic nie zaszkodzi -nawet złość :) . Takie uwagi nie trafiają w moje serce. Niech panią to pocieszy

    • Nie trzeb być wierzącym, by znać się na biologii, by wiedzieć, że po 72 godzinach od zapłodnienia wszystkie cechy psychiczne i fizyczne człowieka są ustalone – kolor oczu i włosów, płeć, do pewnego stopnia nawet wzrost i waga, inteligencja, poczucie humoru i osobowość. Po 3 tygodniach od zapłodnienia dochodzi do wykształcenia mózgu i rdzenia kręgowego. Po 8 tygodniach prawie wszystkie organy i systemy dziecka są już obecne na swoim miejscu. 12-tygodniowe dziecko może już oddychać, kopać i boksować. To jest FAKT NAUKOWY, a nie czyjś światopogląd religijny, kulturowy, czy polityczny.

  20. iwona pisze:

    Niech się pani zatem cieszy życiem. Zamiast siedzieć ciągle przy komputerze poszuka pani sobie fajnego chłopca i nadrabiajcie po „bozemu” to całe zło. Życzę powodzenia w nawracaniu. Będzie potrzebne bo wokół nas jest coraz więcej świadomych kobiet które nie boją się kosciola.
    Tak szkoda moich paluszków do stukania na tak poniżajacym blogu kobiety.
    i to przez kobietę.

    • Rzeczywiście moim blogiem strasznie poniżam kobietę….poniżam ją bo nie chcę, żeby była traktowana jak zabawka, jak przedmiot, jak zwierzę, ale chcę, żeby była traktowana z miłością, czułością i szacunkiem.
      Widze, że Pani też ma wykrzywiony obraz Boga, Kościoła. Jestem wierząca i nie boję się Kościoła :) I mam nadzieje, że dzieki mojemu blogu te osoby, które uważają, że KK trzeb sie bać, zobaczą, że wcale nie :)

      • Katarzyna pisze:

        Pani Moniko, czytając pani bloga, zaczynam się bać kościoła jeszcze bardziej. Ma pani wykrzywiony obraz szacunku do kobiet. Seks bez zobowiązań to nie jest brak szacunku. Stosowanie antykoncepcji hormonalnej to nie jest brak szacunku. Kobiety też mają swoje potrzeby seksualne, nie wszystkie chcą mieć dzieci i nie oczekują od partnerów opieki. Można stosować antykoncepcję, pigułkę „po” czy in vitro i być szanowaną kobietą, traktowaną w związku z czułością, a nie jak rzecz. Czułość to nie traktowanie kobiety jako maszyny rozrodczej, jak darmowego inkubatora, tylko jak PARTNERA. To akceptacja jej potrzeb, to zrozumienie, że kobieta też odczuwa podniecenie i może mieć libido wyższe niż u mężczyzn, a mimo to nie tęskni za byciem matką. To kościół traktuje kobiety przedmiotowo – sprowadza ich rolę do rodzenia dzieci i bycia gotową na seksualne spełnienie mężczyzny. Kościół nie akceptuje seksualności kobiet, uważa ją za brudną i wulgarną. Nie wiem ile lat minie zanim to się zmieni, ale cały czas mam nadzieję, że się zmieni. Współczuję też wszystkim paniom, które uwierzyły kościołowi w ich przepis na kobietę. Życzę im, w tym pani, uwolnienia się od tego krzywdzącego wizerunku i podążania za swoimi pragnieniami, poznawania siebie, rozbudzania swojej seksualności na nowo i braku wyrzutów sumienia wynikających z tego faktu.

        • Pani Kasiu :) no właśnie dlatego, że Kościół nie traktuje kobiety przedmiotowo nie chce sprowadzać kobietę do roli rodzenia dzieci (nikt w Kościele nie każe nikomu zachodzić w ciąże!), dlatego tak bardzo sprzeciwia się antykoncepcji, bo chce, żeby to była decyzja obojga małżonków o posiadaniu dzieci, żeby poczęcie dziecka ich nie zaskoczyło. Dlatego naturalne planowanie rodziny, bo dzięki temu kobieta nie musi być gotowa na seksualne spełnienie mężczyzny, bo on akceptuje jej płodność. Kościół jak najbardziej akceptuje seksualność kobiet i nie uważa ją za brudną i wulgarną. Wprost przeciwnie, seksualność uważa za coś pięknego, bo seksualność stworzył Pan Bóg. Też nie wiem ile lat minie zanim zmieni się postrzeganie Kościoła przez taki wykrzywiony pryzmat jak Pani to przedstawia, ale cały czas mam nadzieję, że się zmieni. Współczuję też wszystkim paniom, które uwierzyły w tą propagandę medialną jaką przedstawia się Kościół. Życzę im, w tym Pani, uwolnienia się od tego krzywdzącego wizerunku. Pozdrawiam serdecznie :)

          • Beata pisze:

            W tym całym naturalnym planowaniu rodziny nie bierze Pani w ogóle pod uwagę, że kobieta także ma swoje seksualne potrzeby i to częściej niż wypadają dni niepłodne w kalendarzyku małżeńskim, przy czym nie każda kobieta ma zamiar rezygnować ze swojego zadowolenia seksualnego tylko w imię zmiennych nauk kościoła.

            Tak poza tym to ciężko dyskutować z kimś, kto ani nie słucha argumentów strony przeciwnej, ani nawet nie ma żadnego doświadczenia praktycznego w omawianych kwestiach.

          • 1.Ale czy kobieta musi być niewolnikiem swojego ciała? Nie musi, może być wolna. Ja popieram wolność, a nie zniewolenie.
            2.Chciałam zauważyć, że przykazanie VI w dekalogu cały czas istnieje, więc nie wiem skąd wniosek o zmiennych naukach Kościoła.
            3.Dobry kardiochirurg nie musi być chory na serce, żeby umieć leczyć.

          • Beata pisze:

            1. Nie, Pani nie popiera wolności tylko zniewolenie od nauk kościoła. To, że niewolnik będzie ciągle krzyczał ”Jestem wolny!” i wmówi sobie, że tak jest, nie sprawi, że będzie wolny naprawdę, lecz nadal będzie niewolnikiem kościoła (a nie musi nim być, jednocześnie nadal mogąc postępować moralnie i nadal może i powinien przestrzegać zasad współżycia społecznego).
            2. Nikt tutaj nie pisze o tym, że dobrze jest cudzołożyć ani nikt do tego nie namawia, ciągle mówimy o współżyciu w małżeństwie (chociaż jakoś większość katolików współżyje przed ślubem, a potem nadal uważa samych siebie za katolików i bierze ślub kościelny w białej sukni i w welonie).
            3. Pani to już kilka razy pisała na tym blogu, już wystarczy.

          • 1.Ale ja nigdzie nie pisałam o zniewoleniu nauczaniem KK, tylko o byciu niewolnikiem swojego ciała. Ktoś kto jest ateistą, może być wolny (w sensie, nie zniewolony zachciankami swojego ciała, bo może nauczyć się nad nimi panować – a to jest oznaka dojrzałości człowieka). Zapytam Panią, czy czuje się Pani zniewolona zasadami ruchu drogowego? Przypuszczam, że nie, bo one są po to, by Pani bezpiecznie dotarła do celu. Z nauczaniem KK jest tak samo.
            2.Nie chodzi tylko o cudzołóstwo, ale o wszystkie grzechy przeciwko czystości.

          • Beata pisze:

            3. Niech Pani rozwinie i wymieni, jakie są te ”wszystkie grzechy przeciwko czystości”?

          • Polecam lekturę rachunku sumienia, bo widzę, że dawno Pani do niego nie zaglądała. Tam będzie wszystko wyszczególnione :)

          • Beata pisze:

            Po pierwsze: Pani mnie obraża.
            Po drugie: na szczęście jestem ateistką i nie boję się żadnych zabobonów :)

          • Czym obrażam jeśli można wiedzieć? Tym, że [powiedziałam, że dawno Pani do nie zaglądała do rachunku sumienia? Ale to chyba prawda, skoro jest Pani ateistką.
            Bycie dojrzałym człowiekiem (a panowanie nad sowim ciałem, pożądaniami do dojrzałości właśnie należą), to nie zabobon, ale styl życia.

          • Beata pisze:

            Myślę, że nawet jako ateistka popełniam o wiele mniej grzechów niż przeciętny polski katolik, bo narzuciłam sobie dość surowe zakazy, nakazy oraz zasady moralne w życiu.
            Brak wiary to nie jest ani brak moralności ani tym bardziej brak zasad i zakazów, przeciwnie wręcz – nie można uciec sobie w ciągłe spowiadanie się z często tych samych grzechów (jak to część wierzących czyni), lecz trzeba wziąć pełnię odpowiedzialności za swoje czyny.

          • No właśnie dlatego jest spowiedź, by wziąć pełnię odpowiedzialności za swoje czyny, by zacząć się zmieniać pracować nad sobą, nad swoim charakterem, nad swoimi skłonnościami do złego.

          • Beata pisze:

            Tyle tylko, że ja nie wierzę w Boga, który odpuszcza grzechy.

          • Jest mi bardzo smutno z tego powodu… Bóg, który odpuszcza grzechy, to Bóg, któremu można usiąść na kolanach, aby móc się do niego przytulić. On wszystkie nasze rany czule ucałuje, przytuli.I powie „kocham Cię moje dziecko”. To jest piękne! Dlatego jest mi smutno, że Pani nie wierzy….

        • Beata pisze:

          PS: I nie zdziwiłabym się, gdyby to Pani miała o wiele więcej grzechów ode mnie ;)

          • Może i mam, nie wiem. Ale jest jedna różnica: ja co miesiąc te grzechy oddaję Jezusowi, bo strasznie ciężko je nieść na barkach przez całe życie. Po rozgrzeszeniu to dopiero człowiek czuje się wolny, może fruwać, bo nic go nie obciąża :)

          • Beata pisze:

            Jak Pani musi spowiadać się co miesiąc, to naprawdę Pani powinna zastanowić się nad sobą i poprawić (zanim zacznie się pouczać innych), a nie tłuc jedno i to samo w kółko, a przecież spowiedź bez postanowienia poprawy jest nieważna, z tego co wiem.

          • Papież Franciszek spowiada się co dwa tygodnie. To on to dopiero powinien zastanowić się nad sobą i poprawić ;) a tak dla ciekawostki Jan Paweł II spowiadał się co tydzień :) To jest tak, że im jest się bliżej Boga, tym lepiej widać swoje grzechy, tak jak ze światłem – im bliżej światła tym lepiej widać brud. A Bóg przecież jest Światłością.
            Tak postanowienie poprawy jest jednym z warunków spowiedzi. Ale to nie o to chodzi, że po spowiedzi już nigdy nie będę grzeszyć. Będę. Ale ja w postanowieniu zakładam, że nie chcę grzeszyć i chcę zrobić wszystko, żeby odciąć się od grzechu. Proste pytanie: po co Pani pierze skarpetki, przecież i tak za chwilę będą brudne? Człowiek brudzi się grzechem, dlatego ważne jest by korzystać ze strumieni miłosierdzie, by się obmyć i oczyścić.

          • Beata pisze:

            Piorę skarpetki, ale nigdy nie chodzę z premedytacją po gnoju ;)

          • Ciesze się :) ale czy też byłoby Pani tak łatwo nie wejść, gdyby wszędzie wokół był gnój? A gdyby ten gnój wyglądał inaczej, wydawałoby się Pani, że to coś pięknego i super, a gdy Pani wejdzie, to wtedy okazałoby się, że to jednak był iluzja. To czy tez byłoby Pani tak łatwo go ominąć?
            Nikt nie wchodzi z premedytacją do gnoju, bo jest taki brzydki, śmierdzący i w ogóle bleee. Grzech wydaje się na początku fascynujący, ale gdy się do niego wejdzie, to wtedy czar pryska i czuć jak cuchnie.

          • Beata pisze:

            Owszem, są ludzie, którym ”gnój’ jawi się jako coś pięknego – są to po prostu ludzie niedojrzali (niekoniecznie wiekowo, ale tak ogólnie umysłowo) :)
            Dojrzały i odpowiedzialny człowiek powinien oprzeć się pokusie i omijać grzech.

          • Nie chodziło mi o dosłowność tego porównania, ale zobrazowanie świata duchowego.
            No właśnie o to chodzi w nauczaniu KK, by człowiek stał się dojrzały i odpowiedzialny, by chciał oprzeć się pokusie i potrafił omijać grzech (a gdy jednak wlezie w gnój, to jest spowiedź, by mógł się podnieść, umyć mógł iść dalej). O tym m.in.piszę właśnie w swoim blogu. Dobrej nocki :* ja zmykam na dzisiaj :)

  21. Prostytutka( jak wynika) pisze:

    Czy jest Pani wegetarianką?

    • Nie, nie jestem wegetarianką, jem mięso, bo potrzebne jest mi do życia białko. A zwierzęta to nie ludzie. Jeśli ktoś maltretuje zwierzę, to jak najbardziej powinien iść do więzienia za to. Zabić zwierzę trzeba humanitarnie, tak by nie cierpiało.

      • m. pisze:

        Monika, każda roślina zawiera białko. Każda. Zarówno banan, ryż, czy brokuł. Nie ma również takiego czegoś jak humanitarny ubój, zwierzę też czuje ból. Szanuję to, że Twoje poglądy są tak odmienne od moich pod wieloma względami ale chyba nigdy nie zrozumiem jak osoba która chce dbać o ludzi, pomagać im i nie szkodzić uważa jedzenie mięsa za słuszny wybór…

        • Jeśli Tobie smakuje jedzenie roślin, to ok.jedz, ja Ci nie bronię. Mi nie smakuje. Jem mięso, bo zwierzęta, które są zwierzętami hodowlanymi spełniają taka rolę: hodowane do zabicia i do zjedzenia. Zgadzam się czują ból. Ale czy mucha, albo komar nie czuje bólu gdy ją zabijam? Nie dajmy się zwariować. Zwierzęta nie są ludźmi i nigdy nie będą. Tak, trzeba je szanować, a nie maltretować. Ale nie są ludźmi i niestety, ale nie będą mieć nigdy praw człowieka.

  22. Postanawiam zakończyć dyskusję na temat tego, że poczęte dziecko nie jest człowiekiem. Nie mam ochoty czytać, ani komentować tego co Państwo piszą o poczętym dziecko, że to jest śmieć, zlepek komórek itd.a nie człowiek. Naprawdę żal mi Państwa. Od teraz nie zatwierdzam komentarzy tego typu. Napisałam to, żeby była jasność i nikt się nie burzył, że nie zatwierdzam jego komentarza, bo boję się konfrontacji i nie umiem odpowiedzieć na podane argumenty. Myślę, że wyczerpująco już odpowiadałam we wcześniejszych komentarzach (czasem bardzo obszernych) więc proszę do nich wrócić, poczytać, bo i tak nic nowego nie odpisałabym Państwu w tym temacie, a nie chce się powtarzać.

  23. pryncypałka pisze:

    Ileż osoby, które popierają aborcje mają w sobie buty i egoizmu. Az bije po oczach. Na to nie ma lekarstwa. Te osoby są tak pewne siebie i swoich czynów że nie przyjmują niczego innego do wiadomości. Przykre.

  24. Właśnie dlatego, że sie zapoznałam z ulotką (nie tylko z polską wersją, ale i z angielską), dlatego sie wypowiadam.

  25. Kate pisze:

    Pani Moniko,ładnie Pani to ujęła. Podziwiam Pani cierpliwość w odpowiadaniu na wszelkie komentarze. Niestety wielu popisuje się medyczną wiedzą, a nie jest w stanie/ nie chce przyjąć prostej medycznej prawdy,że z chwilą zapłodnienia zostaje skompletowany nowy unikalny zestaw genów,który zostaje taki sam do końca życia. Że od tej chwili nowy organizm już tylko rośnie i rozwija się i nie ma już innej tak wyraźnej granicy między człowiekirm a jeszcze nie-człowiekiem. Trudno nic na siłę. Ja myślę, ze ta prawda jest tak prosta, że niektórych korci żeby ją sobie skomplikować. Nie ma na to rady. Ale były czasy, że powszechnie zastanawiano się czy Murzyni,Indianie i kobiety są ludźmi. Były czasy ze małych dzieci nie uważano ludzi. Wierzę że i w tej dziedzinie nastąpi postęp.

  26. Napiszę jeszcze raz, żeby nie było wątpliwości dlaczego niektóre komentarze nie pojawiają się:
    Postanawiam zakończyć dyskusję na temat tego, że poczęte dziecko nie jest człowiekiem. Nie mam ochoty czytać, ani komentować tego co Państwo piszą o poczętym dziecko, że to jest śmieć, zlepek komórek itd.a nie człowiek. Naprawdę żal mi Państwa. Od teraz nie zatwierdzam komentarzy tego typu. Napisałam to, żeby była jasność i nikt się nie burzył, że nie zatwierdzam jego komentarza, bo boję się konfrontacji i nie umiem odpowiedzieć na podane argumenty. Myślę, że wyczerpująco już odpowiadałam we wcześniejszych komentarzach (czasem bardzo obszernych) więc proszę do nich wrócić, poczytać, bo i tak nic nowego nie odpisałabym Państwu w tym temacie, a nie chce się powtarzać.

  27. Kerridis pisze:

    Witam, przeczytałam tylko część dyskusji i chyba troszkę tu się zgubił sens. Nie oceniam żadnej decyzji, ale każdy ma prawo do wiedzy. Po pierwsze moim zdaniem ukrywane są konsekwencje brania tabletki dla zdrowia kobiety. Jeśli ktoś chce skorzystać, to niech według własnego sumienia korzysta, ale niech wie co się z tym wiąże, jakie są niebezpieczeństwa. Opakowanie czegoś w ładną nazwę nie sprawi, że stanie się to bezpieczne. Podobnie było ze środkami, które bardzo dużo lekarzy przepisywało kobietom jako antykoncepcyjne, a które w rzeczywistości miały leczyć nadmiar testosteronu – Diane 35. Tanie, bo refundowane, recepta w trymiga, bez badań, bez zbędnych formalności. Niektóre kobiety brały je kilka lat. I mieliśmy chyba 3 lata temu informację, że pojawiły się skutki uboczne w postaci chociażby udarów mózgu. I we Francji (nie wiem jak w Polsce) wycofano ten lek. Mam nadzieje, że zdrowie ludzi, a przede wszystkim rozwijających się dziewczyn nie jest ważniejsze niż wpływy z otwartego rynku takich środków. Mówię mam nadzieję, ale szczerze? Jak ktoś mi mówi, że taka pigułka jest zdrowa i nie ma skutków ubocznych, to ja się pukam w czoło i mówię, żeby się dokształcił. Dla mnie niemożliwym jest, żeby coś co przerywa naturalny cykl organizmu (mam nadzieję, że jesteśmy zgodne co do tego, że zapłodnienie, a potem ciąża są naturalnym skutkiem współżycia) jest zdrowe. Jest to ogromna ingerencja, nikt nie da nam gwarancji, że skutki przyjmowania tego środka nie wyjdą za parę lat.

  28. AtH pisze:

    No, z tym że w ciążę można zajść kilka dni po owulacji, to troszkę Pani przekoloryzowała – żywotność komórki jajowej liczy się w godzinach, nie w dniach.

    • Ale ona potrzebuje trochę czasu, żeby „przewędrować” :) Dlatego ustalając dni płodne zawsze trzeba wziąć to pod uwagę. Warto pytać się też specjalistów w tej dziedzinie.

  29. Agata pisze:

    Zauważyłam, że wszyscy którzy popierają aborcję zdążyli się już urodzić. ;)

  30. Kokia pisze:

    Post ten kieruje do kobiet szczególnie… ale nie tylko.
    Tabletka, której poświęcony jest artykuł, nie ma działania wczesnoporonnego. W artykule czytamy, że nie można powstrzymać tego co już trwa. Otóż można. Organizm kobiety jest takim tworem, że wystarczy go choć odrobinę zachwiać, aby jego procesy naturalne zostały zahamowane albo przesunięte w czasie. Żeby doszło do jajeczkowania musi pęknąć pęcherzyk (chyba nie powinnam tego przypominać – lekcja na poziomie 4 klasy szkoły podstawowej). Wystarczy, że zachwiany poziom hormonów wstrzyma ten proces na parę dni. Owszem – komórka jajowa wtedy obumrze, co doprowadza do „niezapłodnienia” a uparci ludzie już ten fakt mogą nazwać aborcją… Niestety jeśli liczyć że kobieta miesiączkuje 12 razy do roku, przez około 40 lat (zaokrąglam dla łatwości liczenia) oraz jako katoliczka współżyje 2 razy i ma dwójkę dzieci to wykorzysta 2 z aż 480 okazji. Jeśli aborcją nazywamy powstrzymanie (CZASOWE PRZESUNIĘCIE) pęknięcia pęcherzyka, to te 478 niezapłodnionych jajeczek też powinno być aborcją – a to chyba trochę kuriozalna opcja.
    W prawie polskim (a może i międzynarodowym – nie wiem) istnieje bardzo niebezpieczna nieścisłość, a mianowicie czym jest zapłodnienie (bo o aborcji prawnie mówimy, gdy dojdzie do przerwania ciąży, która zaczyna się w momencie zapłodnienia). Otóż sięgnęłam właśnie po podręczniki szkole z podstawówki, gimnazjum oraz liceum (mam lat 22, więc wiedza w nich zawarta jest teoretycznie świeża) i czytam „zapłodnienie to proces zagnieżdżenia się połączonej komórki jajowej z plemnikiem w ścianie macicy”. Tymczasem w opracowaniu „naukowym” czytam, że „zapłodnienie to połączenie się komórki męskiej i żeńskiej LUB zagnieżdżenie się ich w ścianie macicy” I tu pojawia się problem. To, że w definicjach naukowych nie powinno być miejsca na wybór opcji to jedna sprawa. Jeszcze gorsze jest to, że nie mamy możliwości określenia jasno kiedy zbitek komórek staje się istotą.
    „Ciało kobiety to nie ciało dziecka” tu się nie mogę zgodzić podwójnie. Przez pierwszy miesiąc ciąży organizm traktuje ową zbitkę komórek jak wirusa. Kiedy poroniłam bardzo we mnie uderzyły słowa ginekologa, który powiedział: „dla organizmu to był pasożyt”. Wraz ze zdobyciem wiedzy rozumiałam to. Cało kobiety to jest swoisty inkubator, który gwarantuje życie tej istocie. Nie mniej jednak ma ono swoje potrzeby, dlatego aż 85% połączonych komórek zostaje samoczynnie wydalonych z organizmu zanim się zagnieżdżą.
    Kobieta jest płodna przez 12 do 24 godzin, przy czym od dwunastej godziny z każdą chwilą coraz mniej. Tym samym jeśli do jajeczkowania doszło ponad dobę wcześniej, prawie że nie ma szans na ciążę.
    Mam też taką, może nietaktowną uwagę. Wiedzę o procesach w organizmie niech głoszą naukowcy a nie teolodzy. Informacje o tym co i jak wygląda, co po czym się dzieje i dlaczego powinny być suchymi faktami, pozbawionymi wszelkiego zabarwienia natury etycznej. Etyka i religijność to sprawa indywidualna. Katolik ma prawo mieć takie zdanie, buddysta inne, ateista inne. Każdy człowiek moralne granice niech wyznaczy sobie sam.

    • Tylko, że dziewczyna chcąca połknąć pigułkę nie ma stu procentowej pewności, czy czasem już nie doszło do zapłodnienia.
      Jeśli chodzi o życie człowieka, nikt sam sobie nie ma prawa wyznaczać granic – czy zabić poczęte dziecko, czy nie. Ludzi się nie zabija.

      • Kokia pisze:

        Pani Moniko. W wieku lat 15 dowiedziałam się, że cierpię na dość rzadką chorobę i mam około 5 (!) lat na zajście w ciążę. Informację tą zdobyłam przypadkiem, gdy moja babcia umierała na raka jajnika a ja w panice, wtedy jeszcze jako dziewica, pobiegłam do ginekologa upewnić się, że wszystko jest dobrze. Było to swojego rodzaju szczęście w nieszczęściu. Dzięki temu udało mi się jeszcze powalczyć. Sama ze swoim narzeczonym, którego dziecko straciłam, nigdy nie użyłam żadnej metody zabezpieczenia przed ciążą. Była to nasza wspólna decyzja. Katoliczką nie jestem. A może inaczej – trochę się pogniewałam z kościołem. Ze względu na swoją sytuację nie wyobrażam sobie brania takiej tabletki, bo jak mało kto w moim wieku szanuje cud życia i poczęcia. Dla mnie już środki hormonalne są poronionym pomysłem, choć sama musiałam je brać, żeby wydłużyć choć trochę czas płodności. Zamęt jaki wprowadzają do organizmu odchorowuje się LATAMI. „Czyny przeciwne naturze, budzą przeciwny naturze niepokój” – takie jest moje podejście.
        Post napisałam głównie dla tego by wskazać ogromny problem naukowy, jakim jest niedopuszczalna rozbieżność definicji. Część naukowców mówi, że dopóki zygota (nienawidzę tego określenia) nie zagnieździ się z macicy nie dochodzi do podziału komórkowego, więc to przyszłe życie „nie rośnie”. Tym samym motywują możliwość usunięcia zbitki komórek. Problem natury etycznej jest tu oczywisty. Najprościej by było gdyby – mówiąc kolokwialnie – ktoś udał się do Boga i zapytał: „ej! A kiedy to tak właściwie zsyłasz dusze do tego zlepka?” Niestety nie mamy takiej możliwości, i niestety nie mamy jak tego zbadać naukowo. Każdy ma prawo postąpić zgodnie z własnym sumieniem, ale o ile łatwiej by było prawnie uregulować pewne rzeczy, gdyby definicje nie zostawiały takich nieścisłości?
        W ulotce teoretycznie czytamy, że ciążę należy najpierw wykluczyć. Ja, obserwując swój organizm, powiedziałabym z 95% pewnością, czy jestem w ciąży czy nie. Czy większość kobiet sięgając po tą pigułkę umiałaby to zrobić – NIE. Czytając fora internetowe, gdzie podczas okresu (!) pękła gumka i ona bierze tabletkę po – no po prostu ręce opadają.
        Tabletka ta nie zawiera hormonów, tylko „antyhormon”, który wpływa na jego naturalne wydzielanie w organizmie – tym samym ta dawka nie jest tak katastrofalna, bo to organizm sam sobie wytworzy hormon zgodnie ze swoją normą [tego do końca nie jestem pewna – tyle rozumiem z opracowań naukowych]
        Pozdrawiam

        • Dziękuję za to, że chciała się Pani podzielić swoją historią (dość bolesną). Chciałam jeszcze dodać do tego wcześniejszego postu, że taki lekarz, który mówi do kobiety, która właśnie poroniła, że to dziecko dla jej organizmu było jak pasożyt, w ogóle nie powinien pracować. Kompletny brak empatii i zrozumienia cierpienia. Bardzo mi przykro, że Panią tak bardzo życie doświadcza. Dlatego tym bardziej cieszę się, że pomimo tego tak pięknie potrafi patrzeć na świat, na poczęte dziecko. A co do pogniewania na Kościół, to Pan Bóg czasem prowokuje człowieka takimi sytuacjami do szczerej rozmowy, do kłótni z Nim. Bo On pragnie Pani serca, tego co dzieje się tam na dnie.
          Życzę Pani pięknych Świąt. Pozdrawiam serdecznie.

          • Kokia pisze:

            Na kościół pogniewałam się nie ze względu na moją chorobę, tylko na ze względu na ich politykę ślubną. Nie będę tu rozwijać tego wątku, bo nie tym temat. Jeśli jest Pani ciekawa to mogę Pani w prywatnej wiadomości przybliżyć to jak działają kościoły w Warszawie – a przynajmniej 5 z nich.
            Komentarz ginekologa był ciosem i to ogromnym, choć na przeciw wszystkiemu pozwolił mi się z tym jakoś pogodzić. Wiem, że to trochę okrutne, ale taka prawda. Całe pocieszenie w tej sytuacji jest takie, że dzięki tej niestety krótkiej ciąży jest jeszcze nadzieja, i od następnego cyklu rozpoczynamy ponownie starania o dziecko.
            Jestem osobą dość liberalną, każdy, póki trzyma się norm prawnych i sumienia, ma prawo robić co chce. Niemniej jednak uważam, że KAŻDA osoba rozpoczynająca współżycie powinna mieć w głowie, że zostało ono zaprojektowane do płodzenia. Bez względu na to ile i jakie metody antykoncepcji stosują pary, metody te potrafią zawieść. A wtedy wygrywa natura. Ja jestem zwolennikiem zasady „powiedziałeś pół alfabetu, to dociągnij go do końca”. Dla mnie problemy, i dramaty zaczynają się gdy w grę wchodzi gwałt. Doświadczony lekarz po usg i teście LH powie, czy doszło do jajeczkowania, czy kobieta jest jeszcze przed nim. Jeśli jest przed – sprawa jest oczywista – tabletka ta jest antykoncepcją. I wtedy można ją przyjąć z czystym sumieniem. Jeżeli jakim magicznym cudem gwałt odbył się w dni jajeczkowania, sprawa już nie jest tak oczywista. Tu odwołać należy się do własnego sumienia. Myślę, że zawsze będzie się łatwo o tym pisało w teorii, a gdyby przyszło co do czego (oby nikomu się to nie stało) to decyzja już taka łatwa by nie była.
            Dziękuję za życzenia, i spóźnione odwzajemniam oraz Pozdrawiam

  31. Anka pisze:

    Moja koleżanka z powodów osobistych była zmuszona do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej, ale była w bardzo wczesnej ciąży (3 tydzień). Wtedy w aptekach nie było dostępnych środków ‚bez recepty’, do lekarza bała się iść, więc zamówiła tabletki wczesnoporonne ze strony http://girlinneed.com i odziwo kuracja okazała się skuteczna.
    Do kobiety powinno należeć prawo decydowania o sobie i o tym czy chce mieć dziecko, czy nie…

    • Kuracja??? Zabicie nienarodzonego dziecka nazywa Pani skuteczną kuracją???
      Tak, zgadzam się, że do kobiety powinno należeć prawo decydowania o sobie i o tym czy chce mieć dziecko, czy nie… Ale jak już je ma, to nie może go zabić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *