Zwolennicy aborcji mają problem z sercem, bądź jego brakiem

flat,550x550,075,f.u2Pismo Święte mówi, że nikt nie może wyznać, że Jezus jest Panem, bez Ducha Świętego /por. 1 Kor 12, 3/ Ale nie chodzi tylko o wyznanie tego ustami, ale chodzi przede wszystkim o wyznawanie tego swoim życiem. Jeśli rzeczywiście Jezus jest moim Panem, to nie zostawiam Go za drzwiami swojej pracy.

Spora część osób jednak chce wywrzeć presję, by wiara konkretnego człowieka (czyt. wiara katolicka) nie miała wpływu na wykonywany przez niego zawód. Dlatego ostatnio rozpętała się wielka burza wokół „Deklaracji wiary” i wokół prof. Chazana, który nie chciał zabić nienarodzonego dziecka i nie wskazał lekarza, który mógłby to zrobić. Nawet Episkopat wypowiedział się w tej kwestii: „szczególne zdziwienie musi budzić fakt, że według krytyków deklaracji w kraju demokratycznym obywatel nie może mieć innych poglądów niż te, które narzuca obowiązująca poprawność.”

Zadziwiająca jest ta nienawiść i wściekłość niektórych mediów, dziennikarzy, polityków i różnych „mądrych” osób w stosunku do prof. Chazana i ludzi pro life. Przypomina mi to takie kąsanie demona, który nie może znieść że przegrał i chce jeszcze coś ugrać. Ale przecież już sam Jezus zapowiedział, że posyła nas jak owce miedzy wilki: będą wydawać nas sądom i będziemy w nienawiści u wszystkich z powodu Jego imienia. Ta wściekłość, wydaje się, że nie ma końca. Ale to nie zło ma ostanie słowo, a Jezus. A On obiecał, że ten kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony. /por. Mt 10, 17. 22/.

Tomasz Terlikowski podczas Marszu dla Życia i Rodziny w Oświęcimiu powiedział takie słowa: „Na całym świecie ludzie zadają sobie pytanie: jak to jest, że w czasie II wojny światowej zwyczajni Niemcy patrzyli na masowy mord, który się dokonywał i nic nie robili? Albo robili nieliczni. Nie sposób nie zadać nam tego pytania: jak to się dzieje, że na naszych oczach trwa masowy mord niewinnych – o wiele większy niż holokaust, a my milczymy

Gdy człowiek zabija człowieka mówi się, że nie ma serca, albo ma serce z kamienia: zimne, nieczułe potrafiące z zimną krwią zabić. Myślę, że w przypadku II wojny światowej tak właśnie było. I teraz też jest spora część osób, która ma takie serca m.in. są to zwolennicy aborcji. I to oni mają problem, a nie ci, którzy mają serca prawdziwe. Ale jest ktoś kto może to serce wymienić na inne: czułe, ciepłe i kochające:

heart-of-stone

Tamsin Dearing- Heart of Stone https://thepetitepencil.wordpress.com/2013/03/15/from-one-pencil-to-another-meet-portrait-artist-tamsin-dearing/

Pan Bóg mówi: „Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, zabiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali” Ez 36, 26-27

Przyjęcie Ducha Świętego powoduje, że człowiek nie chce zabijać nienarodzonych. Przyjmując dary Ducha Świętego sprawia, że człowiek jest wstanie trwać przy Jezusie, nawet wtedy gdy jest atakowany, gdy jest ciężko. Potrafi żyć według przykazań i wyznawać swoim życiem, że Jezus jest Panem. To On, Duch Święty jest tego sprawcą.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

34 odpowiedzi na „Zwolennicy aborcji mają problem z sercem, bądź jego brakiem

  1. Magda pisze:

    Wiesz Monia, myślę, że trudno Ci zrozumieć, że bywają różne sytuacje w życiu i sama może niekoniecznie będziesz w przyszłości chciała poświęcać swoje życie dla dziecka – przyszłej sieroty (bo np. jego egzystencja będzie się równać Twojej śmierci). Jeżeli będziesz chciała to będzie kwestia Twojego wyboru. Inni też zasługują na ten wybór! Ja raczej bym się nie poddała aborcji ale nie mogę zmuszać innych by działali i myśleli tak samo jak ja.
    Smutne jest to, że tak mało znam wierzących ludzi, którzy akceptują odmienne poglądy innych (czy to w kwestii aborcji czy orientacji seksualnej etc), nie można ingerować w czyjąś wolność osobistą w imię religii. I przykro mi ale jest pewna różnica pomiędzy usunięciem ciąży z gwałtu a zabiciem 10-latka.

    • Musze się przyznać, że gdyby była w takiej sytuacji o której piszesz, na pewno nie byłoby mi łatwo. Sądzę, że byłabym zła na cały świat, dlaczego akurat moje dziecko jest chore, dlaczego jest tak, że gdy postanowię go urodzić, to mogę podczas porodu umrzeć, dlaczego mnie to spotkało. Na pewno wylałabym wiele łez, bo to nie jest sytuacja, którą przyjęłabym bez żadnych emocji. Ale gdy coś takiego spotyka kobietę, to lekarz powinie zapewnić jej odpowiednią opiekę medyczną i psychiatryczną. Przyjaciele, rodzina powinna wspierać kobietę w tym czasie.
      Wydaje mi się, że ulegamy złudzeniom, że możemy stworzyć „idealne społeczeństwo” i „idealny świat” gdy pozbędziemy się cierpienia. Podczas gdy idealny świat to ten, który potrafi przyjąć każdego człowieka i otoczyć go Miłością. Wiem, że postanawiając urodzić dziecko kobieta daje mu coś najwspanialszego – życie. Pamiętasz może siatkarkę Agatę Mróz? Poczytaj sobie.
      Tak ładnie napisałaś, że nie można ingerować w czyjąś wolność osobistą w imię religii. A powiedz mi dlaczego ci którzy mają inne poglądy tak bardzo ingerują w wolność osobistą lekarzy? Przecież oni tez są ludźmi wolnymi. Często słyszę, ze dlatego, że oni uważają prawo boskie ponad prawo ludzkie czy coś w tym stylu. Ale czego ktoś miałby się obawiać, jeśli jest prawo boskie, a więc nie zabijaj, to czego ktoś ma się obawiać, że co, ze lekarz nie będzie ratował jego życia? Jakiś absurd!

      Wiesz, ja bardzo się ciesze, ze mało znasz ludzi wierzących, którzy akceptują odmienne poglądy w sprawie aborcji czy orientacji seksualnej. Bo jeśli znałabyś ich więcej to znaczyłoby, że coś jest nie tak z ich wiarą. Nie da się być osobą wierzącą i za razem mówić: „tak, może zabić pani swoje dziecko, ma pani prawo.” nie da się mówić, że homoseksualizm jest ok. jeśli wiem, że nie jest ok. To byłaby jakaś hipokryzja ze strony tych wierzących. Naprawdę.

      To powiedz mi, czym się rożni dziecko poczęte z gwałtu od dziecka 10 letniego? Jedno i drugie to człowiek. Nie wiem, czy to za mało? Matka, nie musi go wychowywać, może oddać do adopcji np. „do okna życia”.

      • M. pisze:

        Czy Ty masz pojęcie jak się czuje dziecko porzucone? Albo jak się czuje dziecko, które słyszy za plecami szepty ‚ ten z gwałtu’ ? Dziecko, którego nienawidzi własna matka? Co to jest do cholery, że większość bogobojnych katolików chce decydować za ogół? Czy Ty myślisz, że to tak łatwo urodzić i oddać? Jeżeli tak, to bez urazy ale nie jesteś jeszcze dojrzała :( To jest traktowanie dziecka przedmiotowo – oddawanie jak pakunku do ośrodka, ewentualnie rodziny zastępczej (w których życie też nie jest kolorowe)….A co z dzieckiem chorym, jeżeli nie ma szans na wyleczenie? Czyżbyś chciała sama pokrywać koszta nieskutecznego’ leczenia’ (podtrzymywania funkcji życiowych raczej) takich dzieci?A może nie pamiętasz ostatniego buntu rodziców chorych dzieci w Sejmie? Ok, nie twierdzę, że chore dziecko to odpadek, które należy usunąć jak śmieć. Ale ta decyzja należy do Matki dziecka, nie do Ciebie, mnie, państwa czy duchowieństwa.
        Co do cierpienia – dlaczego za wszelką cenę robi się z niego cnotę? Może wrócimy do średniowiecza i będziemy walić zabiegi bez znieczulenia? klęczeć na grochu czy się samobiczować tak dla zasady, wzbogacenia duchowego ;)
        Co do tolerancji – jeżeli Twoje poglądy przysłaniają Ci cały świat i nie pozwalają Ci zrozumieć, że kluczem do bycia dobrym człowiekiem jest również akceptacja odmiennych poglądów, co nie jest tożsame z wypięciem się na własne poglądy – coś tu jest nie tak :(

        • Mogę sobie tylko wyobrazić ogrom cierpienia tego dziecka. Ale czy to znaczy, że jeśli nie chcę żeby cierpiało w przyszłości, wiec go zabiję? Według Ciebie zabicie to nie jest traktowanie przedmiotowo? I matce łatwiej jest zabić niż oddać do adopcji? Bo może łatwiej zabić bezbronnego człowieka nie patrząc mu w oczy, niż zrobić to gdy już się urodzi? Bo jeśli nie widzę kogo zabijam, to znaczy, że to nie jest zabójstwo…?!

          Przejdź się do Domu Dziecka. Miałabyś odwagę powiedzieć każdemu z tych dzieci, prosto w oczy, że ich mama powinna zastanowić się czy ich urodzić, a może lepiej byłoby, żeby zamiast oddawać ich do adopcji, powinna je zabić? No właśnie, dlaczego ludzie niewierzący, innej religii itd. mają decydować za ogół dzieci, które nie mogą się wypowiedzieć na swój temat, dlaczego chcą zabrać im prawo do życia?

          Tak sprostowując, to nie jestem bogobojnym katolikiem. Nie boję się Boga, bo trudno się bać kogoś kto kocha lepiej niż najlepszy tata na świecie :)

          Każde dziecko jest darem. Jeśli urodziłoby mi się chore dziecko, to tak, przyjęłabym go takie jaki ono jest i jak napisałaś – pokrywałabym koszty nieskutecznego ‘leczenia’. Powiedz mi, po co są w takim razie hospicja? Przecież wiadomo, że trafiający tam człowiek i tak za niedługo umrze. Po co ma cierpieć, i rodzina z nim? Może dobijmy go i spokój…

          Nie robi się z cierpienia cnoty. Bo według mnie cierpienie nie uszlachetnia. W dzisiejszym świecie wmawia się by człowiek uciekał od wszelkich przeciwności życiowych i cierpienia. Wiesz, to taka próba przejścia przez życie bez niepowodzeń, bez żadnej choroby, ograniczenia czy poniżenia, atak się nie da. Bo ucieczka od cierpienia, od krzyża jest ucieczką od realizmu w nierealny świat.
          Jan Paweł II zwracając się do młodych mówił: „rozpowszechniona dziś kultura powierzchowności, która uznaje za wartościowe to, co sprawia przyjemność i wydaje się piękne, chciałaby przekonać ludzi, że aby być szczęśliwym, trzeba odrzucić krzyż. Głosi ideał łatwego sukcesu, szybkiej kariery, życia seksualnego wolnego od odpowiedzialności, wreszcie – życia poświęconego wyłącznie afirmacji samego siebie, często bez oglądania się na innych. Wy jednak, młodzi przyjaciele, miejcie oczy szeroko otwarte: nie jest to droga wiodąca do życia, ale ścieżka prowadząca ku śmierci”
          Właśnie, by być człowiekiem szczęśliwym trzeba przyjąć krzyż. Ks. Jana Twardowski napisał takie zdanie: „krzyż to takie szczęście, że wszystko inaczej…” Ale krzyż ma sens tylko pod warunkiem, że Jezus jest na nim, że Jezus jest w tym krzyżu, który nas dotyka. Bez Jezusa nie próbuj wejść w dramat krzyża, bo cię ten krzyż połamie, zniszczy, zabije.

          Jeszcze raz powtórzę, to co wiele razy już Ci pisałam: akceptuję człowieka, ale nie mogę akceptować grzechu. Nie widzisz różnicy? Byłoby coś nie tak, gdybym myślała coś innego, robiła tez coś innego, a mówiła też jeszcze coś innego. Autentyzm wiary polega na tym, że we wszystkim tym jest spójność.

          Bycie dobrym człowiekiem nie polega na tym, że widząc gdy ktoś pije truciznę poklepię go po plecach i w imię tolerancji i akceptacji powiem mu: „super, pij dalej”.

          Co do tolerancji, o której tak wszędzie wszyscy krzyczą, to przytoczę słowa Leszka Kołakowskiego: „Często żąda się tolerancji w sensie obojętności, braku jakiegokolwiek stanowiska czy opinii. Żądanie tolerancji w tym znaczeniu jest częścią naszej kultury hedonistycznej, w której nic naprawdę nie ma dla nas znaczenia: jest to filozofia życia bez żadnej odpowiedzialności i żadnych przekonań”.

  2. M. pisze:

    Monia, jak już napisałam wcześniej, ani Ty ani ja nie mamy prawa decydować o ciąży innej kobiety, każda kobieta powinna mieć wybór i tyle. Aborcja to nie jest łatwa rzecz i żadna kobieta nie będzie tego traktować jako środek zapobiegawczy, to jest olbrzymia ingerencja w kobiece ciało! Zabraniając aborcji ingerujesz w cudzą wolność (a podziemie aborcyjne kwitnie). Dla mnie to jest jasne i logiczne. Wystarczy włączyć empatię, którą niewątpliwie posiadasz :)

    • Ani ja ani Ty, nie mamy prawa decydować o życiu innego człowieka – w tym przypadku nienarodzonego dziecka. Nie zabraniając aborcji ingerujesz w wolność tego dziecka, które ma prawo do życia. Dlaczego ktoś ma mu je odbierać? Dla mnie to też jest jasne i logiczne. A dziękuję, tak, posiadam empatię :) powiem szczerze że chyba nawet za bardzo jestem empatyczna i dlatego tak bardzo ten temat mnie boli i dotyka.

      • Beata pisze:

        Moniko nie ma takiej argumentacji która dotarłaby do tych ludzi, którzy są zagorzałymi zwolennikami mordowania nienarodzonych dzieci. To co napisałas jest zrozumiałe dla mnie i tych,dla których zycie jest święte.Ludzie wierzący nie rozumieją,ze nie mamy prawa nim rozporządzać.Zwolennicy aborcji to niewierzacy,nie dotrą do nich nasze argumenty.Dla nich ,, kultura śmierci!” to coś naturalnego.Oni nie rozumieją,ze dziecko w łonie matki to ludzka istota posiadająca nienaruszalne prawo do życia.Ludzie bez sumień tego nie rozumieją,mają serca z kamienia.Nie warto z nimi dyskutować.

        • Beata pisze:

          Ludzie niewierzący nie rozumieją,źe nie mamy prawa rozporządzać …zyciem*

        • Nie jest tak zawsze „niewierzący a więc jest zwolennikiem aborcji” Niedawno pod moim komentarzem nt Akcji „Twój brzuch – moja sprawa” wpisała się dziewczyna, która pisał, że jest niewierząca, ale jest pro life i bardzo chętnie włączyłaby się w tą akcję (czyli duchową adopcję dziecka poczętego), ale w niej trzeba się modlić, więc nie da rady podjąć się tego, chociaż bardzo by chciała.

  3. M. pisze:

    A człowiek, który lubuje się w cierpieniu to masochista i jest to poważne zaburzenie psychiczne….
    Serio, zaakceptowałabyś fakt, że Twoje chore dziecko mogłoby gnić w hospicjum, zabrakło mi słów…. Proponuję przejść się do takiej placówki. Albo choćby do domu dziecka. A potem wydawać takie sądy.Potrzymanie życia za wszelką cenę a zaniedbywanie tych dzieci, które właśnie teraz doświadczają przemocy i bólu, czy to naprawdę jest DOBRE? Nie sądzę.

    • Napisałam już wcześniej, że moim zdaniem cierpienie ni uszlachetnia. Więc nie wiem skąd taki wniosek, że lubuję się w cierpieniu. Cierpienie jest ciężkie do zaakceptowania, wiem to z doświadczenia. Ale trzeba jakoś dać rady, jeśli zmierza się na szczyt, to nie ma się co dziwić , ze jest pod górkę :)

      Jestem tego zdania, ze wszystko dzieje się po coś. I z każdego zła (a cierpienie jest czymś złym) Pan Bóg wyciąga dobro. Więc gdyby rzeczywiście coś takiego mnie spotkało, to byłby to wielki krzyż, ale tak, wzięłabym go, po to aby moje dziecko mogło zobaczyć chociaż mój uśmiech, swojej mamy, by mogło się do mnie przytulić. Jeśli tylko to mogłabym mu dać, nic innego dla niego nie mogłabym zrobić, to warto, bo KAŻDY człowiek jest darem, nie ważne czy zdrowy czy chory. KAŻDY. Chyba dlatego chce właśnie iść na psychologię by pomagać innym ludziom mierzyć się z cierpieniem, by ich wspierać. I empatia w tym przypadku bardzo mi pomoże zapewne :)

  4. Marta pisze:

    Czy może mi Pani podać chociaż jeden etycznie uniwersalny, a nie katolicki powód, dla którego homoseksualizm jest zły? Jeślli dwoje ludzi się kocha i szanuje, nikt nikogo nie krzywdzi i do niczego nie przymusza, to jakie zło wyrządzają? Nie będą mieli dzieci, ale jest też wiele par heteroseksualnych, które dobrowolnie nie decydują się na dzieci. Sama wychowałam się w religii katolickiej, a teraz znam kilka par homoseksualnych. To są wspaniali ludzie, dobrzy, życzliwi i przyjacielscy. Tworzą bardzo dobre, pełne szczerej miłości i wzajemnej troski relacje. Związek dwojga ludzi to nie tylko sex, a do tego próbuje się sprowadzać relacje homoseksualne. Czy mam sprzeciwiać się homoseksualizmowi, bo Kościół uważa go za zło? Ten sam Kościół organizował krucjaty i palił ludzi na stosie. Kościół też się może pomylić.

    • Nie podam Pani powodu etycznego i nie katolickiego. Bo jedno zaprzecza drugiemu, jeśli coś jest etyczne to jednocześnie jest i katolickie. Mogę Pani powiedzieć, tylko tyle: tak Kościół może się pomylić, ale Pan Bóg nie. A więc jeśli Pan Bóg mówi, że to jest złe, a ja naprawdę w Niego wierzę i wiem, że On chce dla mnie wszystkiego co najlepsze, bo jest najlepszym Tatą na Świecie, i mama doświadczenie Jego ogromnej miłości do mnie, to ja Mu ufam. Tyle i aż tyle.

      Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o osobach z problemem homoseksualnym tak: „osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swej kondycji. Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej”.

      Co do par heteroseksualnych, które dobrowolnie nie decydują się na dzieci. Jeśli mają one ślub kościelny, to jest to ślub nieważny. Bo po to się kapłan pyta: „czy chcecie przyjąć dzieci, którymi Was Pan obdarzy” Jeśli odpowiadają „Tak.”, a naprawdę w sercu mówią „Nie”, no to samo przez się może Pani zrozumieć, że ślub jest nieważny.

  5. Marta pisze:

    Szkoda, bo ja akurat jestem osobą wątpiącą, ale poszukującą. Problem w tym, że katolicy nie umieją rozmawiać w taki sposób, żeby przekonywać nie katolików lub po prostu wątpiących. Dlaczego nie jest Pani w stanie podać własnego, przemyślanego wytłumaczenia, ale powołuje się na Katechizm, który nota bene został napisany przez ludzi, a nie przez Boga? Naprawdę nie może Pani wymyślić jednego argumentu, który uzasadniałby, gdzie w homoseksualiźmie tkwi zło? To co katolickie jest etyczne, ale to co etyczne wcale nie musi być katolickie, bo to by oznaczało, że tylko katolicy mogą być dobrymi ludźmi, a cała reszta nie.

    Ja w głębi serca, wierzę, że Ci ludzie mają prawo do miłości, bliskości i relacji z drugą osobą. Wierzę, że Bóg wcale nie chce, żeby oni przez całe życie żyli w samotności.

    • No to może naukowe dowody Panią jakoś przekonają. Bo Pierwszym znaczącym sukcesem lobby gejowskiego było skreślenie homoseksualizmu z listy chorób psychicznych przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne w latach 70. Dwadzieścia lat później Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poszła w ślady Amerykanów. Pierwszy raz w historii o skreśleniu czegoś z listy chorób zadecydowały nie badania naukowe, a referendum przeprowadzone wśród psychiatrów i psychologów. Dobór osób głosujących nie był, zresztą, reprezentatywny. Celowo nie zapytano o zdanie dość licznej grupy specjalistów o odmiennych poglądach.
      Nawet francuska feministka Elizabeth Badinter nie kryła oburzenia, kiedy pisała o decyzji WHO: „Nie można godzić się na to, by nauka rozstrzygała o fałszu i prawdzie na drodze nacisków grup społecznych, czy (…) referendum”. Nie tylko Badinter wiedziała, że to wpływ lobby homoseksualnego, a nie rzetelna wiedza naukowa, zdecydował o zwrocie w psychiatrii. Intencja była czytelna: jeśli coś nie jest chorobą, jest normalne. I nie można już wmawiać gejom, że „mogą z tego wyjść”. Tymczasem sam dr Robert Spitzer (obecnie profesor), który doprowadził do skreślenia homoseksualizmu z listy zaburzeń w 1973 r., po latach przyznał się do pomyłki. Przeprowadził serię badań wśród osób homoseksualnych, które poddały się terapii (wyniki badań opisał w raporcie Can Some Gay Men and Lesbians Change Their Sexual Orientation? 200 Participants Reporting a Change from Homosexual to Heterosexual Orientation).
      Okazało się, że przed jej rozpoczęciem tylko 2 proc. gejów uważało, że „spełnia” się w relacji heteroseksualnej (u kobiet – 0 proc.!). Po terapii już 66 proc. mężczyzn i 44 proc. kobiet uważało się za zdolne do trwania w związku z osobą płci przeciwnej. Dr Spitzer powiedział wtedy: „Jestem przekonany, że wielu ludzi dokonało poważnych zmian w kierunku stania się heteroseksualistami. Podchodziłem do tych badań sceptycznie. Teraz twierdzę, że te zmiany mogą być trwałe”. Tego oczywiście nie chciały uznać organizacje gejów i lesbijek. A za nimi posłusznie podążyły najważniejsze światowe media.

      Ja wierzę, że Pan Bóg chce dla tych osób życia wiecznego w Niebie i dlatego chce by odrzucili grzech. https://monikatomalik.blog.deon.pl/2013/12/12/tu-chodzi-o-wiecznosc/

      Jeśli jest Pani osobą wątpiąca, ale poszukującą to zapraszam do czytania moich innych wpisów :) może znajdzie Pani coś dla siebie :)

    • Prekursor leczenia gejów w Holandii prof. Johan Leonard Arndt po wielu latach praktyki powiedział: „Nigdy nie widziałem zdrowego i szczęśliwego homoseksualisty”. Jak pisze dr Aardweg, homoseksualizm „nie jest odosobnioną preferencją, ale wyrazem specyficznej neurotycznej osobowości”. A dogmat o jego nieodwracalności to mit, który służy interesom wyemancypowanych homoseksualistów. Homoseksualizm nie jest więc ani zaprogramowany, ani uwarunkowany genetycznie (co wykazały badania na bliźniętach jednojajowych), ani nieodwracalny. Należy go leczyć jak inne depresje, fobie, obsesje czy inne anomalie seksualne.
      Jest masa świadectw osób, które zostały uzdrowione z homoseksualizmu. Przesyłam chociażby te dwa:
      https://gosc.pl/doc/1588456.Bog-uzdrawia-mnie-z-homoseksualizmu
      https://www.milujciesie.org.pl/nr/mlodziez/jezus_uzdrowil_mnie_z.html

  6. Marta pisze:

    Dziękuję. Dużo lepiej ;-), ale jeśli podaje się argumenty naukowe, to należy powoływać się na najnowsze ustalenia, a nie na badania sprzed 40 lat. Zwłaszcza biorąc pod uwagę tempo rozwoju dyscyplin naukowych. Dzisiaj uważa się przecież zupełnie inaczej:

    Stosowanie terapii reparatywnej jest nieetyczne z natury, ponieważ narusza wiele podstawowych zasad etyki terapeutycznej: ignoruje wiedzę naukową, poniża godność pacjentów, powoduje wzrost ich napiętnowania społecznego, w końcu poważnie szkodzi relacjom między pacjentami a ich otoczeniem.

    oraz:

    Amerykańska Akademia Pediatryczna doradza młodzieży poszukiwanie wsparcia psychologicznego w przypadku poczucia niepewności co do tożsamości seksualnej. Unikaj wszelkich terapii, które mają na celu zmianę orientacji seksualnej lub leczenia bazującego na twierdzeniu, że homoseksualizm jest chorobą.

    I jeszcze:

    https://www.apa.org/monitor/2009/10/orientation.aspx

    https://web.archive.org/web/20080228025134/https://www.iglss.org/media/files/Angles_41.pdf

    Ja osobiście znam szczęśliwych homoseksualistów i jestem przekonana, że byli by jeszcze szczęśliwsi, gdyby ich normalniej traktowano.

    Kolejna sprawa: jesli to jest faktycznie choroba, to dlaczego jest grzechem?
    Poza tym nie prosiłam o argument dowodzący, że homoseksualzm da się wyleczyć, tylko o argument pokazujący, że homoseksualizm jest czynieniem zła, a to trochę coś innego.

    A Pani teksty chętnie poczytam i jeszcze się odezwę ;-)

    • Dlaczego jest grzechem? Bo jest wbrew naturze i nie daje życia. Tak samo jak jest grzechem stosowanie antykoncepcji przez pary heteroseksualne. A jeśli jest on chorobą, a jak wiemy choroby się nie wybiera, ale ona nas, to jeśli ta osoba dotknięta chorobą homoseksualizmu, która żyje w czystości nie popełnia grzechu. I może normalnie przystępować do sakramentów, do komunii. Ale tu chodzi o decyzję: tak jestem chory/chora, ale mimo to, chcę żyć z Bogiem i decyduje się na życie w czystości.

      Jeśli chodzi o pary heteroseksualne, to tak samo grzechem jest współżycie przed ślubem, wolne związki itd..

      Trochę trudno o najnowsze ustalenia, czy badania naukowe skoro WHO stwierdziło, że nie jest to chorobą, więc koniec i kropka. I taka osoba pozostaje sama sobie, bo wmówiono jej, że Kościół ją potępia więc tam nie pójdzie szukać pomocy. Nie znajdzie też żadnych lekarzy, no bo przecież to nie jest choroba, więc do kogo ma się zwrócić.
      Wie Pani ja też znam dużo szczęśliwych ludzi, a czasem się okazuje, że tam na dnie serca ich jest smutek. Można naprawdę dobrze to maskować. Już abstrahując od homoseksualizmu. Proszę zobaczyć na panią Justynę Kowalczyk: wszyscy patrzyli na nią z podziwem, taka silna dziewczyna, medale olimpijskie, szczęśliwa, uśmiechnięta, no po prostu wydawać by się mogło, że wtedy gdy zdobyła złoto, nie ma było świecie bardziej szczęśliwej osoby od niej. A tu co się okazało? Że ma depresję… i nie daje sobie z nią rady. Chyba nikt, patrząc na nią nie ośmieliłby się powiedzieć, że coś takiego przechodzi, przecież wygląda na osobę szczęśliwą….

      Jetem otwarta na dyskusję wiec czekam gdy Pani znów się odezwie :) i życzę owocnego czytania tekstów ;)

  7. Marta pisze:

    Powiem tak: jeśli natura „stworzyła” takie osoby, to na pewno nie istnieją one wbrew niej. Problem w tym, że osobem homoseksualnym, które znam ogromną przykrość sprawia, gdy ktoś mówi, że ich orientacja jest chorobą. Jeden z moich najlepszych przyjaciół, zdawszy sobie sprawę ze swojego homoseksualizmu, najpierw strasznie się załamał, następnie szukał pomocy w Kościele, ponieważ był bardzo wierzący. Nie znalazł. Szukał także pomocy psychologicznej i bardzo długo starał się z tym walczyć. Dopiero gdy zaakceptował sam siebie, pogodził się z tym kim jest i przestał to zwalczać, odnalazł spokój. Trwało to wszystko kilka lat. Naprawdę się starał. Teraz jest w stałej relacji i jest szczęśliwą osobą. A smutek na dnie serca pewnie ma, ponieważ pewnie chciałby być inny, ale niestety nie jest.
    Co do antykoncepcji. Ten sam problem. Rozumiem, że grzech, bo Kościół tak mówi, ale wiem jakie i komu wyrządza zło. Nie zapominajmy, że osoba niewierząca nie operuje pojęciem grzechu. Potrzeba argumentu etycznego. Wbrew naturze? OK, ale dalej nie rozumiem komu i jak wyrządza zło.

    • Bardzo mi jest przykro, że nie znalazł pomocy w Kościele. Swoją droga, to chyba tak bardzo wierzący to nie był skoro zdecydował się zostawić Pana Boga i żyć w grzechu. Zdaję sobie sprawę, że na pewno gdy ktoś odkryje że jest homoseksualistą to jest to dla niego strasznie ciężkie. Ale jeśli jestem bardzo wierzącą osobą, no to nie zostawiam Jezusa, tylko dlatego, że nie odpowiada moim poglądom. Ale mówię: „Ok. Jestem homoseksualistą, nie wiem Panie Boże co dalej mam z tym zrobić, ale trzymam się Ciebie, trzymam się Ciebie, który jesteś obecny w Kościele, i Ty prowadź.” Zgadzam się, trzeba zacząć od tego, że trzeba siebie zaakceptować takim jakim się jest, po to by samego siebie pokochać.

      • Dina pisze:

        Chciałabym powiedzieć, że Bóg nie tylko jest w kościele. Ja Go doświadczam na co dzień, na ulicy, w parku, w lesie, w łazience, w pracy itd. Rozmawiam z nim wszędzie i ciągle gdzie się da i mam możliwość. Jadąc rowerem, idąc nawet jak robię zakupy :) To wspaniale, że z Bogiem można być na co dzień i w każdej chwili, bo On jest blisko i zawsze przy nas jeśli chcemy otworzyć swoje serce Jezusowi!!! :)
        A jeśli chodzi o homoseksualistów, to sądzę, że jeśli on nie współżyją ze sobą co jest grzechem ( W Biblii jest to wyraźnie napisane), a żyją ‚wspólnotowo’ jako ‚bracia’, to nie czynią grzechu. Nie jestem pewna jak to określić, mam nadzieję, że będzie wiadomo o co chodzi. :)

    • Tabletki antykoncepcyjne – kobieta, która ma zdrowy organizm, truje się bo nie chce mieć dzieci. Tabletki, to hormony, które rozregulowują całą jej gospodarkę hormonalną. O tym że zwiększają wystąpienie raka piersi i szyjki macicy nie wspomnę.
      Spirale/wkładki domaciczne mają za zadanie nie dopuścić do zagnieżdżenia sie zarodka w macicy – a więc są wczesnoporonnymi.
      Nauka dzisiaj poszła już tak daleko, że poprzez zastosowanie nowoczesnych środków wiemy, ze dziecko podświadomie pamięta wszystko ze swojego życia płodowego (wraz z matką odczuwa emocje). A neuropsychiatria dziecięca robi tak ogromne postępy i odkrywa, że dziecko pamięta nawet moment swojego poczęcia i czy było chciane czy też nie (więcej na ten temat w książce „Rekolekcje dla twardzieli” autorstwa brata Efraima). Dlatego Kościół zawsze będzie stał na straży czystości przedmałżeńskiej i odrzucał jakąkolwiek formę środków antykoncepcyjnych, bo mu chodzi o człowieka, żeby od początku swojego istnienia był akceptowany, chciany i otoczony miłością. Chce zapewnić mu dobry start w życiu, a nie fundować mu już od początku poczucie odrzucenia, a później nerwówkę i stres związany z nieplanowaną ciążą.
      A gdy po jakimś czasie rodzice stwierdzą, że jednak ich związek był pomyłką, rozstają się. A konsekwencje nieodpowiedzialnych rodziców ponosi dziecko… które przez całe dzieciństwo, będzie albo u mamy, albo u taty… Straszne.

      Wie Pani dlaczego Kościół poleca Naturalną Metodę Planowania Rodziny (NMPR)? Bo w tej metodzie małżonkowie uczą się siebie nawzajem i co najważniejsze: szanują i oboje odpowiedzialnie podejmują decyzję o dziecku. Kobieta uczy się swojego cyklu i tak samo jej mąż uczy się cyklu żony: kiedy ma dni płodne kiedy nie. Kiedy nie planują mieć dzieci nie współżyją w te dni i wyrażają swoją miłość w inny sposób. Przecież wyrażaniem miłości nie jest tylko seks! Myślę, że dużo małżeństw rozpada się, bo nie umieją wyrażać swojej miłości inaczej niż w seksie. Przecież człowiek to nie tylko seksualność. Dlatego nieużywająca antykoncepcji, ale NMPR, to czas by nauczyć się panować nad swoim ciałem, nad pożądaniem. Dlaczego? Wtedy ludzie uczą się czekać na siebie. Bardzo przydaję się to później, po ślubie gdy małżonkowie muszą się rozstać na pewien czas np. z przyczyn pracy z a granica, albo z powodu choroby, gdy nie mogą współżyć ze sobą itd. Gdy umieli czekać na siebie przed ślubem, lub w czasie, gdy kobieta miała dni płodne, a oni nie planowali dziecka (a więc nie współżyli w tym czasie), to i teraz nie znajdą sobie kogoś innego do zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych.

      • Marta pisze:

        NPR jeżeli jest stosowane jako zabezpieczenie przed ciążą na stałe (jako „unikanie rodziny”) jest taką samą formą antykoncepcji jak każda inna.

        • tyle że NPMR nie jest metodą antykoncepcją, ale metodą odpowiedzialnego rodzicielstwa

          • Marta pisze:

            Zależy z jakim motywem jest stosowana. Jeżeli ktoś planuje „skończyć” np. na 2 dzieci bo więcej nie chce i dalej stosować NPR to wtedy jest to metoda antykoncepcyjna.

          • Tak, jest to wtedy antykoncepcja, ale muszą liczyć sie z tym, że stosując NPMR jako antykoncepcję, tak samo popełniają grzech jakby stosowali zwykłą antykoncepcję. Ale jeśli mówią: „nie planujemy mieć więcej dzieci więc współżyjemy tylko w dni niepłodne, ale gdy jednak pocznie się dziecko, Pan Bóg nas nim obdarzy, to je przyjmiemy z wielką radością i miłością” – taka postawa jest piękna i nie ma nic z antykoncepcji.

  8. Marta pisze:

    „Swoją droga, to chyba tak bardzo wierzący to nie był skoro zdecydował się zostawić Pana Boga i żyć w grzechu”. Trochę się na Pani zawiodłam. Miałam nadzieję na senswoną dyskusję, ale nie jestem pewna, czy jest to możliwe z osoba, która nie znając człowieka, jest w stanie ocenić go w ten spsób. Mój przyjaciel był ministrantem i lektorem przez około 10 lat i poszedł nawet do seminarium, gdzie zdał sobie sprawę ze swojej sytuacji. Był najbardziej wierzącą i najbardziej zaangażowaną w swoją religijność osobą, jaką do tej pory poznałam. I właśnie takie ocenianie innych najbardziej przeszkadza mi w ludziach „mocno wierzących”. Ja jestem prawie ateistką i nigdy nie powiedziałabym czegoś podobnego o osobie, której nigdy nie znałam. A sprawę z tego, jak on się czuł i co przeżywał mogą zdawać sobie tylko Ci, którzy też to przeżyli, albo patrzyli na to z bliska. Pani najwyraźniej nie ma o takich rzeczach pojęcia. A jesli się mylę, to proszę mi podać przykład z grona Pani przyjaciół, a nie opisywać, jak to w „teorii” powinno być. Robię krok do tyłu (w „moim” katolicyźmie).

    Co do szkodliwości środków antykoncepcyjnych dla zdrowia kobiety zgadzam się z Panią , chociaż z jakiegoś powodu nie wspomina Pani prezerwatywy. Jeśli chodzi o dalsze uzasadnienia, są prawdziwe, ale uważam, że środki antykoncepcyjne nie mają tu aż tak wiele to czynienia. Tu chodzi o miłość i wzajemne zrozumienie, wyzbycie się egozimu i szanowanie drugiej osoby. Chodzi o dobro, które tkwi w ludziach i którym się obdarzaja, a nie o rodzaj antykoncepcji, jaką stosują. Jeśli komuś pomaga w tym naturalna antykoncepcja, to Ok, jeśli komuś nie przeszkadza sztuczna, to nie widzę problemu. Rozumiem jednak i szanuję to, że Kościół ma na ten temat swoje zdanie.

    Ale Pani tekst jest o aborcji, więc zadam inne pytanie. Ostatnio moja bardzo wierząca znajoma stwierdziła, że gdy kobieta zachodzi w ciąże w wyniku gwałtu, to znaczy, że Bóg zamienia dramat kobiety w cud. Ja osobiście uważam, że cud następuje, gdy dziecko jest owocem miłości dwojga ludzi i tylko w tej miłości może objawić się Bóg. Gdy dochodzi do gwałtu, co jest czymś zwierzęcym, a nie ludzkim, nie ma miejsca żaden cud. Jest to zwyczajny proces biologiczny, taki jak zachodzi u innych gatunków zwierzęcych, bo tak a nie inaczej to działa. Dziewczynie (studentce), która została zgwałcona zbiorowo w Indiach, usunięto w następstwie wszystkie narządy rozrodcze i juz nigdy nie zostanie matką. Nigdy nikomu nie da życia. Skoro ludzie wierzący tak doskonale potrafią wyjaśnić, jak i gdzie Bóg sprawia cuda, to czy może mi Pani powiedzieć, gdzie jest cud w tym przypadku? Zazwyczaj słysze wtedy odpowiedź, że „niezbadane są ścieżki Pana”. Ale jak zgwałcona kobieta zachodzi w ciąże, to wiadomo, że cud.

    • Gdyby Pani napisała, że był chłopak był wierzący, to ok.nie wyciągałabym takich wniosków. Ale jeśli ktoś się uważa za bardzo wierzącego tzn., że bardzo i to bardzo ufa Panu Bogu i jest w zażyłej, miłosnej relacji z Nim, to dziwne jest dla mnie to, że gdy pojawiają się przeszkody, ucieka od Niego. Wie Pani, to że On był ministrantem, lektorem i nawet poszedł do seminarium nie świadczy o tym, że był bardzo wierzącym. Nie wiem, co on i co Pani rozumie przez określenie „bardzo wierzący”, bo jeśli to pobożne spełnianie praktyk religijnych, wiedza teologiczna itd, a nie ma tam żadnej żywej relacji z Jezusem no to się rozmijamy w temacie. Znam ludzi, którzy wygrywali ogólnopolskie konkursy z wiedzy religijnej, a byli ateistami.

      O prezerwatywach nie wspomniałam, bo ona ma tak niską skuteczność, że nie chciałam się ośmieszać. Dla nieodpowiedzialnych przyszłych rodziców w sam raz…

      Każde poczęte dziecko jest darem i cudem. Ale byłabym daleko od wniosków, że gdy kobieta zachodzi w ciąże w wyniku gwałtu, to znaczy, że Bóg zamienia dramat kobiety w cud. Moim zdaniem jest to dramat dwóch osób – matki i dziecka, które będą musiały zmierzyć się z ta traumą.

  9. Marta pisze:

    Najpierw o prezerwatywach. Według wskaźnika Pearla przy skutecznym stosowaniu metody wskaźnik wynosi 2 (2 na 100 kobiet), podczas gdy tzw. metoda kalendarzykowa to 14. Inne metody naturalne to kolejno 3, 4 i 5. O nieprawidłowym stosowaniu metod nie wspominam, bo to kwestia odpowiedniej edukacji seksualnej.
    https://twoje-wspolzycie.com.pl/pearl.php. Nie to, że się upieram, tylko takie są fakty.

    Zdumiewa mnie Pani wiedza na temat ludzi i ich wiary. Podałam te przykłady z życia mojego przyjaciela, żeby zobrazować pewne rzeczy. Natomiast ja znam tego człowieka od prawie 30 lat i to co mówię opiera się na naszej bliskiej znajomości i przyjaźni. I byłam też blisko niego w okresie, w którym zdał sobie sprawę ze swojej orientacji. Oczywiście on może dla mnie również być ateistą, a i tak będę uważała go za wspaniałą i dobrą osobę, bo taką właśnie jest. A tego, jak on radził sobie i nadal musi radzić z tą sytuacją nigdy nie nazwałabym uciekaniem od Boga.
    Pani nadal próbuje oceniać religijność osoby, której nie zna, bo prawdopodobnie nigdy nie zetknęła się Pani z takimi ludźmi i dylematami w bezpośredni sposób. Wówczas odwoływałaby się Pani do własnych doświadczeń i obserwacji. Zna Pani osoby, które wygrywały ogólnoposkie konkursy religijne i były ateistami. Świetnie. A czy zna Pani chociaż jedną religijną osobę, która musi radzić sobie ze swoim homoseksualizmem?
    Czy potrafi Pani sobie wyobrazić, że osoba głęboko wierząca i religijna nie jest być może w stanie całe życie walczyć ze swoją naturą? Że być może tak jak inni pragnie po prostu zaznać miłości, bliskości i intymności drugiej osoby, w zgodzie z własną naturą, której przecież nie wybierała? I nadal nie potrafię zrozumieć komu i w jaki sposób wyrządza tym zło.

    Pani odpowiedź na temat aborcji: jedna z najsensowniejszych jakie dotąd słyszałam od wierzącej osoby :).

    • Wie Pani, że metoda kalendarzykowa już dawno wyszła z mody? NMPR to nie jest to samo co kalendarzyk.
      Nie oceniam człowieka po jego religijności, czy jest on dobry czy jest zły. I nie twierdze, że Pani bliski znajomy jest zły. Bo to nie o to chodzi. Ja nie potępiam człowieka, ale grzech i to są dwie rożne rzeczy. Tak, znam osobę homoseksualną i ona bez żadnych zmagań od razu odeszła od Kościoła. Wiem, przykre to.

      Cieszę się, że chociaż w tej jednej kwestii Panią usatysfakcjonowałam :) Chyba nie można wszystkiego zrozumieć od razu. Przeczytałam kiedyś takie zdanie, że „nie da się przekonać do nawrócenia, ale trzeba nawrócenia, aby się przekonać” Dlatego proszę dalej szukać Pana Boga, szukać w Kościele, szukać Go całym sercem, bo On nie patrzy tak jak patrzy człowieka, ale On patrzy na serca, na to co w nim jest. Polecam niesamowita konferencję o „Dno serca” https://www.youtube.com/watch?v=9BOUZQGJXXY

  10. JoAnna pisze:

    Witaj Moniko!!
    Ciesze sie ze jest ktos kto pisze i rozmawia otwardzie na tematy dla niektorych tabu jak np poczecie w gwalcie!!
    Przeraza mnie fakt ze na wielu grupach niby ok jak np karmiace cyce na ulice czesto pojaeialo sie pytanie o antykoncepcje i Panie ni w zab nie pojmowaly czemu to zle a ja mie pojmuje jak to mozliwe ze 1 czy2 dzieci icj moga zyc a reszta juz nie;(
    Z Panem Bogiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *