List do wojującego ateisty

old-letterNa początku chcę zastrzec, że tym listem nie mam zamiaru Cię nawracać, więc możesz być spokojny:)

Piszę ten list do Ciebie, bo chcę zrozumieć jedną rzecz: jeśli nie wierzysz w Boga, w to, że On istnieje (a masz takie prawo, bo jesteś wolnym człowiekiem i nikt nie może Cię zmusić, byś w Niego wierzył), to dlaczego tak zacięcie o tym dyskutujesz (w mediach – pisząc artykuły, blogi, felietony, udzielając wywiadów, biorąc udział w programach publicystycznych; komentując na facebooku, na różnych stronach internetowych itd.)? Dlaczego poświęcasz tyle czasu na coś, co wedle Ciebie nie istnieje? Po co walczyć z czymś czego nie ma? Nie szkoda Ci czasu?

Dlaczego tak strasznie wkurza i denerwuje Cię to, że np. w jednym serwisie „Wiadomości” pokazano, że Jezus jest żywy i uzdrawia, uwalnia tak samo jak 2 tysiące lat temu? Twoja reakcja na ten materiał to złość i atak. Jeśli w „Wiadomościach” emitowane są materiały o marszach równości, w którym wzięło udział 2 tysiące osób, to dlaczego nie można wyemitować materiału o rekolekcjach, w których uczestniczyło 50 tyś. osób? Bo co? Bo wtedy bierze w łeb to, co tak skrupulatnie niektórzy nam wpajają, że niby Kościół chyli się ku upadkowi, że coraz mniej ludzi do niego chodzi itd., a nagle okazuje się, że jest to kłamstwo.

Wytłumacz mi, czy według Ciebie, jeśli jest to publiczna telewizja, to nie można w niej pokazać żywego Kościoła, Jego prawdziwego oblicza? Kościoła, w którym Jezus uzdrawia, uwalnia? Tylko, jeśli już jest wzmianka o Kościele, to trzeba pokazywać Kościół pełen pedofilów, tak? Dlaczego jest tyle krzyku o to, gdy w mediach powie się dobrze o Kościele, a gdy źle, to jest ok? Wtedy jakoś nie krzyczysz, że to jest niedopuszczalne, że w każdym serwisie informacyjnym trąbią o księdzu pedofilu, a jest wręcz odwrotnie: im więcej tych informacji jest, tym bardziej Cię to cieszy. Mam pomysł. Zbierzmy ilość godzin poświęconych w publicznej telewizji na temat księży pedofilów, i tak dla równowagi tyle samo czasu teraz poświęćmy na pokazywanie w niej przedsięwzięć ewangelizacyjnych, rekolekcji, spotkań modlitewnych, świadectw osób nawróconych itd. Jesteś przeciwny? Czemu? Przecież to też są informacje o Kościele. Nie bądź stronniczy.

Tak bardzo jesteś czuły na punkcie dyskryminacji. Według Ciebie katolicy nie powinni być dyrektorami szpitali, dziennikarzami, politykami, nauczycielami od edukacji seksualnej itd., bo nie są neutralni światopoglądowo. No chyba że zostawiają swoją wiarę za drzwiami pracy, to wtedy ok. Ale czego tu się bać? Przecież jeśli ktoś jest wierzącym-praktykującym, to tylko same korzyści dla pracodawcy, bo wtedy jest pewny, że ten pracownik, który nie zostawił dekalogu za drzwiami pracy, nie będzie kradł, zabijał, obmawiał, oszukiwał itd. Nie twierdzę, że jeśli jesteś ateistą, to tych zasad nie będziesz przestrzegał, ale chcę pokazać, że bycie katolikiem nie oznacza, że ktoś będzie gorzej lub mniej kompetentnie wykonywał swoją pracę. Pomyśl, jakbyś się czuł, gdyby ze względu na Twój światopogląd ateistyczny nie przyjmowali Cię do pracy, albo z tego względu zwalniali Cię? Nie czułbyś się dyskryminowany? Dlatego jedna rada: nie rób drugiemu co tobie niemiłe.

Domagasz się, a nawet żądasz, by szkoła była neutralna światopoglądowo, ale nie przeszkadza Ci fakt, że w książce do języka polskiego jest tekst, który zachęca dziecko do oddania duszy diabłu w zamian za uzyskania zdrowia dla bliskiej osoby. Już sobie wyobrażam Twoją reakcję gdyby ten tekst był o oddaniu swojej duszy Jezusowi, aby On uzdrowił chorą osobę…. Byłby niezły szum medialny, no bo jak to, przecież to nie religia, a polski, więc o oddaniu swojego życia Panu Bogu absolutnie nie może być mowy w tych książkach, bo szkoła ma być świecka. Aha, czyli według Ciebie świeckość szkoły ma polegać na wprowadzaniu dzieci w świat satanizmu? Gratuluję takiego rozumowania. Jak widać w ostatnim czasie komuna wraca, ale w gorszej wersji, bo w białych rękawiczkach (że niby to wszystko dla dobra dzieci). Wtedy też w książkach nic nie można było wspomnieć o Bogu, ale przynajmniej nie promowano satanizmu….

Nie wiem jak Ty, ale gdy słyszę o tym, że ktoś wierzy w Latającego Potwora Spagetti to mnie to śmieszy i nic więcej. Myślę: ok, niech sobie wierzy – jego sprawa. I nie chciałoby mi się pisać felietonów, rozprawek, artykułów itp., które by udowadniały, że ten Potwór nie istnieje. Ja po prostu mam pewność, że on nie istnieje, więc nie muszę sama siebie i innych wokół utwierdzać w przekonaniu, że mam rację.

Jeśli z taką ogromną nienawiścią wypowiadasz się o katolikach, gdy tak głośno krzyczysz, że Boga nie ma, to tak naprawdę jesteś bardzo niepewny tego, więc poprzez atak, obraźliwe słowa musisz jakoś tego człowieka ośmieszyć, bo podświadomie czujesz, że jest prawdą to, co mówi i to, w co wierzy. Przemyśl sobie to, bo dajesz się wykorzystywać szatanowi, który specjalnie wzbudza w Tobie tą nienawiść, by niszczyć ludzi, którzy służą Bogu.

Wiesz, mnie nie denerwuje, że reagujesz złością na jakąkolwiek oznakę istnienia Boga, ale paradoksalnie – strasznie cieszy! Bo to potwierdza, że człowiek na dnie serca ma ogromna tęsknotę za Bożą Miłością, za Jezusem i podświadomie Go jednak szuka. Gdyby tak nie było, to jeden materiał w „Wiadomościach”, czy nawet jeden komentarz na facebooku o tym, że Jezus żyje, że On istnieje (wśród tysięcy, które mówią, że to jest manipulacja, placebo, ciemnogród, szamaństwo itd.), powinien być raczej zignorowany, niż wywoływać tak skrajnie negatywne emocje, budzić tyle niepokoju i nienawiści w Twoim sercu. Potwierdza się to, co napisał św. Augustyn, że „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”.

Na koniec zdradzę Ci pewnie sekret: na dnie serca każdego ateisty jest Bóg, który woła: „JA JESTEM!” I to wołanie sprawia, że nie przechodzisz obok tego obojętnie, ale nie daje Ci ono spokoju. I nie będzie dawało spokoju, dopóki nie pozwolisz spotkać się Miłości. Bóg nie da Ci spokoju, nie odpuści tak łatwo, bo za bardzo jesteś dla niego cenny. Będzie Cię tak długo szukał aż w końcu Cię odnajdzie. A wtedy pokój powróci, bo w końcu Twoje serce odnajdzie to, za czym tak bardzo tęskniło. Życzę Ci tego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

65 odpowiedzi na „List do wojującego ateisty

  1. Grzegorz Kramer SJ pisze:

    Co raz bardziej jestem przekonany, że nie ma wojujących: ateistów, katolików, muzułmanów, matek, nauczycieli.
    Są po prostu wojujący ludzie, reszta jest tylko przykrywką.

    • Ale to wojowanie skądś się bierze, bo nie jest to cecha charakteru z którą człowiek się rodzi. Często ktoś mocno zraniony nie chce czuć bólu swojej rany dlatego wojowanie jest dla niego przykrywką do tego co ma na dnie serca.

      • Saskia pisze:

        Obojętnie skąd się to wojowanie bierze, to ciągle są ludzie – wojujący ludzie.

        • Bo jeśli nie oddychają Bogiem, to duszą się samym sobą, więc muszą wojować by mieć jakikolwiek tlen

          • RG pisze:

            Z niczym poza przemocą, nierownością i ignorancją nie wojuję. Działania Boga nie odczuwam, nie wykluczamtwoje też jego istnienia. Twoje przekonanie jest dość naiwne.

          • A czyżby w Kościół był za przemocą nierównością i ignorancją, że musisz z Nim wojować?
            Naiwne mówisz….Hmm…A czy idąc na operację z narkozą, oddając się całkowicie w ręce lekarza jesteś naiwny, że Cie wyleczy? Analogiczna sytuacja.

          • RG pisze:

            Spokój w sercu powiadasz? Gdzie jest on u Ciebie? Napisałem z czym „wojuję”. Nie wymieniłem Kościoła, czemu więc zakładasz, że z nim walczę i czemu na mnie naskakujesz?

            Kościół może być dobry, wielu ludziom z pewnością pomaga stawać się lepszym człowiekiem czy być szczęśliwym, ja tego nie potrzebuję, ale akceptuję. Gdy słyszę jednak, że przywódcy Kościoła (szczególnie w Polsce) wykazują się ignorancją i wygadują głupoty np. o homoseksualiźmie to z tym zjawiskiem prowadzę polemikę.

            Zanim odpiszesz przeczytaj z 3 razy co napisałem. Naiwny jest moim zdaniem pogląd, że „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu” i przedstawiony w całym akapicie z tym cytatem. Są rzeczy z którymi walczę i jasno Ci je wymieniłem. Znam bardzo mało ludzi, równie spokojnych co ja, a znam masę głęboko wierzących ludzi – od podstawówki przez 8 lat byłem w Ruchu Światło-Życie, zrezygnowałem przed 3 st. ONŻ po ponad roku w Diakonii Modlitwy i posługi jako animator w naszej wspólnocie. Owszem, mam niespokojną duszę, ale to z miłości do doświadczania, poznawania, odkrywania, tworzenia nowych rzeczy, zwyczajnie nie potrafię usiedzieć na miejscu bez robienia czegoś nowego lub przynajmniej rozmów i rozmyślań o tym. W Bogu nie odnajdywałem spokoju, teraz gdy uczciwie mówię, że nie wiem nic o Absolucie (czy jest, jaka jest jego istota itd.) jestem spokojny, szczęśliwy i pewny siebie (w sensie tego jak chce żyć i jakim chce być człowiekiem, nie pyszny) jak nigdy wcześniej, nie przeczę, że są ludzie którym wiara pomaga znaleźć spokój, mi w tym jednak przeszkadzała.

            Lekarze są spoko serio.

            Pozdrawiam.

          • Głupoty o homoseksualizmie powiadasz? A jakie?

  2. old_man pisze:

    Bardzo dobry tekst. Dziękuję.

  3. PanWSukience pisze:

    Nie spełniam pewnie wszystkich wymagań na wojującego ateistę, ale skoro tu trafiłem i się wypowiadam, to pewnie spełniam ich wystarczająco wiele. Tak czy siak odpowiem na list z punktu widzenia ateisty.

    Najpierw mały przykład. Ma być wyraźny, więc będzie skrajny, proszę się jeszcze nie obrażać. Wyobraź sobie, że jakiś muzułmanin planuje podłożyć bombę pod mój blok, ponieważ wierzy, że tego chce Allach. Ja jako ateista w Allacha nie wierzę. Czy mam się zatem nie przejmować? Niedoczekanie! Może i nie wierzę w boga, ale muzułmanie są jak najbardziej rzeczywistością a ich działania mogą mieć na mnie wpływ. A jeśli swoje działania motywują jakimś Allachem, to tym gorzej ideę Allacha oceniam.

    W Polsce na szczęście bomba pod blokiem od katolików mi nie grozi. Ale nie zapominajmy, że katolicy to ludzie tacy sami jak wszyscy, mają swoje cele, swoje ambicje, często chcą władzy. Dlaczego miałbym udawać, że katolicy nie istnieją? Pogląd, że ateiści walczą z Bogiem jest bardzo naiwny (ale pewnie dla katolików wygodny). Katolicy (muzułmanie, hinduiści,…) to nie Bóg! To ludzie z pewną ideologią.

    Wiesz, mnie nie denerwuje, że reagujesz złością na jakąkolwiek oznakę istnienia Boga, ale paradoksalnie – strasznie cieszy! Bo to potwierdza, że człowiek na dnie serca ma ogromna tęsknotę za Bożą Miłością, za Jezusem i podświadomie Go jednak szuka.

    Kontynuacja naiwnego myślenia. To tak jakby twierdzić, że polemika z marksistami świadczy o podświadomym szukaniu Marksa. Dodatkowo nie spotkałem się jeszcze z oznaką istnienia Boga.

    Nie wiem jak Ty, ale gdy słyszę o tym, że ktoś wierzy w Latającego Potwora Spagetti to mnie to śmieszy i nic więcej. Myślę: ok, niech sobie wierzy – jego sprawa.

    A czy zdarzyła ci się ostatnio sytuacja w rodzaju: w konstytucji Twojego państwa jest odwołanie do Latającego Potwora; w sejmie Twojego państwa na ścianie wisi paczka makaronu; dewizą wojska Twojego państwa jest „Potwór Spagetti, Honor, Ojczyzna”; dzieci są nauczane i egzaminowane z wiedzy o Latającym Potworze w państwowych szkołach. Oczywiście to tylko przykłady, może być cokolwiek w tym rodzaju. Spotkałaś się z tym ostatnio? Nie? No to wyobraź sobie, że ja tak. Z tym, że zamiast „Latający Potwór Spagetti” wstaw sobie „Bóg/Jezus”, ale z mojego punktu widzenia to nie tak wielka różnica. Państwo, w którym mieszkam, jest ciągle ośmieszane. Łatwo Ci jest się nie irytować czymś, z czym nie masz żadnej styczności. Zobacz np. co mówił niedawno biskup Mendyk w Rzeczpospolitej na temat magii i czarodziejów w podręcznikach dla dzieci: „Teksty tego rodzaju pobudzają wyobraźnię, ale mogą stać się dla dziecka dość mocno brzmiącym sygnałem, że dobrym i życzliwym można być dzięki magii. Ale przecież taki świat nie istnieje!”. Czyli biskup w magię nie wierzy, ale protestuje. Co w tym dziwnego, że ja protestuję przeciw nauczaniu, że dobrym można być dzięki „magii” „czarodzieja” Jezusa?

    • Gdybym żyła w kraju w którym 90% społeczeństwa wierzy w Latającego Potwora Spagetti, to nie dziwiło by mnie to i nie protestowałabym przeciw temu, że w sejmie tego państwa na ścianie wisi paczka makaronu; że dewizą tego państwa jest „Potwór Spagetti, Honor, Ojczyzna”; dzieci są nauczane i egzaminowane z wiedzy o Latającym Potworze w państwowych szkołach. Nie próbowałabym na siłę większości narzucić mój punkt widzenia, czyli mniejszości. Uszanowałabym to, że większość w to wierzy. Jasne i proste.

      • PanWSukience pisze:

        W oryginalnej wypowiedzi szydziłaś z ateistów, że walczą z czymś, w co nie wierzą. Wytłumaczyłem zatem, że ateiści interesują się raczej ludźmi wierzącymi, a jak sama zauważyłaś ciężko się od nich uwolnić w Polsce. Mam nadzieję, że to już jest jasne.

        Nie wiem dlaczego twierdzisz, że ateiści próbują narzucić coś większości na siłę. Czy moje wpisy internetowe są formą opresji? Albo taki skrajny i populistyczny Palikot – czy zmusił kogoś do zaprzestania wysyłania dzieci na religię? Wyrażanie swojego zdania a narzucanie to coś innego.

        Zupełnie nie rozumiem stanowiska, w którym nie protestujesz jeśli jesteś w mniejszości. Przecież Latający Potwór to tylko przykład, może chodzić o Harrego Pottera, UFO, lewitujące święte pierogi, albo dowolny inny absurd. Rzeczywiście uszanowałabyś bez mrugnięcia okiem, że ludzie wierzą w Harrego Pottera? Rozum do kosza i nic się nie stało, „jestem w mniejszości, więc siedzę cicho”? A gdyby tak większość w Polsce była zwolennikami prawa, które pozwala na małżeństwa homoseksualne. Nie wyraziłabyś swojego punktu widzenia takim np. postem na blogu w internecie?

        Ja zachowuję sobie demokratyczne prawo wyrażania mojego stanowiska i przekonywania do niego innych, zachowuję sobie prawo do nazwania głupim czegoś, co uważam za głupie. Nawet jeśli to się nie podoba większości.

        • Nie wiedziałam, że wyrażenie swojego zdanie na blogu, gdzie nikogo nie obrażałam jest dla Ciebie szyderstwem.
          W poprzednim komentarzu chodziło mi o to, że jeśli byłabym np.ateistką a żyłabym w kraju gdzie 90% społeczeństwa to katolicy, to nie obrażałabym się gdyby w sali sejmowej, czy w szkołach wisiał krzyż. Uszanowałabym to, że większość ludzi wierzy w Jezusa, więc dlaczego ja miałabym kazywać go zdejmować tylko dlatego, że ja w Niego nie wierzę?

          • PanWSukience pisze:

            Twoje pytanie insynuowało moje irracjonalne zachowanie, dlatego użyłem słowa szyderstwo. Ale zostawmy to, to nie jest istotne. Chodziło o to, że odpowiadam na pytanie.

            Nie do końca wiem jak mam rozumieć ostatnią wypowiedź. Czyli jednak nie szanowałabyś tego, że inni wierzą w Latającego Potwora albo Harrego Pottera?

            Swoją drogą według badań ISKK+GUS deklarujących się jako wierzący jest ok. 81% (dane na 2012). Co to znaczy 90% to katolicy? To tak na marginesie.

          • Jeśli byłaby to znaczna większości, i już od wielu wieków tą wiarą żyliby, to uszanowałabym. Tak samo jak uszanowałabym to, że żyjąc np.Indiach nie robiłabym roszczeń że wszędzie jest posąg Buddy, a nie krzyż. Ktoś kto mieszka w Polsce powinien uszanować, to że większość to są katolicy i nie próbować na siłę wciskać im swojego ateistycznego światopoglądu.

      • Samael pisze:

        Pani Moniko zapomina pani, że statystyki pani kościoła są znacznie zawyżone. Praktykujących katolików jest maks 30% więc nie przesadzałbym z tą większością.

        • Miałam na myśli ludzi ochrzczonych, a nie tylko praktykujących ;)

          • Anna Chowaniec-Kałka pisze:

            Nie sądzisz w takim razie Moniko, że Twoje przypisywanie ‚większościowych praw’ katolikom powinno być zrewidowane?

            Krzyże w miejscach publicznych bo 90% Polaków jest ochrzczonych chociaż ponad połowa NIE wierzy w śmierć Jezusa na KRZYŻU oraz Jego zmartwychwstanie? Czy to nie absurd?

          • Oj…a skąd taka pewność ile osób wierzy w śmierć Jezusa na krzyżu oraz Jego zmartwychwstanie, a ile nie? Przepytałaś wszystkich katolików w Polsce? Nie sądzę…

          • PanWSukience pisze:

            Moniko a Ty przepytałaś wszystkich katolików? Po to są właśnie akcje przeciw krzyżom w sejmie żeby sprawdzić, zobaczyć kto będzie za a kto przeciw. Nikt jeszcze nie wjechał czołgiem do sejmu żeby na siłę usunąć krzyż, wszystko opiera się o demokrację i szukanie większości. Ale rozumiem, że dla Ciebie sprawdzenie byłoby nie na rękę, lepiej znów powtarzać mantrę o 90%.

            Swoją drogą uderzające jest, jak lekko przypisujesz sobie prawo do decydowania za mnie. Ja należę do tych 90% na które się powołujesz. Ale nie obchodzi Cię to co myślę i czego chcę. Mówisz tak, jakby fakt bycia ochrzczonym sprawiał, że na pewno chcę krzyża w sejmie itd. Powołując się m.in. na moją osobę uzasadniasz praktyki, którym jestem przeciwny. Jednak dyktatura.

          • A po co miałabym pytać wszystkich katolików? Dla mnie to jest oczywiste, że jak jesteś katolikiem to krzyż jest dla Ciebie ważny. To tak jakby pytać biegacza narciarskiego, czy lubi biegać na nartach. Absurd pytania.
            Fakt bycia ochrzczonym do czegoś zobowiązuje. jeśli jesteś Dzieckiem Bożym, to żyj jak Dziecko Boże. Interesuje mnie Twoje zdanie, bo gdyby tak nie było, to bym nie odpisywała na komentarze, nie dyskutowałbym z Tobą.

      • ula pisze:

        taka postawa, jaką tu reprezentujesz, nazywa się konformizm.
        podobni ludzie zapisywali się do partii, bo to wtedy była „religia” wiodąca, bo 90% należało.
        miałam kiedyś nauczycielkę, wielką działaczkę partyjną, zawsze pierwsza na pochodach, dzisiaj pierwsza na procesjach…

      • Lolee pisze:

        A kto naliczył aż tylu wierzących katolików? Ochrzczonych, być może. Nie widzę tych 90% ani w swoim środowisku, ani wśród lekarzy, ani w sejmoe. Nigdzie. Ja sama jestem ochrzczona i może przez to ktoś nazwie mnie wierzącą katoliczką, a ja po prostu miałam kilka miesięcy, gdy rodzice postanowili mnie ochrznić, przez co nie miałam na to najmniejszego wpływu.

  4. PanWSukience pisze:

    Czyli widzisz kłamstwo wiary w Harrego Pottera, ale wyrzucasz rozum do kosza i nie protestujesz… bo jest stare? Nie mieści mi się to w głowie. Jak coś jest głupie ale stare, to jest lepsze niż głupie i nowe?

    Nadal nie rozumiem, co masz na myśli mówiąc „uszanować” albo „nie próbować na siłę wciskać”. Czy uzasadnianie/przekonywanie do moich poglądów to jest wciskanie na siłę? Nawet jeśli mam roszczenia, czy przekonywanie, że one są słuszne, to źle?

    • Cały czas powtarzam, że jeśli duża i to duża większość w społeczeństwie wierzy w Boga, to jakim prawem ta mniejszość ateistów chce by zdejmować kryże? jakim prawem oni uzurpują sobie prawo by rządzić większością? Uszanowanie tego co wierzy dane społeczeństwo, to schowanie do kieszeni pychy- że wszyscy muszą myśleć, robić i nie wierzyć tak jak ja.

      • Anna Chowaniec-Kałka pisze:

        Moniko, czyli z tych wszystkich argumentów, które przytaczałaś w artykule pozostał tylko jeden: „jest 90% katolików, należy szanować wybory większości”? Nie będę się teraz rozwodzić nad niebezpieczeństwem tezy jakoby ZAWSZE należało szanować wybory większości (co zdajesz się rozumieć jako siedzenie cicho) warto jednak zauważyć, że:

        chociaż poparcie in vitro wśród Polaków to 79%, 63% usprawiedliwia aborcję w przypadku zagrożenia zdrowia matki, a 98% dopuszcza aborcję w przypadku zagrożenia życia – Ty nie zgadzasz się z tymi większościami o czym głośno mówisz. (Przypominam, że według wykładni judaizmu in vitro jest łaską Bożą – procedura jest zalecana przez rabinów więc analogia jest jak najbardziej słuszna. Według Twojego rozumowania przeprowadzając się do Izraela powinnaś nie wypowiadać się negatywnie na temat tej procedury jak to robisz tutaj w Polsace na przykład na fanpageu „Polityki” – powinnaś siedzieć cicho i szanować wolę większości).

        Zastanówmy się jednak nad tą większością wierzącą w Boga na którą się powołujesz. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że według najnowszych badań statystycznych tylko 47 procent Polaków wierzy w Zmartwychwstanie Jezusa, w Jego śmierć na krzyżu 48% (źródło TNS – wygoogluj, reszta wniosków pewnie Cię zaskoczy).

        Czy jeżeli ktoś nie wierzy w Boskość Jezusa (jego zmartwychwstanie oraz śmierć na krzyżu) może zostać zaliczany do większości do której Ty go zaliczasz? To, że ktoś mówi, że wierzy w Boga nie znaczy, że ma na myśli tego Boga, którego masz na myśli Ty lub episkopat KK.

        „Znaczna większość” zmniejszyła się przynajmniej do czterdziestu kilku procent. Możesz powiedzieć, że to cały czas większość, ale skąd wiesz ile z tej większości jest za tym by w miejscach pulicznych był symbol katolicyzmu? Może warto się zapytać? Może część z tych osób jest bardziej za dialogiem społecznym i bardziej ceni sobie zgodę międzyludzką niż respektowanie praw (domniemanej) większości do wieszania symboli ich religii w miejscach publicznych?

        PS Brak pluralizmu religijnego w Polsce może Cię cieszyć, ale nie można nie zauważyć, że jest on efektem czegoś bardzo złego – II Wojny Światowej. Takie jednolite religijnie społeczeństwo jest tworem sztucznym (na początku XX w. Polsce Katolików było około 60%). Ja uważam, że brak prulaizmu religijnego jest szkodliwy: zamiast dialogu mamy powoływanie się na większość. W krajach, w których jest wiele religii hierarchowie zdają sobie sprawę z tego, że należy prowadzić dialog nie tylko z niewierzącymi (których zawsze jest w społeczeńśtwie bardzo mało), ale również z innymi wyznaniami (jest wiele wierzeń, każde uważają, że reprezentują wolę Boga, nie ma podziału: Bóg (my) albo wy). Nie ma tam problemu krzyża w miejscach publicznych bo dostojnicy kościołów zdają sobie, że obok krzyża musiałyby zawisnąc dzisiątki symbolil innych religii (nikt nie sprzeciwia się wieszaniu symboli religijnych w instytucjach prywatnych, na przykład szkołach). Jako ciekawostkę dodam, że podobne statystyki dotyczące katolicyzmu były we Francji w latach 70tych (około 40% praktykujących), teraz Francja jest jednym z najbardziej laickich (formalnie/konstytucyjnie) państw na świecie. Możliwe, że w Polsce taki stan rzeczy będziemy mieli jeszcze za Twojego życia. Czy tak łatwo Ci będzie wtedy przyjąć inny układ sił społecznych? Czy nie będziesz wtedy mówiła o tłamszeniu mniejszości? Jeżeli tak, to przypomnij sobie wtedy to co piszesz teraz…

        Dla formaloności: to, że nie identyfikuję się z KK nie oznacza, że nie wierzą w Boga. Chciałabym aby katolicy w Polsce zdali sobię sprawę, że jeżeli ktoś nie jest katolikiem (chrześcijaniniem) to nie znaczy, że musi być ateistą. Bóg w którego Ty wierzysz nie musi być Bogiem, w którego wierzy ktoś inny. Chciałabym aby w Polsce szanowane były inne wyznania (w tym również nie identyfikowanie się z żadnym wyznaniem), a nie tylko większościowy katolicyzm.

      • PanWSukience pisze:

        W sumie zgadzam się z tym, co napisała Anna, ale mimo to odpowiem też od siebie. Jakim prawem? Prawem demokracji. Nawet jeśli jest tak jak mówisz i 90% się ze mną nie zgadza, to i tak wygłaszam swoje poglądy a następnie zbieram ludzi, którzy myślą podobnie oraz próbuję przekonać innych. Oczywiście rozumiem, że moje żądania mogą nie zostać spełnione od razu, może i nigdy. Ale mam prawo spróbować.

        To co Ty proponujesz Moniko, to dyktatura aktualnej większości. Próbujesz doprowadzić do sytuacji, w której mniejszość nie może promować własnych pomysłów, żeby nie mogła zaszkodzić dyktatorowi.

        • Może swoje poglądy wygłaszać, promować, ale nie może narzucać im swoich poglądów.

          • Anna Chowaniec-Kałka pisze:

            Czy mogłabyś napisać jakiś konkretny „promowania”, które NIE jest według Ciebie „narzucaniem” przez ateistę?

            Ja czasami mam wrażenie, że samo informowanie, że jest się niewierzącym jest uznawane przez katolików za narzucanie… Wyprowadzisz mnie z błędu?

          • Np.podejmowanie działań, by krzyża nie było w miejscach publicznych (w szkołach, w sejmie itd).

  5. Marek Kulawiński pisze:

    Jezus nie jest wirtualnym Latającym Potworem albo Harrym Potterem , jest postacią historyczną ,realną , Jego przekaz dla człowieka opiera się na prawdzie i miłości : kochaj bliżniego ,jak siebie samego ,nie czyń drugiemu ,co tobie nie miłe ,nie zabijaj ,nie kradnij ,czcij ojca swego i matkę swoją itd. ,są to zasady wspólne dla nas wszystkich i wierzących i nie wierzących i to nas powinno łączyć ..bo jakie zasady ,jaką prawdę ma nam do przekazania np. latający potwór ?…żadnej ! ,więc nie zestawiajmy z sobą rzeczy niezestawialnych ,bo to irracjonalne … Tak jak my katolicy nie potępiamy ateistow , tak prosimy ,by ateiści ,nie walczyli z nami ,tylko dla tego ,że wierzymy w Boga miłości ,który nas stworzył i towarzyszy nam co dnia i w pracy i w odpoczynki i ..nie zamierzamy Go zostawiać za drzwiami naszych domów ,miejsc pracy ,czy gmachu sejmu ,gdzie stanowi się prawo dla nas wszystkich wspólne .

    • PanWSukience pisze:

      Jezus postać historyczna nie żyje od jakichś 2000 lat. Jezus, z którym ludzie rozmawiają dziś, jest tak samo realny jak Latający Potwór czy Harry Potter. Zgadzam się, że Jezus powiedział mnóstwo mądrych rzeczy. Ale to nie usprawiedliwia istnienia organizacji ludzi, którzy przywłaszczają sobie prawo do jedynej słusznej interpretacji tego, co było powiedziane dawno temu w zupełnie innej epoce.

      Jak sam powiedziałeś prawo dotyczy nas wszystkich. Jeśli żądasz akceptacji dla faktu, że nie zostawiacie Boga przy stanowieniu prawa, a jednocześnie wymagasz ode mnie, że ja zostawię swoje poglądy przy ocenianiu tego prawa, to albo jesteś hipokrytą, albo traktujesz mnie jako obywatela drugiej kategorii. Tak czy siak kiepskie uzasadnienie.

      A teraz słów kilka na temat

      Tak jak my katolicy nie potępiamy ateistow , tak prosimy ,by ateiści ,nie walczyli z nami

      Kiedy byłem dzieckiem we wczesnej podstawówce, to nie bardzo jeszcze wiedząc co to holokaust uczyłem się na religii o Rudolfie Hoessie, który najpierw obraził się na księdza, potem na instytucję Kościoła, potem na Boga, a potem mordował ludzi w Auschwitz. Takie przesłanie – odejdziesz od Boga będziesz zły – pojawiało się często w różnych kazaniach/artykułach/innych wypowiedziach, da się łatwo znaleźć i dziś. To jest właśnie jeden z problemów. Jak napisać o księdzu pedofilu to generalizowanie i manipulacja. Ale powiedzieć na kazaniu o ateiście, który morduje to prawda przecież. Opluwać i odmawiać moralności tym, którzy nie wierzą to jeden z elementów Waszej wiary. Nie wciskaj mi zatem, że katolicy to pokorni ludzie, nie wadzący innym, starający się żyć dobrze i zgodnie ze swoją wiarą, bo to bajka dla grzecznych dzieci. Jak już powiedziałem wcześniej jesteście ludźmi jak inni, ze swoimi celami i interesami. Teraz jeszcze dodam, że także ze swoimi manipulacjami.

      • Jezus jest postacią historyczną, ale i żyjącą, bo nie tylko umarł, ale i zmartwychwstał. Wiesz czemu ateiści nie emocjonują się postacią Latającego Potwora Spagetti, nie walczą z nim? Bo wiedzą, że on nie istnieje. A Jezus? Hmmm….coś im mówi, ze istnieje, dlatego tak bardzo muszą z Nim walczyć, by pokazywać, że oni mają rację.
        PS. W ostatnim akapicie pokazałeś jak bardzo jesteś zmanipulowany przez media. Piszesz to co mówią media. A obraz Kościoła, katolików, Boga jest całkiem inny. Wystarczy trochę wysiłku by samemu zweryfikować ten obraz, a nie powtarzać to co głosi propaganda. Polecam mówi wpis na blogu pt.”Kim dla mnie jest Jezus?”

        • PanWSukience pisze:

          1. Napisałem Ci dokładnie dlaczego się interesuję Waszą religią. Ale przecież Ty lepiej wiesz niż ja co i dlaczego robię.
          2. W ostatnim akapicie napisałem wyraźnie, że mówię o własnych doświadczeniach (ja byłem tym dzieckiem na lekcji religii, ja 20 lat byłem katolikiem). Ale najwyraźniej moje osobiste doświadczenia z Kościołem są wynikiem działania mediów (do Wyborczej chodziłem na religię i na rekolekcje?).

          Jak grochem o ścianę. Pokazujesz wyraźnie, że nie interesuje Cię rozmowa i argumenty. Widzisz tylko co chcesz zobaczyć i powtarzasz tylko swoją auto-manipulującą mantrę: ateiści wiedzą, że Jezus istnieje; ateiści czerpią informacje o Kościele z mediów; Jezus zmartwychwstał; jak mniejszość cokolwiek robi to jest narzucanie większości; itd, itp. To jest dość typowe dla ludzi wierzących. Po co szukać prawdy? Wystarczy sobie coś wyobrazić i uznać to za prawdę (albo Prawdę, lol). Tacy ludzie jak Ty są często powodem otwarcia oczu i pierwszym krokiem do pozbycia się wiary z życia.

          • Ja znalazłam Prawdę, a ta Prawda jest Jezus, więc nie potrzebuje sobie czegoś wyobrażać. życzę Ci byś i Ty kiedyś odnalazł Prawdę :) pozdrawiam Cie serdecznie i zapewniam o modlitwie w Twojej intencji :)

  6. Anna Chowaniec-Kałka pisze:

    „Oj…a skąd taka pewność ile osób wierzy w śmierć Jezusa na krzyżu oraz Jego zmartwychwstanie, a ile nie? Przepytałaś wszystkich katolików w Polsce? Nie sądzę… ”

    „Dla mnie to jest oczywiste, że jak jesteś katolikiem to krzyż jest dla Ciebie ważny.
    Fakt bycia ochrzczonym do czegoś zobowiązuje. jeśli jesteś Dzieckiem Bożym, to żyj jak Dziecko Boże. Interesuje mnie Twoje zdanie, bo gdyby tak nie było, to bym nie odpisywała na komentarze, nie dyskutowałbym z Tobą. ”

    Moje twierdzenia opieram na zacytowanych badaniach statystycznych: http://www.rp.pl/artykul/1073998.html Czyżbyś podważała sensowność badań statystycznych w ogóle? Z Twoje wypowiedzi wynika, że opierasz swoje tezy o „większości” na podstawie liczby ochrzczonych. Chrzest jest rytuałem przeprowadzanym najczęściej na nieświadomym niemowlaku, dodatkowo w katolicyzmie istnieje zasada „Semel catholicus, semper catholicus” („Raz katolik, zawsze katolik”), co w praktyce oznacza, że nawet osoba, która dokona formalnej apostazji czy konwersji na inną religię będzie uważam za katolika, zliczana do tych 90% i, jak piszesz Ty, do „czegoś zobowiązana” (sic!) (hehe, a otoczenie naciska młodych rodziców by chrzcili dzieci, nawet gdy Ci mają wątpliwości, argumentując „co Ci szkodzi”… ech)

    Ja nie utożsamiam się z katolicyzmem, większość moich znajomych również (w tym osoby wypowiadające się po tą notką), ale według Ciebie „oczywiste jest”, że krzyż jest dla nas ważny ze względu na rytuał przeprowadzony na nas gdy byliśmy nieświadomymi dziećmi, którego skutków nie możemy cofnąć teraz gdy jesteśmy dorośli? Poważnie uważasz to za uczciwsze niż badanie statystyczne przeprowadzone na odpowiednio dużej próbie (liczbie) osób potwierdzające coroczne statystyki KK dotyczące praktykujących wiernych?

    Dodam, że znam wielu PRAKTYKUJĄCYCH katolików, którzy uważają, że symbole religijne (w tym krzyż) nie powinny być wieszane w miejscach publicznych. Większość z nich miała okazję mieszkać w kraju zachodnim, więc może dlatego zdają sobie sprawę, że tego typu praktyki mają potencjał dzielenia społeczeństwa. Widzisz, dla kogoś może być ważniejsze uniknięcie dzielenia społeczeństwa niż symbol religijny w miejscy publicznym (bo przypominam, że tylko o miejsca publiczne, czyli reprezentujące wszystkich, tutaj chodzi).

    Nie wszyscy, dla których krzyż jest ważny, postulują konieczność obnoszenia się z krzyżem w miejscach publicznych reprezentujących całe społeczeństwo. Tym ludziom (katolikom) wystarczy krzyż w kościele, krzyż na szyi, obrazek w portfelu, różaniec na palcu… nie widzą potrzeby wywoływania wojny ze ze względu na swoją chęć obnoszenia się z tym, że są większością. Znam takich katolików.

    • Wiary nie można spychać do sfery prywatnej.

      • Anna Chowaniec-Kałka pisze:

        Czy możesz napisać jasno. Pozostajesz przy tezie jakoby 90% Polaków było za umieszczaniem krzyża w miejscach publicznych, a jeżeli nie są to powinni być, bo do tego zobowiązuje ich chrzest?

        • Tak, bo bycie Dzieckiem Bożym do czegoś zobowiązuje

          • Anna Chowaniec-Kałka pisze:

            Czyli uważasz, że każdy ochrzczony powinien walczyć o krzyż w miejscach publicznych (sejmie, szkole, urzędach), a jeżeli nie walczy to ze względu na to, że powinien (zobowiązanie wynikające z chrztu) hierarchowie KK lub katolicy podobni Tobie mogą zignorować jego zdanie?

            Czym takie podejście różni się od podejścia muzułmanów, którzy ze względu na swoje prawo (które mówi, że dzieci przyjmują religię ojca) skazali na śmierć Meriam Ibrahim za odstępstwo od wiary (w Sudanie apostazja bądź konwersja na inną religie są karane śmiercią). Zarówno w jednym przypadku jak i drugim osoba nie ma wpływu na to do czego jest zobowiązywana (w jednym przypadku poprzez chrzest w pierwszych dniach życia, w drugim poprzez urodzenie)?

            Jak jest różnica, bo nie widzę. W obu przypadkach wola jednostki jest ignorowana ze względu na zobowiązanie, które zostało nałożone bez woli danej osoby.

          • A czy ja gdzieś napisałam, ze powinie walczyć? Nikt z katolików nie walczy o to. Ludzie, którzy są wrogo nastawieni do Kościoła, oni walczą, by zdjąć krzyż.

  7. Kat pisze:

    „Wiary nie można spychać do sfery prywatnej”??? Co ma oznaczać to sformułowanie? Wiara to jest sfera prywatna! Nie można kogoś zmusić do wiary, albo sie wierzy albo nie i to prywatna sprawa każdego człowieka. Jestem osoba wierząca i krzyż w miejscu publicznym jest dla mnie barbarzyństwem i obraza samego Jezusa. Krzyż powinien wisieć w miejscach gdzie ludzie idą by sie modlić. Jezus i jego rodzice byli Zydami, według ich wiary grzechem jest czczenie „innych bogów” bo przecież „jest jeden Bóg” i „nie będziesz miał innych bogów przedemna” a co robimy Katolicy? Modlimy sie do drewnianego Jezusa lub malowanego obrazka zamiast do Boga! Wielkanoc czy Boże Narodzenie kogo czcimy? Jezusa a nie Boga! Ten nasz Jezus sie pewnie skręca z bólu i żalu, ze tacy ślepi jestesmy! Chodzimy na msze gdzie zamiast sluchac słowa Bozego słuchamy wypocin biskupa, który sie uważa za Bożego pośrednika… Niepokojący obraz kościoła dlatego coraz mniej wiernych wcale nie dziwi… Niewielka wiedzę swojego kościoła masz Moniko Tomalik. Piękne jest ze kochasz Boga ale poznaj dobrze jego słowa a zrozumiesz głosy tych, którzy maja odmienne zdanie…

    • „Nie można już dłużej twierdzić, że religia powinna się ograniczać do sfery prywatnej i że istnieje tylko po to, by przygotować dusze do nieba. Wiemy, że Bóg pragnie szczęścia swoich dzieci także na tej ziemi, chociaż powołane są do wiecznej pełni (…) Nikt nie może od nas żądać, abyśmy spychali religię w tajemniczą przestrzeń wewnętrzną człowieka, bez żadnego jej wpływu na życie społeczne i narodowe, bez troski o kondycję instytucji społeczeństwa obywatelskiego, bez wypowiadania się na temat wydarzeń, które interesują obywateli. Kto odważyłby się zamknąć w jakiejś świątyni i zagłuszyć orędzie św. Franciszka z Asyżu i błogosławionej Teresy z Kalkuty? Oni nie mogliby się na to zgodzić. Autentyczna wiara – która nie jest nigdy wygodna ani indywidualistyczna – zawsze pociąga za sobą głębokie pragnienie zmiany świata, przekazania wartości, zostawienia czegoś dobrego po sobie na ziemi.” papież Franciszek, Adhortacja Apostolska- Evangelii Gaudium – o głoszeniu Ewangelii w dzisiejszym świecie/

      • ula pisze:

        proszę otworzyć oczy: to co Pani przytoczyła, to słowa przedstawiciela Pani grupy, zaś aby dyskusja miała rację bytu, należy wysłuchać zdania drugiej, trzeciej, i czwartej strony. To co dla Pani jest dogmatem, dla mnie nim nie jest, sorry. Podobne wątpliwości miałabym, gdyby przedstawiciele innej grupy, ot np. sataniści lub wyznawcy potwora spagetti, przedstawili mi swoje „jedynie słuszne” dogmaty. Również nie przyjmuję ich słuszności bo oni mówią, masz w to wierzyć „bo tak my mówimy”.

    • Wiara jest sferą prywatną, tylko i wyłącznie w tym sensie, że nikt nas nie zastąpi w osobistym spotkaniu z Bogiem.
      Przypomnę, że Bóg jest w trzech Osobach: bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty. Czcząc Jezusa, czcimy Boga. A co do pośredników, to sam Jezus wybrał apostołów na swoich pośredników, by rozgrzeszali, chrzcili, uwalniali od demonów, uzdrawiali itd. Więc polecam lekturę Pisma Świętego :)

    • ula pisze:

      faktycznie, byłoby cudnie gdyby autorka tego bloga faktycznie zaczęła myśleć :) wówczas byłaby w stanie dyskutować miast powtarzać utarte formułki i zupełnie odarte ze znaczenia argumenty. Dziękuję, że Państwo i Pani zabrali głos w tej niby-dyskusji, cieszę się że są jeszcze myślący ludzie wierzący, to mi przywraca wiarę w ludzi…

      • czyli dyskusja jest dobra, gdy ktoś nie potrafi bronić swojego zdania tak? Wie Pani, to co pisze, to nie są utarte formułki, ale własne przemyślenia, doświadczenia związane miłosnej z relacji ja-Bóg

  8. mmmm pisze:

    ech, czyli.. Wy, wierzący wiecie lepiej czemu ateiści z Wami walczą – bo tak naprawdę wierzą w boga.. rozumiem, że wy-wierzący zaciekle walczycie z ateistami bo.. tak naprawdę w głębi serca czujecie, ze tego boga nie ma? To jest twój tok rozumowania.

  9. Simon pisze:

    Widać od razu, ze czyta Pani zmanipulowane, katolickie media i nie sięga do źródeł gdyż pani spostrzeżenie: „ale nie przeszkadza Ci fakt, że w książce do języka polskiego jest tekst, który zachęca dziecko do oddania duszy diabłu w zamian za uzyskania zdrowia dla bliskiej osoby.” dotyczy opowiadania, które miało dalej puentę, że nie należy tak postępować i potępia coś, co można nazwać oddawaniem duszy diabłu. Ale to tylko takie spostrzeżenie na wstępie.

    Ale ja pójdę dalej, ponieważ zarówno Bóg jak i Diabeł (w końcu jak Bóg ‚z dużej’ to Diabeł też) są dla mnie na tyle realni co Harry Potter i Lord Voldemort to zadam Pani pytanie z Pani podwórka.
    Jakie ma Pani dowody, że czynność polegająca na oddaniu duszy Diabłu cokolwiek złego ma przynieść człowiekowi, a z kolei oddanie duszy Bogu przynosi same dobre rzeczy?

    I wie Pani dlaczego ateiści tak ochoczo zabierają głos w sprawach religijnych? Bo po prostu to lubimy, a jeszcze wiekszą satysfakcję nam sprawia to, że przeciętny ateista ma o wiele obszerniejszą wiedzę na temat wiary niż przeciętny wierzący. Dlaczego? Bo ateiści to ludzie ciekawi świata zadający pytania, których ludzie wierzący zdawać nie mogą. Osoby ze światopoglądem wynikajacym głównie z ich silnego poczucia zdrowego rozsądku, który bezlitośnie weryfikuje wszystkie ‚mądrości’ zawarte w starych książkach fantastyczno-przygodowych.
    Pozdrawiam:)

    • Miało puentę, ale jedynie w opowiadaniu, z którego zostało to ćwiczenie zaczerpnięte. W ćwiczeniu został wyciągnięty fragment tego opowiadania, więc puenty dzieci już nie mogły przeczytać.

      Jakie mam dowody? Byłam naocznym świadkiem uwalniania osób, które bawiły się z Diabłem, w którego istnienie nie wierzyli. Nie życzę Panu, aby kiedykolwiek mógł Pan doświadczyć tego co ja widziałam i słyszałam, a tym bardziej na własnej skórze to przeżyć….

      Co do wiedzy, to można mieć wiedze, być doktorem teologii, ale wcale nie być wierzącym. Znam takie osoby. Tylko zastanawiam się, po co im ta wiedza skoro do niczego im nie potrzebna? „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. (św.Jan Paweł II, Encyklika Fides et ratio). Wierzący również są ciekawi świata, mogą zadawać pytania każde, bo są wolnymi ludźmi (dlaczego Pan twierdzi, ze nie mogą?). Może Pan mieć tylko jedno skrzydło, ale wtedy za daleko Pan nie poleci… Ja wolę lecieć na dwóch :)

      • Simon pisze:

        …a ja widziałem ludzi, którzy prosili Boga o wsparcie i umierali w męczarniach, a ksiądz tylko podsumowywał, że Bóg tak chciał. Nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, ze osoby które mówią, że „oddają” duszę Bogu cierpią mniej, lub więcej niż te, które mówią, że oddają Diabłu, lub te, które nie wierzą w żadne byty nadprzyrodzone.

        JP II był mądrym człowiekiem, ale jego umysł był równiez w świecie iluzji. A z tym jego cytatem się nie zgadzam.
        Ja w takim razie podeprę się myślą Christophera Hitchensa, w wolnym tłumaczeniu:
        „Wiara jest jak Kora Północna. Wszyscy i wszystko jest podporzadkowane jednemu liderowi. Wszędzie wiszą jego zdjęcia, ludzie organizują mu pochody i są przekonani, ze są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.”

        Pytań, których nie może zadawać osoba wierząca to np: Dlaczego Maryja jest uznawana za dziewicę? W Biblii zmartwychwstało setki, tysiące ludzi, dlaczego Jezus ma byc tym wyjątkowym Mt 27:52-53. I czy w ogóle powinno się traktować poważnie taki wpis? Dlaczego usnięto przykazanie mówiące o tym, że nie należy czcić obrazów ani rzeźb? To tak pierwsze z brzegu…

        • Ja bym powiedziała inaczej: ci co oddają duszę Bogu, cierpią nawet więcej. Bo kogo Pan Bóg kocha tego doświadcza- mówi Pismo Święte. Miłość do Boga nie oznacza, że nigdy nie będę cierpieć. Żeniąc się, kochając swoją żonę nie nastawiasz się w ten sposób, że jeśli ją kocham, to znaczy, że ZAWSZE będzie mi miło, przyjemnie i odlot po prostu. Nie. Żeniąc się, zdajesz sobie sprawę, że np. gdy będzie umierała w męczarniach, to Ty będziesz wtedy cierpieć, bo ją tak bardzo kochasz, że nie możesz tego znieść to co ta osoba ukochana przeżywa. Więc to, że ożeniłeś się z nią, spowodowało, że teraz cierpisz, bo ją tak bardzo kochasz. Jasne, można na to popatrzeć z drugiej strony: mógłbyś się z nią nie żenić, teraz nie musiałbyś cierpieć. Ale czy to oznacza, że jeśli teraz takie doświadczenia przeżywasz oznacza, że żałujesz, że w ogóle się z nią ożeniłeś? Nie. Potrafisz znieść każde cierpienie, bo ją kochasz. Ale gdyby sytuacja była odwrotna: gdy ktoś, kto Cię nienawidzi, robi wszystko, by Cię zniszczyć, próbuje Cię nawet zabić, to czy to cierpienie, które przezywasz ma dla Ciebie jakiś sens? Tzn. czy chcesz się z tego cierpienia uwolnić i nie mieć już nic z ta osoba wspólnego, czy będziesz przy tej osobie siedział (tak jak przy łóżku żony) i czekał aż zrobi Ci coś złego, by dalej znów cierpieć? To są analogiczna sytuacje do oddania duszy Panu Bogu, albo oddania duszy diabłu. Cierpienie jest wpisane w naszą naturę skażoną grzechem, nie oszukujmy się, niw wymażemy z naszego świata cierpienia. Tyle, że w tej pierwszej sytuacji cierpienie jest następstwem miłości, a w tej drugie- następstwem nienawiści diabła do człowieka. Widzisz różnice?
          Jeśli postrzegasz wiarę przez pryzmat pochodów to sorry, ale to nie ta bajka. Wiara jest relacją, relacją z Osobą. Jeśli tego nie zauważysz, nie będziesz chciał tej relacji nawiązać, to wiara zawsze będzie tylko jakimś ustrojem, tradycją itd. Co do szczęścia, to tak, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, bo wiem, że cokolwiek by się nie działo On zawsze jest przy mnie. A kto wierzy nigdy nie jest sam, jak pisał papież Franciszek w encyklice „Lumen fidei”

          A dlaczego sądzisz, że osoba wierząca nie może zadawać takich pytań? Może, a nawet powinna, by wiedzieć dlaczego itd. Po to są m.in. studia teologiczne :)
          Co do zmartwychwstania, to Jezus jest tym wyjątkowym, bo to On pierwszy pokonał śmierć, On pierwszy zmartwychwstał . I zauważ, że w tym fragmencie pisze, że te osoby dopiero zmartwychwstały dopiero po Jezusie. A więc on jest tym pierwszym. A wiesz, że Ty tez jesteś tym wyjątkowym? Ty też kiedyś zmartwychwstaniesz. I ja. Wszyscy zmartwychwstaniemy. Możesz w to wierzyć, albo i nie. Ale to jest fakt.
          Co do ostatniego pytania, to nic nie usunięto z przykazań. Wszystko jest zawarte w tym jednym: „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną” a wiec, że nie będziesz czcił żadnego innego Boga stworzonego przez siebie z rzeźby, na obrazie itd.

          • Simon pisze:

            Tylko, że żonę mogę odbierać każdym zmysłem! Każdym! A Bóg? Tak jak napisałem, jest dokładnie tak samo realny jak bohaterowie książek. Można o nich myśleć, rozmawiać na ich temat, można nawet stworzyć koła fanów i się cyklicznie spotykać, ale to w żadnym stopniu nie urealnia istnienia tych bohaterów.
            Może będę cierpieć, może nie, ale na pewno teraz jestem szczęśliwy. Nie zauważyłem, aby ludzie wierzący w Boga byli szczęśliwsi. Wręcz przeciwnie. Cały czas w ich głowach toczą ocenę swojego postepowania, czy zasługują na niebo? Mi wystarczy, że kieruję się uniwersalnym na całym swiecie hasłem, które Biblia jedynie powtarza, czyli „nie rób drugiemu co Tobie niemiłe”.
            Udowodnij mi, że Diabel aka Szatan chce źle dla ludzi. Nikt, nigdy, nigdzie nie sprowadził na ludzi tyle cierpienia ile juedeochrześcijański Bóg, tysiące razy więcej niż jakakolwiek inna istota realna czy nierealna (w porównaniu bogowie greccy, egipscy i inni to żółtodzioby). Na katechezach wmawiają, że Diabel czy Sztan jest zły, ale nie ma na to żadnych przykładów ani dowodów. To jest tak samo jak w Afryce uważają albinosów za diabelskie nasienie. Zwykły przesąd nic poza tym.
            I ta bez sensu gadka „zanim będzie za późno”, starszenie i nic poza tym. Nic nikomu nie grozi za to, że uzna tę całą walkę Boga i Szatana za bajkę. Przestańcie ludziom mącić w głowach, niech się cieszą życiem, które nie wróci.

            I jeżeli zmartwychwstanie to fakt, to czy kilkadziesiąt dziewic dla islamskiego męczennika także jest faktem? To dla mnie bardzo wazne pytanie!

            Co do przykazań to chyba ktoś tutaj nie zna Biblii. Jak już rozmawiamy o konkretach, to należy czytać przekłady najbliższe oryginałowi, a nie zmanipulowane na potrzeby chwili przekazy chrześcijańskie…

            A na koniec moje ulubione. Jesteś ateistką tak samo jak ja odrzucając setki bogów innych religii. Ja po prostu poszedłem o jeden krok dalej.

          • Boga też możesz odbierać każdym zmysłem. Tylko pytanie czy chcesz?

            Co do szczęśliwych ludzi. Przykro mi, że takich spotykasz, ale np. ja jestem szczęśliwa, bo nie muszę cały czas w głowi toczyć oceny swojego postępowania, czy zasługuję na niebo, czy nie, bo wiem, ba! Mam pewność, że On mnie kocha, więc po co snuć jakieś głupie rozważania? Jestem szczęśliwa, bo wiem, że On jest i kocha. To jest piękne, że w każdej sytuacji mogę mieć taką pewność.

            Niektórzy twierdzą, że jeśliby mieli naukowe dowody na istnienie Boga, to wtedy by uwierzyli. A guzik prawda. Czemu? Np. cud Eucharystyczny w Sokółce. Został potwierdzony naukowo, że ta hostia która przemieniła się w tkankę mięśnia sercowego, to tkanka człowieka w agonii. I co? Czemu nie ma masowych nawróceń? Popatrzmy na pierwszych apostołów: przecież oni dotykali Jezusa, widzieli cuda na własne oczy których dokonywał i dalej nie wierzyli! Mówili: „Panie przymnóż nam wiary.”
            To nie jakiś dowód na istnienie Boga przekona Cię do nawrócenia, ale spotkanie z Miłością. Bo nie trzeba przekonania, żeby się nawrócić, ale trzeba nawrócenia aby się przekonać. Nie katechizmowe formułki, ale osobiste spotkanie Jezusa prowadzi do wiary. Doświadczenie Jego miłości powoduje, że człowiek już nie chce żyć jak dawniej, nie chce żyć bez Jezusa.

            Niektórzy mogą stwierdzić, że nie chcą wierzyć, bo wiara to nic innego jak placebo. Ludzie wmawiają sobie, że Bóg ich kocha, że jest z nimi, że im pomaga, więc od razu czują się lepiej, są szczęśliwsi. Dobra, załóżmy , że tak jest. I teraz pomyśl, że to placebo zwane wiarą, strasznie musi być mocne, skoro ludzie, którzy zapraszają Jezusa do swojego życia, mówią mu TAK, nagle potrafią wychodzić z uzależnień (a wcześniej im się to nie udawało, mimo różnych terapii), narkoman nie czuje już ochoty do wzięcia następnej działki, alkoholik przestaje pić, chociaż stosowali wcześniej różne metody i techniki, a nic nie pomagało. Nagle rodziny, które były skłócone przebaczają sobie i znów są razem. Placebo tak działa, że osoba sparaliżowana, na wózku wstaje o własnych siłach i chodzi. Kurczę, nieźle nie? Pomyśl, jeśli to byłoby placebo, to nie działyby się takie cuda. To Jezus! który tak samo działa i uzdrawia jak 2 tysiące lat temu!

            Jak już tak o udowadnia mowa, to udowodnij mi, że lekarz, do którego idziesz chce dla Ciebie dobra? Skąd masz pewność, że na pewno chce dla Ciebie dobra, a nie zła? Idą cna operacje pod narkozą oddajesz się w jego ręce i nikt nie jest Ci w stanie udowodnić, że on na pewno nie chce dla Ciebie zła. Czy to znaczy, że nigdy nie poddasz się operacji?

            Największym sukcesem szatana jest to, że wmówił ludziom, że on nie istnieje, że nic nikomu nie grozi, że to bajka, czyli „hulaj dusza piekła nie ma.” To nie chodzi o straszenie, ale o odpowiedzialność za swoje życie, żeby go nie zmarnować, bo będzie ono trwało wiecznie.

            Znam Bibie dobrze i to co napisałeś o rzeźbach itd., jest zawarte w Biblii. Jeśli ktoś chce może sobie przeczytać. Ale żeby nie rozbić niepotrzebnego zamieszania tyloma ilościami słów, zdań itd. i to wszystko zostało sprowadzone do tego jednego zdania: „nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”

            Poczytaj sobie jaka jest etymologia słowa „ateizm” Jest to niewiara w nic. Odrzucając innych bogów, nie jestem ateistką, ale wierząca, bo stosuję się do pierwszego przykazania, które napisałam już wcześniej, a więc nie popełniam bałwochwalstwa.

        • Jeszcze taki cytat z filmu „Bóg nie umarł”: „Czasami diabeł pozwala ludziom wieść życie wolne od kłopotów, bo nie chce, by zwrócili się do Boga. Twój grzech jest jak więzienna cela, ale miła i przyjemna. A tobie wydaje się, że nie ma potrzeby z niej wychodzić. Drzwi są szeroko otwarte aż pewnego dnia czas się skończy, drzwi celi zamkną się z hukiem i nagle będzie za późno”

  10. Krzysiek z bagien pisze:

    Oto jestem. Przybyłem na wezwanie, jako wojujący ateista i antyklerykał. Rozróżnijmy te dwie postawy.

    Ateizm. Bóg nie istnieje. Nic nie wskazuje na jego istnienie, nikt znany mi go nie widział, nie słyszał ani nie dotykał. Nie ma narzędzi, którymi można stwierdzić istnienie tego dziwacznego tworu ludzkiej fantazji. Ewentualne „świadectwa” tłumaczą się za pomocą schorzeń psychicznych. Zdaniem elokwentnych katolików, z którymi dyskutuję, dowodem istnienia „Boga” jest Biblia. Moim zdaniem, Biblia jest dowodem na istnienie wczesnych dzieł literatury fantasy, w których trochę faktów miesza się z niebywałymi wygłupami i odwzorowaniem moralizatorstwa dawnych ludów pasterskich. Być może istniał sobie jakiś Jezus (nie interesuje mnie to nadmiernie), który cierpiał na szereg schorzeń interesujących dla psychiatrii i z którego niewyedukowana tłuszcza, przywykła do podań ustnych, wyniosła do nienależnej mu „boskości”. Żeby to jedna taka historia w dziejach zbiorowych urojeń.

    Istnienie Boga jest potwierdzone dokładnie tak samo, jak niewidzialnych różowych jednorożców, które chodzą za ludźmi krok w krok. Dokładnie tak samo, jak Potwora Spaghetti. Tak jak czajniczka Russella na orbicie. Ludzie wierzący w „Boga” są naiwni. Najwyraźniej można Wam podać każdy nonsens jako prawdę objawioną i przyjmiecie to za dane. Wierzycie w krasnoludki, duchy, diabły i elfy? Wasza sprawa. Ja patrząc na to z boku, odczuwam politowanie.

    Dla mnie jesteście słabi. Nie potraficie przyjąć życia w jego rzeczywistym kształcie. Wychodzicie z mylnych przesłanek, łudzicie się nieistniejącym głębszym sensem. Narzucona Wam złudna perspektywa przekraczająca Waszą doczesność osłabia Wasze zdolności działania. Składacie ręce do modlitwy zamiast zrobić coś pożytecznego. Liczycie na wstawiennictwo Waszego „Boga”, zamiast robić własnymi siłami czynić ten świat lepszym. Wybieracie bezwolę i bierność. Wasza religia czyni Was dokładnie tym, czym nazywają Was pasterze – jesteście owcami, niezdolnymi do współdziałania ze mną, który uważa że mamy do dyspozycji krótki czas naszego życia i musimy w tym czasie poprawić świat. Nie myślicie samodzielnie, nie oceniacie samodzielnie, nie patrzycie na życie w jego realności – jesteście niewolnikami. Wasz „Bóg”, którego czcicie padając przed nim na kolana w pozie niewolników, zasłynął głównie tym, że dał się zabić. Czcicie umierającą postać w fazie agonii. To mówi o Was więcej, niż się Wam wydaje.

    A teraz antyklerykalizm. Wasz Kościół to zbrodnicza instytucja, która przemocą wbiła się na słowiańskie ziemie kilkadziesiąt pokoleń wstecz. Myśleliście, że wystarczy spalić nasze chramy, wyrżnąć naszych przodków, przejąć nasze święta i zatopić w jeziorach nasze posągi (jeden z moich terenów ostatnio szczęśliwie wydobyty), by uczynić z nas niewolników takich jak Wy. Zawłaszczyliście naszą Polskę, tworząc haniebny zbitek słów „Polak – katolik”. Macie czelność chrzcić nieświadome niczego dzieci, żeby w sposób urągający moralności i zdolności do samostanowienia zwiększać szeregi swoich popleczników. Jako katolicy, zgodziliście się też na chrzest mnie, bez pytania mnie o zgodę, zadając gwałt mojej moralności – i zadbam teraz, żebyście ponieśli tego konsekwencje. Zawłaszczyliście Polskę, która nie jest tylko Wasza. Rytuały, preambuły, przestrzeń publiczna – wszędzie się wpychacie. Myślicie, że naprawdę się będziemy zgadzać na tolerowanie pasożyta, który pobiera pieniądze od nas wszystkich? Wasi kapłani to nieroby, świat zdegenerowanych mężczyzn, którzy przywykli do zasysania cudzej gotówki. Żeby jeszcze tylko swoich wyznawców, ale nie! Pieniędzmi z podatków osób niewierzących też nie pogardzicie.

    Nie znoszę Waszego Kościoła. Z czystej zemsty, za Waszą katolicką arogancję, za ochrzczenie mnie bez pytania o zgodę, za odebranie możliwości pochówku blisko miejsca zamieszkania na terenie wolnym od pasożytniczego Kościoła, za wpychanie mi na siłę swojej moralności, za wyrżnięcie moich przodków (gdy akurat byliście silniejsi od nas), za aktualne indoktrynowanie dzieci, za Waszą fałszywą świętoszkowatość i szermowanie pompatycznymi bajeczkami w celu ogłupiania ludzi potrzebujących faktycznego wsparcia moralnego – za to wszystko będę z Wami walczył.

    Nie doszukuj się „Boga” na dnie mojego serca. Nie ma go tam ani trochę. Nie ma też „szatana”, po moim trupie. W moim sercu jest sporo miejsca i sporo się tam mieści. Ale jest również lodowata niechęć do bezczelnej instytucji, która zasługuje strącenie do roli jednego z wielu związków wyznaniowych, bez żadnego uprzywilejowania. Jeśli przestaniecie pomiatać moją Polską i zaczniecie sami, w 100% utrzymywać swoich czarnych pasożytów – wtedy przestanę być antyklerykałem. Będę już tylko ateistą, patrzącym na Was z dystansu, jako naiwnych i niedorozwiniętych emocjonalnie.

    • To co napisałeś jest całkowicie zaprzeczeniem wiary katolickiej. Nie wiem, kto Ci tak przedstawił Kościół, ale to co napisałeś jest całkowicie nieprawdziwe. Nie będę wdawać się w dyskusję czy Bóg istnieje itd., bo jak ktoś czegoś nie chce zobaczyć, to nie zobaczy. Ale odniosę się do czegoś innego: podam chociażby przykład ks. Jana Kaczkowskiego, który jest chory na raka, a prowadzi hospicjum, przez swój przykład pokazuje, że można zmieniać świat na lepsze, nawet jeśli jest się śmiertelnie chorym i ma się do dyspozycji krótki czas tu na ziemi, daje wsparcie innym ludziom, którzy są w podobnej sytuacji co on. Inny przykład to akcja „Szlachetnej paczki” zainicjonowana przez ks. Jacka Stryczka, który pokazuje, że katolik nie składa tylko rąk do modlitwy licząc na wstawiennictwo Boga, ale własnymi siłami robi coś pożytecznego. Jak sam widzisz ci księża to straszne nieroby, czarne pasożyty i zdegenerowani mężczyźni….
      Jedno pytanie: co Cię obchodzi Kościół? Karze Ci ktoś wierzyć? Jeśli nie chcesz to nie wierz. Proste. Nie musisz się tak emocjonować i pałac uczuciem zemsty w stosunku do kogoś/czegoś co Cie nie interesuje i nie obchodzi. Ja nie pałam uczuciem zemsty do wyznawców Potwora Spagetti, czy Jehowy, Buddy, Mahometa, Allaha itp. Po prostu ich akceptuje z wielką miłością. Ciebie tez :)

      Pozdrawiam Cię najserdeczniej jak umiem i życzę dobrej nocy:)

    • A co do słabości, to tak jestem słaba (taka sama jak każdy człowiek, bo np.wobec śmierci, tragedii, rożnych dramatów wszyscy jesteśmy słabi – nie damy rady im zapobiec), ale mając świadomość, że moc w słabości się doskonali, mogę dzięki temu góry przenosić – mimo tych trudności, które mnie spotykają i to jest piękne :)

      I czy według Ciebie branie swojego krzyża (cierpienia) niesienie go, a nie uciekanie (tak jak lansuje dzisiejszy świat) jest oznaką słabości, czy raczej odwagi?

  11. Chciałam zauważyć, że osoby, które są bardzo agresywne oraz wrogie też mają inne zdanie od mojego i traktuję je tak samo, jak te, które oprócz tego, że mają inne zdanie, są kulturalne. Wyrażam swoje zdanie w sposób bardzo jasny, klarowny, bez owijania w bawełnę. Mówię bez ogródek i to może się komuś nie podobać, bo jest to język dosyć ostry, ale cóż, taka już jestem. Nie pozwalam sobie wchodzić na głowę.

  12. Zosia pisze:

    Vittorio Messori znany włoski dziennikarz był ateistą ale zamiast zionąć nienawiścią do katolików pojechał do Ziemi Świętej i zaczął badać historyczne fakty.
    Napisał kilka b. ciekawych książek na podstawie wieloletniej pracy.

    Nie można pisać, że nie istnieją dowody skoro się o nich nie wie.
    Moniko szkoda twojego czasu i dobrej woli.
    Ateista na temat naszej wiary nie ma wiedzy ale ma wystarczająco dużo pychy
    żeby dyskutować.

  13. Zosia pisze:

    Vittorio Messori znany włoski dziennikarz był ateistą ale zamiast zionąć nienawiścią do katolików pojechał do Ziemi Świętej i zaczął badać historyczne fakty.
    Napisał kilka b. ciekawych książek na podstawie wieloletniej pracy.

    Ateista na temat naszej wiary nie ma wiedzy ale ma wystarczająco dużo pychy
    żeby dyskutować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *