Gest Stocha niczym gest Kozakiewicza?

Kami Stoch Soczi 2014

Ktoś kiedyś powiedział, że chrześcijanin to człowiek, który wzrok ma nieustannie utkwiony w niebo, ale i bardzo twardo stąpa po ziemi.

Nie znam osobiście Kamila Stocha (tak jak większość z nas). Ale myślę, że każdy zgodzi się ze mną, że to normalny, zwykły, skromny człowiek. Uśmiechnięty, z poczuciem humoru. Mocno stąpający po ziemi (choć to określenie do skoczków narciarskich nie jest zbyt trafne :) Wie, że bez codziennych treningów nie ma efektów. Mówi, że stara się wykonywać swoją robotę najlepiej jak potrafi. Ma determinację, która nie pozwala się mu załamać po porażkach. Towarzyszy mu myśl, którą powiedział mu kiedyś jego tata: „Musisz sto razy przegrać, żeby raz wygrać”. Ciężka pracą i wysiłkiem zapracował sobie na te dwa olimpijskie złote medale.

Kamil Stoch podczas dekoracji medalowej, po wejściu na podium, wniósł oczy ku niebu. Powiedział, że ten gest to było podziękowanie dla tych wszystkich, których z nami nie ma, a którzy przygotowali go do tego momentu. Także do samego Boga, za to co mu okazał.

Kamil, nie wstydzi się swojej wiary. Mówi o tym wprost: „Kiedy coś mi się nie udaje, wtedy oddaję się pod opie­kuń­cze skrzy­dła Pana Boga. Wiem wtedy, że jest przy mnie, czuję to. Mo­dlę się o to, bym umiał cie­szyć się ze zwy­cię­stwa i god­nie przy­jął po­rażkę. Dzię­kuję za wszystko Panu Bogu, bo Jemu wszystko za­wdzię­czam”

Postawa Kamila, którą prezentuje jest takim pstryczkiem w nos tym wszystkim, którzy uważają katolików za osoby ponure, średnio inteligentne, zacofane itd., po prostu za ciemnogród. Nie wiem czy ktoś z tych osób odważyłby się użyć takich określeń pod adresem dwukrotnego mistrza olimpijskiego.

Dziękuję Kamilowi za jego świadectwo wiary. Szczególnie teraz kiedy duża część młodych osób odchodzi od Kościoła i mówią „Bóg – tak, Kościół – nie”, kiedy w mediach przedstawia się Kościół jako instytucję oszustów i pedofilów. Szczególnie teraz kiedy próbuje spychać się wiarę tylko do sfery prywatnej, on nie wstydzi się powiedzieć o niej publicznie: „Nawet w dniu zawodów staram się znaleźć czas na wyjście do kościoła. W trudnych momentach wiem, że Bóg doświadcza mnie w ten sposób, bym się czegoś nauczył. Pokazuje mi drogę. Zawsze będę powtarzał, że dziękuję Bogu za trudne chwile, dzięki którym później mogę być lepszym”.

Czy ten charakterystyczny gest podziękowań, skierowany w stronę nieba (tak bardzo akcentowany w mediach) przejdzie do historii niczym gest Kozakiewicza? Nie wiem. Pewnie nie. Ale zapewne da do myślenia wielu ludziom. No bo jak to jest, że gdy ktoś kto ma wszystko: sławę, pieniądze, zdrowie, rodzinę, osiągnął tak wiele w sporcie; mówi że to wszystko zawdzięcza Panu Bogu?

Tylko autentyczne świadectwo wiary pociąga. A Kamil jest autentyczny w tym co mówi i co robi. Może dzięki temu, że tak otwarcie dzieli się swoja wiarą, ktoś kto zraził się do Kościoła, do Pana Boga; na nowo do Niego powróci?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Gest Stocha niczym gest Kozakiewicza?

  1. Hanzii pisze:

    Kamil Stoch to teraz trochę Adam Małysz. W nim wszyscy pokładają nadzieje na złote medale i rozsławienie Polski w świecie.
    Co do Boga i Kościoła.Sama wierzę w Boga i się nie wstydzę tego. Lecz moi rówieśnicy traktują to bardzo z dystansem ale i z rozbawienie bo katolik to „idiota”.
    Zauważyłam również, że niektórzy młodzi ludzie traktują wiarę jako nową mode- coś co jest modne i może niedługo się zmienić.
    Pozdrawiam.
    Hanzii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *