Idąc w góry zaopatrz się w Plaster

plaster_mioduWędrówka po górach wymaga nie lada wysiłku. Czasem trzeba iść długo doliną, aby móc wdrapać się na szczyt. W takich wyprawach łatwo o zniechęcenie, poddanie się, upadek, a co za tym idzie skaleczenie i rany. Dlatego warto mieć ze sobą podręczną apteczkę, a w niej Plaster. Dzięki niemu będziesz mógł kontynuować wyprawę, będziesz mógł wspinać się na szczyty, iść ciągle w górę ku wyznaczonemu celowi.

Takim właśnie Plastrem jest książka o. Adama Szustaka Plaster miodu. Choć są to rozważania na każdy dzień Adwentu, to sprawdzają się one równie dobrze na każdy zwykły dzień roku. O. Szustak w Plastrze zachęca mnie i ciebie, aby podnieś głowę do góry i nie bać się wysokich pragnień i wymagań, bo Pan Bóg próbuje nas zaprosić, pociągnąć do czegoś więcej, do czegoś, co jest wyżej.

Dominikanin sygnalizuje, że gdy następuje taki moment, w którym człowiek się nawraca, zachłystuje się Panem Bogiem i byciem z Nim, to wydaje mu się wtedy, że wszystko się da, że Pan Bóg na zawsze pokonał już wszelkie zło. No bo skoro odnieśliśmy jakieś zwycięstwo, to przecież dalsza droga będzie już z górki. Niestety nie. Warto mieć na uwadze, że po pierwszym zwycięstwie właśnie rozpoczyna się droga pod górkę, bo trzeba będzie do końca wyplenić z siebie zło, a to się wiąże oczywiście z ogromnym bólem i płaczem. Trzeba być w tym radykalnym, aby zło, które kiedyś nami rządziło, nie wróciło z powrotem. Bo kiedy ono wraca, to już ze zdwojoną siłą. Ojciec Adam podkreśla, że nie wystarczy tylko zrezygnować ze zła, ale aby mieć pewność, że ono już nie wróci, to trzeba jeszcze wprowadzić w swoje serce Jezusa. Jak to zrobić? Na drogę zaopatrzyć się w MSW (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) czyli Modlitwa, Spowiednik, Wspólnota.

Wszystko pięknie, ale wiadomo, że w górach czasem jeden nieuważny krok albo brak pokory wystarczy, żeby upaść, czasem bardzo nisko. Może nas też zgubić samowystarczalność: że jeśli już tutaj doszliśmy, to już nie potrzebny nam Bóg. Co wtedy? Ojciec Szustak przywołuje historię proroka Ozeasza, który został wezwany przez Boga, by poślubić Gomer, która była prostytutką. Ozeasz pokochał ją, a ona odeszła od praktykowania nierządu, ale po jakimś czasie Gomer uciekła od niego i znów powróciła do prostytucji. Ale mimo to, w sercu Ozeasza było wielkie pragnienie, by znów ją pokochać, by przyjąć ją z powrotem. Nierząd w Biblii jest symbolem niewierności wobec Boga, dlatego poprzez tą historię Pan Bóg chciał przekazać nam, że mimo to, że człowiek odchodzi od Niego, On nie przestaje go kochać. „Bóg się nie zniechęca! – pisze ojciec Adam – nawet jeśli odchodzimy, On dalej będzie nas kochał. W sercu ciągle będzie sobie mówił: Pokocham jeszcze raz, jeszcze raz oczyszczę, jeszcze raz przyjmę i nawet jeśli znów ucieknie i wróci do swojego nierządu, jeśli znów się zbruka i wpadnie do kanału, wezmę ją z powrotem”.

Te słowa są jak plaster, który daje nadzieję, że „gdy nawet po raz sto pięćdziesięciotysięczny w swoim życiu wrócisz do Niego i powiesz: Wziąłbyś mnie za żonę? Odeszłam, zgubiłam się, ubrudziłam i znów się zeszmaciłam, to On ze szczerym uśmiechem odpowie: Przecież Ja cię już od dawna szukam, żeby cię wziąć znów za żonę”. No dobrze, ale ktoś może czuć wstyd z powodu tego, że tyle razy Bóg mu przebaczał, a on znów Go zdradził. Wtedy trzeba sobie tylko zadać pytanie, czy jest w nas pragnienie bycia z Bogiem tak bardzo blisko, czy jest w nas tęsknota za Nim? Ojciec Szustak zapewnia, że „jeżeli Pan Bóg znajdzie kogoś, kto tęskni, kto naprawdę Go wyczekuje i traci rozum z tęsknoty za Nim, to sprawi, że ten człowiek nie będzie miał się czego wstydzić”.

miod-520x245Każde z rozważań w Plastrze Miodu kończy się modlitwą. I ja zakończę te moje rozważania modlitwą, która będzie parafrazą słów widniejących w gablotce w pustelni św. Brata Alberta w Zakopanem na Kalatówkach:

Panie Jezu, niech nasza wędrówka do Ciebie po górach uczy nas szukania, cierpliwości i wierności w szukaniu. Niech oczyszcza nas z egoizmu, gdy trzeba się dzielić kawałkiem chleba, a czasem może nawet plastrem miodu lub gdy trzeba rezygnować z własnych planów, by ratować drugiego, często nieznanego człowieka. Spraw byśmy byli ludźmi gór, czyli abyśmy nie tylko lubili i umieli chodzić po górach, ale byśmy tymi górami potrafi żyć w dolinach. Wtedy mamy szansę poczuć się jak bardzo jesteśmy malutcy wobec ogromu Twojej potęgi. Spraw abyśmy mając okazję poznać samego siebie, swoje wnętrze, swoje możliwości, swoją niewystarczalność; zdobywali krok za krokiem jedną z najcenniejszych cech ludzkich – pokorę, która zdobyta w górach, potem owocuje w dolinach. Amen.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Komunia Święta – przywilejem świętych, czy grzeszników?

hostieW ostatnim czasie coraz mocniej toczy się burzliwa dyskusja pt. „prawo do komunii”. Pytania, które się rodzą, są zawsze w podobnym tonie: „Za kogo uważają się biskupi i księża, by osądzać, czy ktoś jest godny przyjęcia komunii, czy nie?” Nie chcę roztrząsać tego tematu, bo nie w tym rzecz, dlatego powiem tylko tyle: do komunii mogą przystępować ci, którzy są w łasce uświęcającej tzn. nie są w stanie grzechu ciężkiego. Koniec i kropka. Taką wiedzą posiadają nawet dzieci 9-letnie. To tyle w ramach wyjaśnień, a teraz przejdźmy do meritum.

Komunia NIE JEST nagrodą dla ludzi świętych. Komunia JEST łaską dla ludzi grzesznych. Człowiek nie jest w stanie żyć według dziesięciu przykazań, nie jest w stanie kochać, a także nie jest w stanie zostać świętym, bez łaski Bożej. W komunii Bóg daje mi się Cały. On, wielki i potężny Bóg chce przychodzić do mnie ze swoją miłością, z umocnieniem. Chce jeszcze mocniej zjednoczyć się ze mną, by mnie sobą uświęcić. Mimo, że czuję się niegodna, by móc Go przyjąć, bo jestem grzesznikiem, to On czyni mnie godną obmywając w strumieniach miłosierdzia.

Bóg chce przyjść do mnie, bo mnie kocha. A czy ja też z tego samego powodu chcę Go przyjąć, czy raczej traktuję Jego przyjście jako coś co mi się należy? Jeśli przyjmujemy Go z miłością, to żyjmy w takiej komunii z Nim, by świat poznał, nie tylko po naszych słowach, żeśmy uczniami Jego, ale przede wszystkim po tym, jak potrafimy kochać drugiego człowieka. Myślę, że w tym tkwi głęboki wymiar duchowy komunii świętej: Miłość przychodzi do nas, byśmy mogli się nią dzielić z innymi, aby móc obudzić w ludziach pragnienie Boga. Może wtedy przestaną oni toczyć walkę o „prawo do komunii”, bo w końcu poczują głód, głód miłości Boga. A to jest sedno sprawy: aby chcieć być nakarmionym, trzeba wpierw być głodnym.

Mówiąc o komunii nie sposób nie przytoczyć słów pięknej pieśni, która jest w pewnym sensie spoiwem tych rozważań: „Chlebie najcichszy otul mnie twym milczeniem. Ukryj mnie w swojej bieli, wchłoń moją ciemność. /Przemień mnie w siebie, bym jak Ty stał się chlebem. Pobłogosław mnie, połam, rozdaj łaknącym braciom. /A ułomki chleba, które zostaną rozdaj tym, którzy nie wierzą w swój głód”.

Te ułomki chleba wystarczą, by zagubiony człowiek zapragnął Miłości. A to już niedaleka droga, aby na dnie swojego serca, serca głodnego miłości, wyszeptał: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj

Walcz w zwycięskiej drużynie!

walka-duchowa-komentarz-liturgiczny-622x381„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” – pisała Wisława Szymborska w jednym ze swoich wierszy. To stwierdzenie nie jest jedynie piękną poezję, ale życiowym konkretem. Możemy mówić, jak ważne są dla nas wartości tj. miłość, wierność, uczciwość itd., ale gdy przyjdzie co do czego, to czy postąpimy tak, jak sobie to zakładaliśmy? Czy damy się ponieść emocjom, uniesieniom chwili zostawiając za sobą wszystko to, co do tej pory uznawaliśmy za swoje wartości? Na pewno kiedyś znajdziemy się w sytuacji, która będzie wymagała od nas pewnego rodzaju własnoręcznego podpisu pod tym, co mówiliśmy, że jest dla nas ważne. Bo tylko wtedy nasza postawa będzie wiarygodna. Dlatego potrzeba spójności między tym co się mówi, a tym co się robi.

Czasem będzie to trudne do wykonania, bo…będą pokusy: by przestać, by się poddać, że po co to wszystko, przecież inni też tak robią i nic się złego im nie dzieje itd. Zapewniam – nie będzie łatwo, to będzie ostra walka na śmierć i życie. Tak jak w meczu na Mistrzostwach Świata, w którym każdy daje z siebie wszystko, bo wie, że warto się bić, za wszelką cenę. Marcin Jakimowicz w jednej z książek pisze, że „wyjdziemy z tego meczu poobijani. Słaniający się na nogach ze zmęczenia. Z przetrąconym biodrem. Kulejąc. Ale – mamy odgórne zapewnienie – zwyciężymy”.

Ważne tylko, by chcieć grać w zwycięskiej drużynie, a nie w drużynie przegranych. A tak po ludzku patrząc, to po zakończonej walce, troszkę inaczej niż w normalnym meczu, nie od razu widzi się efekt swojej walki, może się wydawać, że jest się przegranym, bo wszystko będzie boleć, a przeciwna drużyna będzie się z nas naśmiewać. Warto wtedy spojrzeć na krzyż… Wszyscy myśleli, że On też wtedy przegrał…. A czy na pewno?

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Miłość to wierność wyborowi

d343323912Ona w pięknej białej sukni, on w eleganckim garniturze. W obecności samego Boga ślubują sobie miłość, wierność…. Czy można tak złożoną obietnicę złamać? Wydaje się, że nie, ale życie pokazuje, iż niestety jest inaczej… Krzysztof Ziemiec dziennikarz radiowy i telewizyjny, zapytany kiedyś o sens przysięgi małżeńskiej stwierdził, że nawet jeśli ktoś zbyt rytualnie traktuje sam ślub, to znaczy mniej jak sakrament a bardziej jak uroczystość, to warto być wiernym, tak samo jak warto być przyzwoitym człowiekiem. „Dla mnie to po prostu filozofia życia! Pewien świadomy życiowy wybór, za który trzeba też ponosić odpowiedzialność. Przecież mówimy: Nie opuszczę Cię aż do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg!” – i podaje bardzo konkretne przykłady, które przemawiają mocno do wyobraźni: „Czyż jeśli kapitan jako ostatni schodzi z tonącego statku, a dowódca wojskowy zawsze będzie do końca bronił swoich podwładnych, to czy my mamy prawo zostawić kogoś, z kim dzielimy życie? Jeśli dzielni żołnierze podziemia nie wydali w czasie tortur swoich współpracowników w ręce UB czy Gestapo, to czy my w czasie pokoju mamy prawo zdradzić kogoś tak nam bliskiego jak współmałżonek? Czyż nie jest to zwykłe świństwo?! Tak po prostu kogoś zawieść. Zniszczyć uczucie. Poniżyć drugą osobę… Tak robią tylko mali ludzie! Albo okrutnicy, dla których życie ludzkie nie ma znaczenia”.

Więc czym zatem jest wierność? Według Krzysztofa Ziemca wierność to tego rodzaju test, w którym sprawdzamy, na ile jesteśmy uczciwi wobec siebie, na ile jesteśmy uczciwi wobec innych, na ile jesteśmy twardzi wobec własnych przekonań. „Wierność nie polega tylko na tym, by być ze sobą, gdy jesteśmy młodzi, piękni, zgrabni i zdrowi, ale także, a może przede wszystkim wtedy, gdy coś w życiu idzie nie tak, kiedy na przykład jedno choruje lub miało wypadek i kiedy bardzo mocno siebie potrzebujemy. W takich momentach poznaje się wartość wierności i wartość małżeństwa. Myślę, że przysięga małżeńska w tych trudnych chwilach nabiera szczególnego smaku i sensu” – odpowiada Ziemiec.

W małżeństwie zapewne nadejdą takie momenty, kiedy przestanie być „fajnie” i wszystko będzie wskazywało na to, by się rozstać, bo po co się dłużej męczyć. Znajdą się też „życzliwe” osoby, które będą doradzały znalezienie sobie kogoś innego, by ułożyć życie na nowo. Warto wtedy przypomnieć sobie słowa św. Augustyna mówiące, o tym że „miłość to wierność wyborowi”….

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj

Matko, która nas znasz

mama-z-dzieckiem-665x309Nie mają co jeść, gdzie się umyć, gdzie spać. Umierają z głodu, z zimna. Tułają się z jednego miejsca w drugie. Nie wiedzą gdzie iść, gdzie szukać pomocy. Alkohol, narkotyki, hazard… i stracili wszystko – dach nad głową, środki do życia. Ale można być tzw. porządnym człowiekiem i wszystko stracić w jednym momencie. Wystarczy jeden kataklizm: trzęsienie ziemi, tsunami, powódź itd., by stać się człowiekiem bezdomnym.
Matko ludzi bezdomnych – przyjdź i drogę wskaż.

Prześladowani za wiarę w Chrystusa, za walkę o wolność i o prawdę. Ciągani po sądach, szykanowaniu, wsadzani do więzień, bici, torturowani i mordowani.
Matko prześladowanych – do Syna Twego nas prowadź.

Odrzucone dzieci – zabijane jeszcze przed narodzeniem, bo były niechciane, chore. Odtrąceni starzy i schorowani rodzice – wyrzucani na bruk, oddawani do domów starców, bo są już bezużyteczni, niepotrzebni. Ludzie, którzy nie czują się kochani – w oczach swoich bliskich zamiast miłości widzą obojętność.
Matko ludzi wzgardzonych – pokój światu daj.

Matko, która nas znasz, z dziećmi Twymi bądź. Na drogach nam nadzieją świeć, z Synem Twym z nami idź.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj

Powstanie serc

Niebo dziś cieszy oczy błękitem
Słońce rozpromienia twarz
Cisza
Tylko malutkie wróbelki niczym Mali Bohaterowie
nucą swe opowieści
1941407f001896e14f1f3da3Ciszę przerywa jedynie dźwięk syren
17.00
Patrzę w niebo
Staję w bezruchu
Czuję że jednym niepotrzebnym ruchem
mogę przegapić to czego szukam
Tylko serce nie chce stanąć
Nawet na tą jedną minutę
Chyba za często stawało w tym czasie
I już nie chce
Ono chce bić
Chce żyć
Dla Polski

60 sekund minęło
Wszystko wraca do normalności.
A ja?
Nie bo dziś cieszą się oczy błękitne
Że zobaczyły nadzieję
Na powstanie serc

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Tęczowe przymierze

rainbow_rain_by_manekineko67-d5l0bafAndrew Comiskey (były homoseksualista, od 1980 roku prowadzi też wspólnotę i program Strumienie Życia pomagające ludziom mającym problem ze swoją tożsamością seksualną) twierdzi, że dziś wiele osób uznaje homoseksualizm za coś normalnego, ponieważ władze i media malują mu świetlaną twarz. „Prawda jest taka, że jest to jeden z rodzajów seksualnej dezintegracji. Za takie myślenie i mówienie nadaje się nam etykietę osób pełnych nienawiści, ponieważ nie błogosławimy praktyk seksualnych, które uważamy za destrukcyjne. Ja jednak wiem, że jeśli ktoś wejdzie ze swoimi problemami do wody, którą proponuje nam Jezus, odnajdzie rozwiązanie, którym jest On sam” – przekonuje Comiskey. W swojej książce W poszukiwaniu tożsamości płciowej. Historia byłego homoseksualisty pisze, że „nikt nie rodzi się zorientowany seksualnie na tę samą płeć. Ludzie stają się homoseksualistami w wyniku wydarzeń, przez jakie przeszli w swym dzieciństwie. Mogą to być wydarzenia związane z wykorzystaniem seksualnym lub zerwaniem prawidłowych relacji wewnątrz rodziny”.

Warto zwrócić uwagę, że problem homoseksualizmu wśród mężczyzn wzrasta dziś szybciej niż wśród kobiet dlatego, że najczęstszą przyczyną homoseksualizmu są złe relacje syna z ojcem. O. Józef Augustyn pisze, że chłopiec, który stawał się później homoseksualistą zostawiał zwykle swoje dzieciństwo z odczuciem wielkiej nienawiści i strachu w relacji do ojca, ale też był bardzo spragniony uczucia, akceptacji i miłości z jego strony. Rzadko można spotkać homoseksualistę, który czułby się kochany i szanowany przez swego ojca. Badacz i terapeuta Irving Bieber pisze o swoich doświadczeniach z homoseksualistami, że w żadnym wypadku relacje ojciec – syn nie były normlane. Zazwyczaj ojciec był „z boku” i nie angażował się w codzienne życie i zainteresowania syna. Homoseksualizm jest poszukiwaniem męskiej tożsamości poprzez uczuciowe i seksualne związanie się z mężczyzną, to wieczne, pełne niepokoju poszukiwanie wzoru własnej identyfikacji jako mężczyzny. Zygmunt Freud stwierdził, że w osobie dotkniętej problemem homoseksualizmu kryje się specyficzne rozczulające się nad sobą dziecko.

Na potwierdzenie tych słów przywołam jeszcze raz osobę Andrew’a Comiskey, który dając świadectwo wyjścia z homoseksualizmu mówił o swoim trudnym dzieciństwie. Jego ojciec był człowiekiem niedostępnym i ciągle czuł na sobie jego obwiniające spojrzenie mówiące, że jest gorszy. Wierzył, że tak jest. Ale gdy Bóg zaczął go uzdrawiać i wzywać do życia w czystości, to chciał naprawić to, co jest w nim najgłębiej ukryte i poranione. „Takim czymś były relacje z moim ojcem albo raczej brak relacji z nim. W kontakcie z nim zachowywałem się wciąż jak małe, poranione dziecko, on wywoływał we mnie ból emocjonalny. W końcu zacząłem próbować mu przebaczyć” – wspominał Andrew.

Wiele badań wykazało, że nie ma wrodzonego homoseksualizmu. Najbardziej znane są obserwacje profesora J. D. Rainera, analizującego przypadki bliźniąt jednojajowych, z których jedno okazywało się hetero-, a drugie homoseksualistą. Profesor W. H. Perloff wykluczył z kolei wpływ hormonów na powstawanie homoseksualizmu, klasyfikując go jako zjawisko czysto psychiczne. Do podobnych wniosków doszli również tacy uczeni, jak m.in. Karen Horney, Charles Socarides czy Marcel Eck. Nawet tak życzliwi wobec ruchu gejowskiego seksuologowie, jak Masters i Johnson stwierdzili, że źródłem homoseksualizmu są nabyte preferencje.

Często powtarza się, że homoseksualizm nie jest chorobą, bo został skreślony z listy chorób przez Światową Organizacje Zdrowia (WHO), ale mało kto chce mówić o tym, jak doszło do tego skreślenia. Pierwszy raz w historii o skreśleniu czegoś z listy chorób zadecydowały nie badania naukowe, a referendum przeprowadzone wśród psychiatrów i psychologów. Dobór osób głosujących nie był, zresztą, reprezentatywny. Celowo nie zapytano o zdanie dość licznej grupy specjalistów o odmiennych poglądach. Nawet francuska feministka Elizabeth Badinter nie kryła oburzenia, kiedy pisała o decyzji WHO: „Nie można godzić się na to, by nauka rozstrzygała o fałszu i prawdzie na drodze nacisków grup społecznych, czy (…) referendum”. Nie tylko Badinter wiedziała, że to wpływ lobby homoseksualnego, a nie rzetelna wiedza naukowa, zdecydował o zwrocie w psychiatrii. Intencja była czytelna: jeśli coś nie jest chorobą, jest normalne. I nie można już wmawiać gejom, że ‚mogą z tego wyjść’. Tymczasem sam dr Robert Spitzer, który doprowadził do skreślenia homoseksualizmu z listy zaburzeń w 1973 r., po latach przyznał się do pomyłki.(Fragment artykułu Jacka Dziedziny, Gość Niedzielny 19/2008)

Prekursor leczenia gejów w Holandii prof. Johan Leonard Arndt po wielu latach praktyki powiedział: Nigdy nie widziałem zdrowego i szczęśliwego homoseksualisty. Jak pisze dr Aardweg, homoseksualizm nie jest odosobnioną preferencją, ale wyrazem specyficznej neurotycznej osobowości. A dogmat o jego nieodwracalności to mit, który służy interesom wyemancypowanych homoseksualistów. Homoseksualizm nie jest więc ani zaprogramowany, ani uwarunkowany genetycznie (co wykazały badania na bliźniętach jednojajowych), ani nieodwracalny. Należy go leczyć jak inne depresje, fobie, obsesje czy inne anomalie seksualne. (Fragment artykułu Artura Bazaka, Gość Niedzielny 07/2008)

To, że kilkadziesiąt osób przegłosuje iż nowotwór nie jest chorobą, nie sprawi, że pacjenci nagle ozdrowieją i poczują się lepiej. Oni będą nadal cierpieć (ale teraz już w samotności, bo na zewnątrz będą pokazywali, że są szczęśliwi). Zmieni się tylko to, że nawet jakby chcieli podjąć leczenie, to nie będą mieli się gdzie udać po fachową pomoc, bo wszędzie usłyszą: „ale przecież Pan jest zdrowy”, „Pani jest zdrowa”. I odejdą z kwitkiem, na którym będzie widniał napis „nietolerancyjny”. Niektórym trudno zrozumieć, że są jeszcze ludzie, którzy uważają, że chorobę się leczy, a nie toleruje….

Jeśli jesteś osobą o skłonnościach homoseksualnych, to wiedz, że Bóg się Tobą nie brzydzi. On Ciebie kocha i pragnie Cię uzdrowić. Wróć do Kościoła, do sakramentów – tam gdzie tętnią Strumienie Życia. Bo tylko tam Bóg może wylać na Ciebie deszcz łask. A to sprawi, że wtedy, będąc oświetlonym Jego blaskiem, pojawi się nad Tobą tęcza – znak przymierza między Tobą a Bogiem, znak ojcowskiej miłości do Ciebie. Czy pragniesz tego? Jeśli tak, to nie bój się i przyjdź. „Tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę” /J 6,37/.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Skomentuj

Ciało nie ma mocy kochania

15Od dłuższego czasu zauważam, że w mediach publicznych (np. w Polskim Radiu), prasie, a przede wszystkim w internecie jest nieustanna propaganda kultury hedonistycznej – łapczywego dążenia do maksymalnej przyjemności. Coraz więcej pojawia się audycji radiowych, artykułów, tematów, które śmiało można nazwać „poradnikami seksu”. Ich autorzy i zapraszani gości twierdzą, że jest na te tematy zapotrzebowanie, bo w Polsce nie ma w ogóle edukacji seksualnej. Ubolewają nad tym, że w szkołach zamiast rzetelnej wiedzy z zakresu seksualności, dzieci i młodzież mają żenujące lekcje z „wychowania do życia w rodzinie”. Czyżby edukacja seksualna miała być receptą na szczęśliwe życie?

Doktor Wanda Półtawska, która 65 lat przepracowała w poradni rodzinnej, a poza tym jest doktorem nauk medycznych i specjalistą w dziedzinie psychiatrii (więc wie, co mówi i zna się w temacie) w książce Eros et iuventus pisze: „Losy ludzi jednoznacznie dowodzą, że przeżycie orgazmu nie jednoczy ludzi, samo niczego nie daje miłości i chociaż nieraz ludzie doświadczają wielokrotnie tego przeżycia, ich miłość nie rozwija się, nie potrafią się kochać, porzucają się i rozchodzą”. Dlaczego tak się dzieje? Bo „akt seksualny nie jest siłą łączącą. Ciało nie ma mocy połączenia ludzi. Nie uda się złączyć ludzi tylko cieleśnie.  (…) Akt seksualny z natury rzeczy skazany jest „na zagładę”, musi przestać być, bo z istoty swojej jest czymś krótkotrwałym. Jakże budować jedność na czymś krótkotrwałym, co trwa minuty? Dlatego trzeba budować jedność nie na życiu seksualnym, tylko na miłości wewnętrznej, duchowej”.

Jednak media głównego nurtu konsekwentnie tego typu argumentację odrzucają. Promują za to antykoncepcję jako coś super dla młodym ludzi. Co więcej, jest to promocja wychowywania młodego człowieka do niedojrzałości i nieodpowiedzialności, bo pokazuje się w ten sposób, że można oddzielić działanie od skutku. „Zdolność do działania seksualnego mają także zwierzęta, ale panowanie nad reakcjami popędowymi – wygaszanie ich, kierowanie nimi – to zdolność wyłącznie ludzka” –pisze prof. Półtawska. Ale przecież po to jest właśnie antykoncepcja, by ułatwić życie młodym, którzy jeszcze nie potrafią zapanować nad swoim ciałem – mówią tzw. „eksperci”. Jednak nie zauważają tego, że nie ma dojrzałości bez zdolności kierowania sobą – podkreśla Wanda Półtawska dodając, że „samo ciało nie ma mocy kochania – miłość rozgrywa się w duszy ludzkiej, a ciało tylko może być jej narzędziem i jej służyć„. Edukatorzy seksualni niestety tego nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć.

Jak jest zatem recepta na bycie szczęśliwym? Wanda Półtawska z całą pewnością odpowiada: „po prostu miłości trzeba się uczyć. To nieprawda, że ona sama się realizuje, to człowiek decyduje o profilu swojej miłości i on ją czyni wielką i piękną, albo ją niszczy. Przykazanie „nie cudzołóż” nie ma na celu pozbawienia człowieka radości, ale przeciwnie – chce ludzką miłość uratować i nadając jej najwyższy wymiar”. Bo „kochać człowieka, to znaczy kochać jego powołanie, a podstawowym powołaniem człowieka jest świętość – więc prawdziwa miłość nie może występować przeciwko świętości, musi opanować te wzruszenia, które są przeciwko czystości” – dodaje.

Natrafiłam kiedyś na piękne słowa C. S. Lewis’a: „Jesteśmy istotami ze złamanym sercem, bawiącymi się alkoholem, seksem i ambicjami, podczas gdy jest nam oferowana nieskończona radość. Jesteśmy jak nierozumne dzieci, które chcą robić babki z błota w dzielnicy slamsów, ponieważ nie potrafią sobie wyobrazić, że mogłyby spędzić wakacje nad morzem”. Nie dajmy sobie wmawiać przeróżnym ‚ekspertom’, że miłość oparta na czystości nie jest możliwa i nie da człowiekowi radości ani szczęścia. Da. Wakacje nad morzem są możliwe. Wystarczy tylko uwierzyć i…wsiąść do pociągu niebylejakiego. Bo wbrew temu co lansują media, czystość jest pociągająca.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 10 komentarzy

Dzieci z in vitro są kochane przez Boga

635642564797062865W in vitro nie tworzy się sztucznie dzieci tylko zarodki – można usłyszeć taki oto argument. Jednak naukowcy nie mają wątpliwości: zarodek jest człowiekiem: życie zaczyna się wtedy, kiedy komórka jajowa zostaje zapłodniona – mówią. Andrzej Paszewski, profesor genetyki w Instytucie Biochemii i Biofizyki PAN, członek Komitetu Bioetyki przy Prezydium PAN przyznaje, że „jeśli ktoś ma kłopot z odpowiedzią na pytanie, kiedy powstaje człowiek, niech uzupełni swoją wiedzę, bo o nią tu chodzi – wiedzę, która w tej sprawie ma taki sam stopień pewności jak to, że Ziemia jest okrągła”.

Pan Bóg jest dawcą życia, więc gdyby miał coś przeciwko metodzie in vitro, to nie pozwoliłby na poczęcie dziecka – to taki klasyczny argument zwolenników in vitro, którzy uważają się za osoby wierzące i w ten sposób chcą uspokoić swoje sumienie, zamykając jednocześnie uszy zarówno na głos Kościoła jak i naukowców. Tak, Bóg jest Panem życia i tylko On może je dać. Ale warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną sytuację: dziecko może się począć także podczas gwałtu…. I czy to oznacza, że gwałt jest czymś dobrym, że Bóg chce, by człowiek poczynał się w ten sposób? Nie. A jednak się poczyna.

In vitro to również gwałt. Podczas tej metody gwałcona jest godność dziecka, a także samych rodziców. Ta procedura na długo zostawia ślad w psychice małżonków – szkoda, że o tym media głównego nurtu milczą. Jest wiele poruszających świadectw przede wszystkim kobiet (bo to one chyba najbardziej cierpią), które poddały się metodzie in vitro. Polecam choćby to: „Przeszłam in vitro”
Ale in vitro nie tylko gwałci godność człowieka. Doktor Wanda Półtawska nazywa tą metodę gwałtem stworzenia na Stwórcy: „Ludzie chcą manewrować dzieckiem i wręcz chcą to dziecko stworzyć sami bez udziału Boga. To jest apogeum pychy człowieka. To jest grzech, który można nazwać gwałtem stworzenia na Stwórcy – odrzucam Stwórcę, chcę Go zastąpić. Człowiek chce manewrować Stwórcą, ale niczego nie może sam stworzyć. Nawet jeżeli chce ‚zrobić’ dziecko w szklance, to może jedynie użyć tego, co stworzył Bóg – komórek z ojca i matki stworzonych przez Boga”.

Często słyszę w mediach, że Kościół stygmatyzuje dzieci poczęte in vitro. Pani Agnieszka Ziółkowska (pierwsza Polka urodzona poprzez tą metodę) poprzez te doniesienia nawet postanowiła poddać się apostazji. Bo, jak twierdzi, Kościół tak głośno sprzeciwia się in vitro, że czuła się w Nim jakby nie miała prawa do istnienia.

Chcę powiedzieć z całą odpowiedzialnością i pewnością: Każdy człowiek jest chciany i kochany przez Boga. Niezależnie od tego, czy pochodzi z gwałtu, czy począł się w inny sposób np. poprzez metodę in vitro. Dziecko nie jest winne temu, jak się poczęło. Ono nie może ponosić odpowiedzialności za złe wybory swoich rodziców.

Pan Bóg kocha dzieci poczęte metodą in vitro, ale nie kocha tej metody. Jeśli jesteś taką osobą, to wiedz, że On Cię kocha. I nie daj sobie wmówić manipulacji medialnej, że Kościół Cię wyklucza, potępia, bo zostałeś poczęty tą metodą. Jesteś kochanym i chcianym Dzieckiem Boga! Zanim się ukształtowałeś w łonie swojej mamy, a nawet jeszcze wcześniej – zanim się począłeś ‚na szkle’, On już o Tobie myślał, już bardzo Cię pragnął. Bo u Pana Boga nie ma wczoraj, ani jutro. U Niego jest wieczne TERAZ. Sam przecież powiedział o sobie: „Jestem, Który Jestem” /Wj 3,14/.

Bóg kocha każde dziecko: to, któremu dane było się urodzić i może cieszyć się teraz życiem,  to które czeka w zamrażalce na przyznanie mu prawa do życia, jak i to, które zostało rozpoznane za niezdolne do prawidłowego rozwoju (ze względu na wady genetyczne) i wylane do zlewu…. Dla Boga każde dziecko poczęte metodą in vitro jest cenne i wartościowe. A dla człowieka?

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 8 komentarzy

Jak rozpoznać dobre rekolekcje?

serce-na-piaskuCzy dobre rekolekcje to takie, na których jest mi dobrze? W pewnym sensie tak. Szczególnie jeśli jestem na początku swojej drogi z Chrystusem, kiedy zaczynam Go dopiero co poznawać i tak na serio zapraszać Go do swojego życia. Wtedy uczucie pokoju i namacalnego doświadczenia Jego miłości i bliskości podczas rekolekcji będzie dla mnie bardzo ważne. Co nie oznacza, że to jest reguła, że zawsze tak musi być, albo że gdy jestem już w zażyłej relacji z Bogiem, to już nigdy czegoś takiego nie doświadczę. Nie. Pan Bóg wie, co danemu człowiekowi w danym momencie jest potrzebne. Ale bardzo ważne jest, by nie zamykać się na dary, które Bóg chce mi dawać podczas każdych rekolekcji. A jak można się zamknąć? Np. poprzez utożsamienie darów Pana Boga z pozytywnymi odczuciami i zatrzymanie się na nich. Wtedy zaczyna się problem, bo gdy ich nie doświadczam, to podczas rekolekcji zamiast skupiać się na Bogu, zaczynam skupiać się na sobie, na szukaniu swojego dobrego samopoczucia.

ks. Piotr Pawlukiewicz dał kiedyś definicję dobrych rekolekcji: „rekolekcje są dobre, gdy ci zamieszają w życiu. Nie usypiaj tego bólu. Wejdź w głąb serca w czasie tego zamieszania. Wchodź w serce i nie szukaj środków uspokajających, nie szukaj pocieszenia, ale wchodź w pustynię, w walkę duchową, w zmaganie…”.

Bóg jest hojny w obdarzaniu człowieka. Tej hojności możemy doświadczyć w codziennym naszym życiu, ale również na rekolekcjach. Ale jak ją rozumieć? Bp Grzegorz Ryś tłumaczy, że „hojność Boga polega na tym, że nie daje nam czegoś, ale daje nam siebie. I to jest pytanie, czy my jesteśmy na ten dar w ogóle przygotowani. Bo człowiek chętnie chodzi za Bogiem, dokąd On mu daje coś – zdrowie, szczęście, pomyślność. Ale dla Pana Boga to, co nam daje, jest tylko znakiem tego, że chce nam dać siebie. To, do czego nas zaprasza, to do wspólnoty życiowej ze sobą”.

Bóg podczas rekolekcji „wyprowadzi cię na pustynię i będzie mówić do twojego serca” /por. Oz 2, 16/ po to, aby przygotować cię na najpiękniejszy dar jaki chce ci dać – siebie samego. Czy zechcesz Go przyjąć?

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj